Na transfer nie ma reguły
Miała być Borussia Dortmund, a ostatecznie... została ekstraklasa. Marcel Reguła przeżył niezły rollercoaster emocjonalno-klubowy.
W najbliższym czasie 19-latka w koszulce BVB nie zobaczymy. Fot. Tomasz Folta / Press Focus
NIEMCY
Niespełna 20-letni talent Zagłębia Lubin był jednym z najgorętszych polskich nazwisk w trakcie kończącego się okienka transferowego – a w topowych ligach to już nawet zamkniętego od wczoraj. O kilkumilionowej transakcji z jego udziałem mówiło się i mówiło... no i na gadaniu się skończyło.
Nie chciał do Anglii
Regułę – i jego otoczenie – należy pochwalić. Nie chciał iść na „łapu- capu” byle gdzie – byle tylko zaliczyć zagraniczny transfer. Od tygodni wydawało się, że kolejnym krokiem jego kariery będzie angielskie Burnley, które spadło z Premier League, ale – jak sezon wcześniej – ma zamiar od razu do niej wrócić. Wyspiarze już nawet dogadali się z Zagłębiem na około 8 mln euro odstępnego, ale zainteresowany tym kierunkiem nie był sam piłkarz. Po prostu nie chciał. Być może doszedł do wniosku, że bardzo fizyczna Championship, w kraju, gdzie przemiał zawodników jest ogromny, a pieniądze (nawet na drugim szczeblu) znaczą tyle, co zeszłoroczny śnieg – nie jest najlepszą destynacją dla jego rozwoju. Czekał, będąc nawet gotowym zrezygnować z letniego transferu. I wtedy pojawiła się Borussia Dortmund.
Grecki dramat
Sprawa wypłynęła w poniedziałek wieczorem i była szalenie dynamiczna. BVB dosyć niespodziewanie zwróciła swoje spojrzenie w kierunku Lubina, co było skutkiem najgłośniejszego dramatu 1. kolejki Bundesligi. Ściągnięty z PAOK-u Giannis Konstantelias, który kosztował 26 mln euro i miał być nową gwiazdą Dortmundu, w meczu z HSV najpierw strzelił gola, a potem... zerwał więzadła krzyżowe. Sprawa była szeroko komentowana, bo po jego przyjściu obiecywano sobie wiele. Nawet neutralni kibice cieszyli się, że będą mogli oglądać tak ciekawego zawodnika w Bundeslidze. Finalnie jednak nie będą, grecki ofensywny pomocnik musi pauzować przez wiele miesięcy. Z tego względu BVB zadzwoniła na Dolny Śląsk, szukając zastępcy. Obserwowała Regułę już wcześniej. Porozumiała się z Miedziowymi na 5 mln euro kwoty podstawowej, 2 mln euro łatwych do spełnienia bonusów oraz 10 procent z kolejnego transferu – tak podał Tomasz Włodarczyk z Meczyków. To mniej niż proponowało Burnley, ale w tym przypadku zgodziło się i Zagłębie, i sam zawodnik. Czyli klepnięte? Otóż nie.
Był tylko planem B
Borussia wstrzymała się z zielonym światłem do wtorkowego poranka. Reguła siedział na walizkach, gotowy wylecieć do Niemiec, ale problem leżał w tym, że dla BVB był... planem B. W pierwszej bowiem kolejności Dortmundczycy chcieli ściągnąć z Arsenalu rok młodszego, ale mającego na koncie występy w Premier League, Ligue 1 i Lidze Mistrzów Ethana Nwaneriego. Z Kanonierami trudno się było jednak dogadać, stąd w pewnym momencie wydawało się, że Niemcy zamiast Anglika wybiorą Polaka. Jednak wczoraj rano – podobno koło szóstej, więc spania nie było – nastąpiło przełamanie i Borussia uzgodniła warte 5 mln euro (wliczając w to już pensję) wypożyczenie Nwaneriego. Zrezygnowała tym samym z Reguły, bo więcej kasy w tym okienku już wydawać nie chciała. Wybrała opcję krótkoterminową zamiast długoterminowej, ale temat pomocnika Zagłębia nie jest dla niej całkiem zamknięty – może wrócić w niedalekiej przyszłości.
Transferowa gra
Reguła tym samym pozostaje w Lubinie i raczej tego lata nigdzie się nie ruszy. Wczoraj w wielu krajach zamknięto okna transferowe i choć kupować mogą jeszcze np. Turcy, wątpliwe, aby utalentowany Polak wybrał ten kierunek. Prócz Borussii pojawiało się wstępne nim zainteresowanie ze strony Feyenoordu, Midtjylland czy Werderu Brema, ale Reguła chciał do Dortmundu. Co więcej, wskutek kontuzji Konstanteliasa miałby realną szansę na minuty, bo tego lata BVB przebudowała swoją ofensywę. Bez żalu pożegnano tam Karima Adeyemiego, Juliana Brandta, Cole'a Campbella i Juliena Duranville'a, a ściągnięto m.in. grecki duet, bo jeszcze 18-letniego Konstantinosa Karetsasa za 30 mln euro. Szkoda – ale takie są reguły transferowej gry...
Piotr Tubacki
