Nie dramatycznie, ale słabo
Pod Jasną Górą goli nie oglądaliśmy. Gospodarzom pozostała świadomość, że za tydzień na sztucznej murawie przy 30-tysięcznej publice nie będzie łatwo.
Sporo walki, mało sytuacji – tak wyglądał mecz przy Limanowskiego. Fot. Grzegorz Misak / Press Focus
LIGA KONFERENCJI
Trudne zadanie czekało Raków podejmujący wicemistrzów Szwecji z Hammarby. Dwie porażki w PKO BP Ekstraklasie sprawiły, że nastroje pod Jasną Górą dalekie były od ideału, ale wiadomo od dawna, że pucharowe boje rządzą się swoimi prawami. Początek czwartkowej rywalizacji napawał optymizmem, bo Medaliki od pierwszych minut zaatakowały z werwą i już w 7 minucie Stratos Svarnas uruchomił biegnącego wzdłuż pola karnego Michaela Ameyawa, który w pełnym biegu dośrodkował na głowę Mahira Emrelego. Niestety, piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. Chwilę później z rzutu wolnego wrzucał Ameyaw, piłkę zgrał jeszcze głową Oskar Repka, a główkę Patryka Makucha z bliska z trudem wybił Warner Hahn! Potem Szwedzi uspokoili grę, a gospodarze stracili kontuzjowanego kapitana Franka Tudora. Pierwsza połowa zakończyła się bez bramek, bo Szwedzi rozgrywali bezbarwne spotkanie, ale z wyniku byli zadowoleni. Co innego gospodarze, bo dwie sytuacje to było stanowczo za mało, by zrealizować cel, jakim było zwycięstwo i wypracowanie sobie jak najlepszej zaliczki przed rewanżem w Sztokholmie.
Po przerwie zaatakowali coraz pewniej czujący się pod Jasną Górą Skandynawowie. W 57 min nie zdobyli gola, gdy po strzale pozostawionego bez opieki Franka Adjei piłkę z linii bramkowej wybił Svarnas. Niestety, postawa Medalików była coraz słabsza, Szwedzi nie schodzili z połowy gospodarzy. W 69 min trybuny przy Limanowskiego wybuchnęły z radości, ale euforia szybko minęła, ponieważ sędzia po analizie VAR nie uznał gola z powodu faulującego w wyskoku Bogdana Racovitana. To był sygnał, że można jednak posłać Szwedów na deski i bliscy tego byli najpierw Makuch, a w 80 min Repka, którego główkę fenomenalną interwencją odbił na korner dobrze broniący Hahn.
Raków przełożył ligowy mecz z Zagłębiem Lubin, aby zregenerować się i lepiej przygotować do rewanżu w Sztokholmie, gdzie faworytem będą jednak gospodarze.
Zbigniew Cieńciała
Pod szatnią
Wojciech CYGAN (prezes Rakowa): - Kilka sytuacji stworzyliśmy, ale to nie było dobre widowisko, a nam zależy na oglądalności. Oczywiście tych, którzy się zdecydowali go oglądać, już nie odgonimy od transmisji, ale myślę, że nikt nie będzie latami wspominał tego wydarzenia. Wynik nie jest dramatyczny, ale słaby. Z całości meczu można było wyciągnąć więcej. Uraz Tudora nie wydaje mi się groźny. Jestem przekonany, że jeśli nie będzie twardych zaleceń lekarza, to już za tydzień będzie chciał walczyć.
Oskar REPKA: - Szkoda, że nie wygraliśmy, czujemy niedosyt. Przy 0:0 nic nie jest przesądzone. To dwumecz, do Szwecji pojedziemy, żeby wygrać. Szwedzi są dobrzy piłkarsko, widać, że piłka im nie przeszkadza. Są intensywni w grze, w środku boiska, gdy mieliśmy piłkę, podwajali, potrajali i ciężko się z nimi było przepychać.
Patryk MAKUCH: - Ciężko się grało, mając cały czas rywali na plecach. Miałem dwie sytuacje – przy pierwszej z głowy zrobiłem wszystko, ale bramkarz dobrze obronił. Przy drugiej nie wiedziałem, jak się do niej zabrać. Może gdybym nogą zaatakował piłkę, to łatwiej byłoby ją skierować do bramki. Klarownej sytuacji nie miałem, ale przy odrobinie szczęścia choć jeden gol mógł wpaść. Wybiegaliśmy mecz, więc tym bardziej szkoda, że nie wygraliśmy.
III runda eliminacji
Raków Częstochowa – Hammarby IF 0:0
RAKÓW: Trelowski – Svarnas, Racovitan, Tudor (25. Debohi) – Ameyaw, Koczergin, Repka, Jean Carlos (65. Otieno) – Bulat (65. Kwiatkowski), Makuch, Emreli. Trener Dawid KROCZEK.
HAMMARBY: Hahn – Skoglund, Fofana, Eriksson, Winther – Karlsson (79. Johansson), Tekie – Adjei (79. Boudri), Besara (66. Madjed), Persson (90+3. Renecke) – Lind (65. Abraham). Trener Henrik RYDSTROEM.
Sędziował Henrik Nalbandyan (Armenia). Widzów 5089. Żółte kartki: Ameyaw – Persson, Winther.
Rewanż 13 sierpnia (czwartek) o 19.00.
