Nazwiska na stół

Rozmowa z trenerem Odry Opole, Łukaszem Tomczykiem

Łukasz Tomczyk buduje zupełnie nową drużynę. Fot. PAP / Maciej Kulczyński

Panie trenerze, dlaczego w składzie na sparing ze Śląskiem Wrocław zabrakło takich nazwisk jak Spacil, Milos, Pochocioł, Szrek, Kendzia czy młodzieżowiec Białowąs?

- Branislav Spacil nie zagrał z powodu miniurazu, bo nie chcieliśmy ryzykować pogłębienia kontuzji, ale tak samo jak Mato Milos wraca do treningu. Natomiast Jakub Pochcioł od obozu boryka się z problemami, a Marcel Białowąs ma bardzo duży odcisk na paznokciu i też najpierw musi się wyleczyć. Jeżeli chodzi o Jakuba Szreka i Filipa Kendzię, to obecnie nie trenują z pierwszym zespołem, ale uczestniczą w zajęciach rezerw.

W innej sytuacji jest Szymon Szkliński, któremu 30 czerwca skończył się poprzedni kontrakt. Czy Opolanin zbliżający się do 20. urodzin i już ograny w Odrze zostanie w pana zespole?

- Nie wiem, jakie na tę chwilę są ustalenia zarządu z zawodnikiem, ale wiem, że były prowadzone rozmowy na temat przedłużenia umowy. Ze strony klubu był na niego pomysł.

Czy w sprawie testowanych Kacpra Jureczki i Sofiana Khiriego decyzje już zapadły?

- Jureczko jeszcze jest sprawdzany, a Khiriego już z nami nie ma. Zapadła decyzja, że „budujemy” naszych napastników i pracujemy z nimi, żeby wznieśli się na wyższy poziom. Trenuje z nami grupa opolskiej młodzieży i na podwójnych treningach jest ich w sumie dziesięciu. Cały czas przyglądamy się im, dajemy szanse i współpracujemy z zespołem rezerw, żeby się rozwijali i jako chłopcy z Opolszczyzny dali coś opolskiej drużynie.

Czy największym wygranym okresu przygotowawczego – choć ten jeszcze trwa – jest 17-latek Marcin Staś?

- Na pewno lewa noga jest jego atutem. Tak samo jak finalizacja, bo jest w stanie skończyć akcję i na pewno to pokaże w najbliższych meczach. W treningach już to pokazuje, a na meczach jeszcze się nie odważył na uderzenie albo nie wypracowaliśmy takiej okazji. Pracujemy jednak na tym i do dobrze wykonywanych stałych fragmentów gry na pewno dorzuci strzał, bo to jest też jego mocna strona. Jest jeszcze w wieku juniora, ale słucha i jest pozytywnie nastawiony, dobrze rozumie grę i ma energię. Chce się rozwijać i w wielu aspektach jest bardzo dobrze przygotowany. Nie ma kompleksów, więc młodość mu nie przeszkadza.

Rzućmy na stół kolejne nazwiska. Jak w pierwszym meczu w nowym zespole zaprezentowali się pozyskani „last minute” Maksymilian Pingot i Tomasz Gajda?

- W przypadku Pingota już pierwszy sparing – moim zdaniem – pokazał, że jest w stanie dobrze bronić i grać dobrze w pojedynkach. Ma jednak zaległości, które musi nadrobić, dlatego we Wrocławiu był na boisku od początku do końca, bo dawno nie grał albo grał mało, więc musi złapać rytm, jeżeli ma coś nam dać. Jestem zadowolony z jego pierwszego występu w obronie. Myślę, że może też dać jeszcze więcej do przodu. W sparingu ze Śląskiem bardziej w ofensywie wykorzystywaliśmy Nemanję Mijuskovicia, bo z nim nad tym dłużej już pracowaliśmy i ma lepsze czucie, ale wierzę, że Pingot przy stałych fragmentach gry też się nam przyda w ofensywie. Jeżeli chodzi o Gajdę, to co można powiedzieć o grze zawodnika, który zagrał, będąc z zespołem dwa dni? Owszem, znam go znacznie dłużej, ale teraz chodzi o to, żeby poznał go zespół. Nikt z naszej kadry z nim wcześniej nie grał i sam mi to powiedział, że w Polonii Bytom zgranie było na wyższym poziomie, bo z niektórymi zawodnikami funkcjonował w zespole cztery lata. Na pewno będzie więc potrzebował czasu zarówno na aklimatyzację w drużynie, jak i na zaadaptowanie się. Musi zmienić mieszkanie i ochłonąć, bo przejście z Polonii do Odry wiązało się dla niego z dużą dawką emocji. Myślę, że z tygodnia na tydzień będzie to wyglądało lepiej, ale już w pierwszym sparingu miał bardzo dobre momenty. Nie liczę jednak na to, że w każdym meczu da zespołowi gwiazdkę. Czasem zrobi coś niewidocznego dla oka kibica, ale cieszące trenera i pomagające wygrać drużynie. Wierzę, że na razie będzie to przeplatał, a gdy miną dwa-trzy tygodnie będzie wyglądał tak, jak w czasie naszej współpracy w Bytomiu.

Czy największy dylemat ma pan w tej chwili z wyborem środka drugiej linii? Scalet, Gajda, Liber, Perez, Staś to chyba można nazwać kłopotami bogactwa.

- Na pewno mamy w kim wybierać i na tych pozycjach jest dobra rywalizacja. Trzeba jednak pamiętać, że przed nami długa runda, w której dochodzi Puchar Polski, a zawodnicy łapią kartki lub mają urazy, albo są czasem w gorszej formie, więc taki stan posiadania pozwoli na pole manewru. Gramy 3-4-3, więc mamy czterech zawodników w środku, a to znaczy, że w kadrze powinno być ośmiu kandydatów na te pozycje, żeby dobrze funkcjonować w sezonie. Trenujemy intensywnie. Drużyna zmienia też nastawienie i przesuwamy granice intensywności w grze. Nie każdy się do tego zaadaptuje i tak naprawdę potrzeba szerokiego wachlarza zawodników, którzy rywalizują. Joshua  Perez we wrocławskim sparingu był jednym z najlepszych na boisku w pierwszej połowie i wierzę, że tak będzie wyglądał dalej.

Ile ma pan jeszcze sparingów, żeby wybrać wyjściową jedenastkę na inaugurujący sezon mecz z Arką, zaplanowany na 24 lipca na 21.00?

- W środę o 16.00 zagramy w Rącznej z Maccabi Netanja, a w sobotę o 11.00 na Itaka Arena podejmiemy Banik II Ostrawa i o 16.00 w Gliwicach zagramy z Piastem.

Czy zobaczymy w tych meczach jeszcze jakiegoś nowego zawodnika?

- Myślę, że kadra jeszcze nie jest zamknięta, bo musimy... strzelać gole. Dobrze bronimy, potrafimy wypracować sytuacje, a więc czas na snajpera.

Rozmawiał Jerzy Dusik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się