Nie chcemy być tematem rozmów
Trzy pytania do... Slavko Vincicia, słoweńskiego rozjemcy mundialowego finału
Słoweniec Slavko Vincić poprowadził finał Hiszpania - Argentyna. Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus
- Szok. Zaraz potem wielkie szczęście! Wciąż jeszcze trzęsę się z przejęcia, bo prowadzenie finału mistrzostw świata to niewiarygodna rzecz, wielki honor, wyróżnienie. Dla nas, sędziów, prowadzenie takiego spotkania to sen. W moim wypadku on się spełnia. Jestem dumny ze względu na mój sędziowski zespół, ze względu na mnie.
2. Mocno pan wszystko przeżywa. Jakie emocje panu towarzyszą?
- Trudno mi to wszystko opisać, wyrazić słowami. Chcę też podkreślić, że to wyróżnienie także mojego kraju, Słowenii. Kiedy otrzymujesz prowadzenie najważniejszego sportowego wydarzenia na świecie, to wielkie docenienie i duma. Tak to odbieram. To też docenienie i wyróżnienie dla moich asystentów, Tomaża Klancnika i Andraża Kovacicia. Sędziowanie to praca zespołowa. Jesteśmy przyjaciółmi, zgrani. Teraz najważniejsze to poradzić sobie ze wszystkim w decydującym finałowym meczu. Słowa uznania dla mojej rodziny, która jak ja przeszła wiele wyrzeczeń, żebym mógł dojść do tego miejsca.
3. Jak będzie wyglądało przygotowanie do finałowego spotkania Hiszpania – Argentyna?
- Będzie przebiegać według tego samego rygorystycznego schematu, który pomógł mi przebrnąć przez turniej. Będziemy ponownie analizować zespoły, mimo że śledziliśmy je przez ostatnie 40 dni. Pozostaniemy skupieni, a przede wszystkim postaramy się być odpowiednio przygotowani mentalnie i fizycznie. Zrobimy wszystko, żeby po meczu nie być tematem rozmów.
