Najważniejsze jest utrzymanie
Rozmowa z Grzegorzem Tomasiewiczem, pomocnikiem Śląska Wrocław
Była w ekstraklasie Stal Mielec, był przez ostatnie lata Piast Gliwice, a teraz jest Śląsk. W Zabrzu w sobotę Grzegorz Tomasiewicz (nr 20) zaliczył pierwszy oficjalny występ we wrocławskiej ekipie. Fot. Mateusz Porzucek/Pressfocus.pl
- Mecz był wyrównany, prowadziliśmy 1:0, a mieliśmy jeszcze sytuacje. Szkoda, że nie udało się ich wykorzystać, strzelić drugiej bramki. Potem był przypadkowy, samobójczy gol i trochę ciśnienie zeszło. Czego zabrakło? Większego spokoju. Rywal miał stały fragment, ładne uderzenie z przedpola, bramka i... szkoda, że tak się stało, bo zasłużyliśmy na coś więcej.
Mieliście kilka dobrych kontr podczas prowadzenia 1:0, ale zabrakło kropki nad „i” czyli strzału.
- W kontrach jesteśmy mocni. Zabrakło ostatniego podania, żeby wykończyć akcję. Nasze ataki były groźne, dobrze wyprowadzone. Niestety, nie udało się ich zakończyć celnym strzałem. W pierwszym spotkaniu taki punkt przywieziony do Wrocławia bardzo by się przydał, ale teraz to już historia. Trzeba mecz dobrze przeanalizować, odpocząć i przygotować się na kolejne ligowe starcie, które u nas w niedzielę z Rakowem.
Jak się pan czuje po przenosinach z Gliwic do Wrocławia?
- Z każdym dniem coraz lepiej. Lepiej odnajduję się też w drużynie, a z każdym kolejnym treningiem wygląda to coraz bardziej pozytywnie. Jestem dobrej myśli, bo trafiłem do fajnego klubu, gdzie jest wielu dobrych zawodników.
Z Górnikiem wszedł pan na boisko z ławki. W Piaście wcześniej był pan prawie zawsze graczem pierwszego wyboru. Rozczarowanie?
- Pracuję na otrzymanie szansy. Wiem, jak dobrą pracę chłopaki zrobili w poprzednim sezonie, robiąc awans. Muszę z pokorą i ciężką pracą zasłużyć na to, żeby grać w podstawowym składzie. Z Górnikiem zagrał ktoś inny, ja nie obrażam się, przede wszystkim chcę pomóc swoim doświadczeniem kolegom, żeby wynik był jak najlepszy. To jest najważniejsze. Nawet jak nie wejdę, a będą punkty, to będę zadowolony.
O co Śląsk będzie grał w nowym sezonie? Jesteście z jednej strony beniaminkiem, ale z drugiej jest u was sporo doświadczenia.
- W pierwszym sezonie po awansie nie można za bardzo wybiegać i patrzeć w przód. Trzeba skupić się na zdobywaniu punktów w kolejnych spotkaniach, a potem wyznaczyć sobie jakiś cel. Tym nadrzędnym jest oczywiście utrzymanie ekstraklasy. Dla paru chłopaków u nas jest to pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej, nie mają doświadczenia. My, starsi, musimy im pomóc i od siebie oczekujemy więcej pracy na boisku, żeby ekstraklasa była we Wrocławiu jak najdłużej.
Pana osobiste cele?
- Przede wszystkim utrzymanie w ekstraklasie. Każdy chciałby grać o coś więcej, ale trzeba iść krok po kroku i koncentrować się już tylko na spotkaniu z Rakowem u nas. To będzie ciekawy mecz.
W Zabrzu wspierała was spora grupa kibiców Śląska.
- Szacunek za to, że aż tylu kibiców przyjechało. My swoją dobrą grą, zdobywaniem punktów musimy kibiców zachęcić do tego, żeby było ich na naszych meczach jeszcze więcej, czy to na wyjeździe, czy u nas.
Spogląda pan za siebie, na to co dzieje się w Gliwicach, gdzie przecież spędził pan aż cztery lata? Nie wygląda to tam za dobrze…
- Nie ma się co oszukiwać... Mam tam paru znajomych. Jesteśmy na łączach, wiem od chłopaków, co się dzieje. Trzymam za nich kciuki oprócz oczywiście meczów z nami, ze Śląskiem (uśmiech).
Rozmawiał Michał Zichlarz
LICZBA TOMASIEWICZA
191 MECZÓW w ekstraklasie zagrał pochodzący z Jaworzna pomocnik. W najwyżej klasie rozgrywkowej 30-letni Tomasiewicz zadebiutował w barwach Stali Mielec przed sześcioma laty. Od tego czasu regularnie występuje w ekstraklasie. W barwach Stali zagrał w 62 meczach, w Piaście przez cztery lata w 128, a teraz do dorobku dodałjeden w drużynie z Dolnego Śląska.
