Nadal w ringu
Z DRUGIEJ STRONY - Kacper Janoszka
Nie ma takiej przewagi, której nie da się zaprzepaścić. Dobrze wiedzą o tym w Poznaniu. Lech jeszcze niedawno cieszył się z wygranej 4:1 z Aarhus w Danii. Środowisko Kolejorza już było pewne awansu do kolejnej rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów. Zastanawiano się, jak łatwa będzie droga zespołu Nielsa Frederiksena do fazy ligowej najbardziej prestiżowych zmagań klubowych. Z pięknego snu piłkarze Aarhus wybudzili Lechitów w rewanżu, doprowadzając do wyrównania w dwumeczu, a następnie wygrywając w rzutach karnych. To tylko jeden, za to najświeższy przykład tego, że w piłkarskim świecie nie ma nic pewnego. A takie przykłady można mnożyć. Wstrząsające porażki po tym, jak wypracowało się ogromną przewagę w pierwszej odsłonie rywalizacji, spotykają nie tylko polskie drużyny, ale też te najlepsze na świecie.
W 2017 roku PSG wygrał 4:0 z Barceloną. Na rewanż do Katalonii przyjechał pewny siebie, a wrócił do Paryża poważnie pobity - 1:6 i odpadł z Ligi Mistrzów na etapie 1/8 finału.
Z kolei w 2019 roku Barcelona wygrała 3:0 z Liverpoolem w półfinale LM, ale w rewanżu pożegnała się rozgrywkami, przegrywając 0:4.
Lata temu, w 2004 roku, w ćwierćfinale LM, Milan wygrywał 4:1 z Deportivo La Coruna po pierwszym meczu. W drugim przegrał 0:4 i odpadł.
Niecałą dekadę później, w 2013 roku, Milan już myślał o awansie do ćwierćfinału Ligi Mistrzów po tym, jak wygrał 2:0 z Barceloną. Po dwóch tygodniach musiał pogodzić się z porażką 0:4 z Dumą Katalonii.
Niedawno, zimą bieżącego roku, rewelacja Ligi Mistrzów, Bodo/Glimt pokonało 3:0 Sporting w 1/8 finału. Lizbończycy w rewanżu najpierw doprowadzili do wyrównania, a w dogrywce zdobyli kolejne dwie bramki, eliminując Norwegów.
We wszystkich tych dwumeczach (poza rywalizacją Aarhus – Lech) drużyny odrabiały straty u siebie. Po co to wszystko piszę? Żeby pokazać, że GKS Katowice, gdy w środę zagra przed własną publicznością, przed którą nie przegrał od listopada 2025 roku, nie jest na straconej pozycji w starciu z Hapoelem Tel Awiw. Na razie ma dwie bramki straty i oczywiste jest, że przed Katowiczanami stoi trudne wyzwanie. Izraelczycy pokazali, że potrafią grać w piłkę – to nie ulega wątpliwości, ale przecież Milan, PSG czy Barcelona... też potrafiły grać – odrobinę lepiej od Hapoelu – a przewagę, większą niż dwubramkową, traciły. GieKSa wciąż jest w grze. – Porównując naszą sytuację do walki bokserskiej: po ciosie nadal stoimy na nogach. Nie było jeszcze końcowego gongu – powiedział trener Rafał Górak. Pozostał więc Katowiczanom powrót na ring i udowodnienie, że będąc zamroczonym, też można zakończyć rywalizację z podniesioną ręką.
