Napastnicy w cenie
Na kogo liczyć przed czwartkowym rewanżem w Monako, jak nie na graczy przedniej formacji?
Sondre Liseth wierzy w awans do fazy ligowej Conference League. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
W ostatnim meczu Górnika z Monaco na listę strzelców wpisała się dwójka napastników zabrzańskiego zespołu. Wreszcie swojego gola strzelił Erik Prekop, który potrzebował na to prawie pół tysiąca minut! W drugiej połowie trafił zaś Sondre Liseth.
Walka o miejsce
Kontaktowy gol rezerwowego norweskiego napastnika ma swoją wagę. Porażka z ośmiokrotnym mistrzem Francji 2:3 to wynik, który można odwrócić. Przy dwóch golach straty byłoby o to bardzo ciężko.
– Że akurat w meczu z Monaco trafiali napastnicy? To bardziej wy, dziennikarze, zwracacie na wszystko uwagę, na statystyki, na minuty. Dla mnie i dla „Prekiego” ważna jest wykonana praca dla drużyny. Oczywiście, bramki cieszą, bo dodają pewności siebie, potrzebujemy ich, ale z drugiej strony liczy się przede wszystkim drużyna i wygrane, a czy strzeli Rafał Janicki, czy któryś ze skrzydłowych, czy my z przodu, to nie ma znaczenia. Najważniejsza jest wygrana zespołu. W lidze na koncie mamy trzy wygrane i to cieszy – zaznacza piłkarz wicelidera ekstraklasy po pięciu kolejkach, choć przecież na koncie Górników aż o dwa spotkania mniej, bo nie grali z Koroną i w ostatni weekend z Rakowem (mecz z Częstochowianami na ich terenie już 3 września).
Lisetha pytamy także o jego premierowe trafienie w europejskich pucharach. Wcześniej nie grał w takich meczach, teraz w wieku 28 lat w końcu dostąpił tego zaszczytu. – To nie jest jakaś ważna sprawa, jutro, pojutrze wszyscy o tym zapomną. Ważne jest poczucie, że trafiasz do siatki, to pewność siebie. Poprzedni sezon pokazał, że potrafię zdobywać bramki, chcę iść tą drogą – zaznacza.
O miejsce w ataku Górnika nie jest teraz łatwo, bo rywalizuje o to Liseth, Prekop i pozyskany ostatnio Janis Antiste. – To wasza mentalność, że tak myślicie. Wychodzimy na trening, żeby pracować, żeby starać się być lepszym i pomagać zespołowi, a grać oczywiście chce każdy. Jest walka o miejsce w pierwszej jedenastce, a sezon jest długi, więc uważam, że na dłuższą metę wszyscy na tym skorzystamy – podkreśla Norweg.
Brakuje doświadczenia
Wracając do rywalizacji z AS Monaco, Liseth dodaje: – Wciąż jesteśmy w grze o awans do fazy ligowej. Owszem, przegraliśmy u siebie, ale strata do odrobienia nie jest duża, wciąż żyjemy i jedziemy do Monako ze swoimi nadziejami. Na pewno tam trzeba będzie zagrać mądrze, a motywacji na pewno nam nie zabraknie, bo jesteśmy żądni grania w europejskich pucharach – przekonuje.
Monaco w Zabrzu w meczu fazy play off Ligi Konferencji zdobyło trzy bramki, ale Górnikom też nie brakowało okazji, żeby trafić więcej niż dwa razy. – Monaco to dobra drużyna, ale my pokazujemy, że nawet z tymi utytułowanymi przeciwnikami możemy powalczyć jak równy z równym. Owszem, mają więcej tego pucharowego doświadczenia niż my, ale walczymy, nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Szkoda straconych trzech bramek u siebie, ale wyjeżdżamy tam z pozytywną energią – stwierdza napastnik ze Skandynawii.
Czego brakuje Górnikowi, żeby wygrywać także w europejskich pucharach? – Na pewno w dużym stopniu to kwestia ogrania w tych rozgrywkach. Rywale je mają, my nie. My się wszystkiego uczymy, a jak pokazują te nasze pucharowe mecze, niewiele nam brakuje, może jedna bramka coś zmieni. Zespół walczy, stara się, możemy być dumni z siebie – podkreśla.
Jak zagrać w Monako w czwartek wieczorem (początek meczu godz. 18.45)? – Przede wszystkim mądrze i rozsądnie. Na pewno sztab trenerski przygotuje odpowiedni plan na wszystko. Jedziemy tam, jak podkreślam, z dobrą energią, wierzymy, że jesteśmy w stanie odrobić stratę. To futbol i wszystko może się wydarzyć – zaznacza Liseth.
Europejska lekcja
Nie wiadomo, czy Górnik dalej będzie występował w europejskich pucharach, bo poprzeczka zawieszona jest wyjątkowo wysoko. Niemniej jednak Zabrzanie mogą na wszystkim skorzystać w ligowych rozgrywkach, gdzie przecież za nimi trzy kolejne zwycięstwa, a mecze w pucharach z Fenerbahce, Ferencvarosem i teraz z Monaco mogą pomóc. – Na pewno to nam pomoże. Teraz jednak trzeba się skupić na rewanżu, bo to nie koniec dla nas i mamy swoje szanse, a gra w europejskich pucharach, to bez dwóch zdań świetne doświadczenie. Jako piłkarz chcesz grać w takich spotkaniach, gdzie poziom jest wyższy niż w lidze, gdzie są emocje, wysoki poziom. To pomaga – kończy Liseth.
Michał Zichlarz
