Nie drażnij lwa, bo lew to ja!
Prezydent Realu Madryt Florentino Perez zapewne mruczy takie słowa pod nosem.
Florentino Perez w otoczeniu piłkarzy legendarnych (Roberto Carlosa z lewej i Ronaldo Nazario z prawej), czyli w swoim naturalnym środowisku. Fot. SOPA Images/SIPA USA/PressFocus
HISZPANIA
Gdy Królewskim nie ułożyły się dwa sezony z rzędu, hiszpański biznesmen, od lat szef Realu i postać, która dokonywała największych transferów w historii klubu, otwarł wypchany portfel. W stolicy Hiszpanii, w ekipie Los Blancos, nie ma miejsca na taki okres bez trofeum, a taki się właśnie przydarzył!
Gablota waży tyle samo
W sezonie 2024/25 Carlo Ancelotti, który bronił pucharu Ligi Mistrzów, nie był w stanie zbudować silnej drużyny. Przegrał na każdym polu i pożegnał się z klubem, podpisując kontrakt z federacją brazylijską. W kolejnym roku szansę odbudowy drużyny otrzymał Xabi Alonso, ale popracował tylko parę miesięcy; jego misja zakończyła się klęską, a rozgrywki w roli szkoleniowca dokończył Alvaro Arbeloa, jednak gablota klubu nie stała się cięższa.
Florentino Perez, który wygrał niedawno wybory na prezydenta (po raz pierwszy od lat miał poważnego konkurenta), teraz robi wszystko, żeby taki sezon już się nie powtórzył. Najpierw ściągnął Jose Mourinho (to jego obietnica wyborcza). Później zapłacił 20 milionów euro za prawego obrońcę Denzela Dumfriesa. Za 55 mln sprowadził z Chelsea gwiazdę reprezentacji Hiszpanii Marca Cucurellę. W poprzednim tygodniu kupił za 25 milionów napastnika Carlosa Espiego, który wiosną fantastycznie spisywał się w barwach Levante, zdobywając 11 goli. Ponadto z klubem kontrakty podpisali też Ibrahima Konate i Bernardo Silva, którzy zamienili Anglię na Hiszpanię.
Astronom
A na tym Florentino Perez nie poprzestał i... trudno się temu dziwić. Bo choć może sprowadził do drużyny jednego z najlepszych lewych obrońców na świecie (Cucurellę), nie ma on wielkiego nazwiska, które wzbudzałoby ogromne poruszenie. A przecież prezydent Realu uwielbia dokonywać transferów galaktycznych. Tak było w przypadku Kyliana Mbappe, który gra w Realu do teraz; tak też było w przypadku Luisa Figo, którego transfer z Barcelony wygrał Perezowi jego pierwsze wybory na prezydenta klubu. Perez kocha takich piłkarzy, jak David Beckham, Michael Owen, Kaka, Jude Bellingham, Gareth Bale, Cristiano Ronaldo, Ronaldo Nazario, Zinedine Zidane czy nawet James Rodriguez, który był na ustach wszystkich po mundialu w 2014 roku i Perez od razu po turnieju wyłożył za niego z tylnej kieszeni spodni 75 milionów euro.
I tak właśnie podrażniony dwoma latami bez sukcesu szef Królewskich wyruszył na polowanie. Najpierw zbadał grunt w Bawarii, pytając o możliwość zakupu Michaela Olise, gwiazdy Bayernu Monachium i reprezentacji Francji, jednego z najlepszych zawodników minionego mundialu. Tym razem odbił się od ściany. Przez lata tak też było podczas prób transferu Kyliana Mbappe, aż w końcu Francuz przeniósł się z PSG po zakończeniu kontraktu. Może taki los też czeka Olise? Kto wie! Perez jednak nie ma zamiaru czekać, więc znalazł nową gwiazdę.
140 milionów!
Real Madryt wyłożył na stół 125 milionów euro, pobijając swój rekord transferowy. Na kogo przeznaczył te funusze? Na Yana Diomande z RB Lipsk. To skrzydłowy, który szalał podczas mistrzostw świata w Ameryce Północnej w barwach Wybrzeża Kości Słoniowej. Bez wątpienia był wyróżniająca się postacią turnieju i ma wielki potencjał, o czym doskonale wiedzą ci, którzy na co dzień śledzą zmagania w Bundeslidze. Jeśli Królewscy dadzą mu szansę, jest w stanie zostać gwiazdą światowego formatu. Może jeszcze nie jest piłkarzem, który w najbliższym czasie mógłby otrzymać Złotą Piłkę, w Los Blancos wierzą jednak, że 19-latek w galaktycznym, królewskim otoczeniu stanie się geniuszem.
Razem z Diomande do Realu miał dołączyć Rodri. Madrytczycy już dawno mieli rozpocząć negocjacje z Manchesterem City i wiele wskazywało na to, że wszystkie strony dojdą do porozumienia, a szeregi zespołu Jose Mourinho zasili jeden z najlepszych środkowych pomocników na świecie, zdobywca Złotej Piłki w 2024 roku. Tymczasem doszło do nieoczekiwanego zwrotu akcji, a do walki o Rodriego włączyła się... Barcelona. Na razie wiele wskazuje na to, że Rodri wybierze właśnie grę dla Dumy Katalonii. I jeżeli tak się stanie, Florentino Perez na pewno nie będzie zadowolony. Całkiem możliwe jest, że jeśli transfer Rodriego rzeczywiście nie wypali, podrażniony szef klubu znów wyruszy na łowy. Kogo byłby jeszcze w stanie upolować?
Kacper Janoszka
