Na szczęście wygrał futbol!

Rozmowa z Arturem Skowronkiem, byłym trenerem Wisły Kraków, Stali Mielec, Zagłębia Sosnowiec, GKS-u Tychy

Hiszpanie w finale byli górą w każdym możliwym aspekcie. „Argentyna nie miała Argumentów” – mówi nasz rozmówca. Fot. PAP/EPA

Czy przypomina pan sobie mecz takiej rangi, tak klasowych drużyn, w których jedna tak bardzo by drugą zdominowała?

– Nie. To rzecz bardzo ciężka do odkopania i myślę, że chyba nawet nie było meczu z tak dużą dysproporcją, pomimo tego, że jakości było bardzo dużo po obu stronach.

Argentyna oddała pierwszy strzał w 117 minucie... Można to określić chyba tylko słowem „szok”.

– Nic wykreowanego. Tym razem statystyka xG była bardzo prawdziwa, bo Argentyna w całym meczu miała zero argumentów – pomimo tego, że Giuliano Simeone miał okazję, by doprowadzić do rzutów karnych.

Czy to nie jest kamyczek do ogródka Hiszpanów? Oczywiście, zostali mistrzami świata, no ale mając taką przewagę, jednego zawodnika więcej, trzeba wcześniej rozstrzygnąć spotkanie, żeby nie mieć potem takiej nerwówki.

– To prawda. Dogrywka nie była pod taką kontrolą, jaką zakładali sobie Hiszpanie. Mogli zaprzepaścić wszystko, co stworzyli przez cały mecz. Na szczęście jednak wygrał futbol i posiadanie piłki, które wydawało się, że może być jałowe – bo choć byli w polu karnym przeciwników, to nic nie wpadało. Ta sposobność w tym spotkaniu i w ogóle w całym turnieju się jednak obroniła. W przekroju całych mistrzostw Hiszpania bardzo dobrze atakowała, ale przede wszystkim – jeszcze lepiej grała w defensywie. Wiemy przecież, że straciła tylko jedną bramkę.

Mówi pan, że futbol wygrał. Po stronie argentyńskiej dużo było takich zagrań niepiłkarskich – kopnięć, pstryczków, pchnięć. Enzo Fernandez w końcu się doigrał. Irytowało to pana, czy jednak traktował to pan jako zasadę „w finale wszystkie chwyty dozwolone”? Pytam także w kontekście sposobu, w jaki sędzia Slavko Vincić prowadził te zawody.

– Sędzia na pewno mógł to sobie ustawić lepiej. Jednak po półfinale byłem przygotowany na taką sprawę – grania emocjami. A te wraz z biegiem spotkania nie były kontrolowane. Argentyńczycy biegali dużo za piłką i z tego powodu ich frustracja rosła. Z drugiej strony był to jakiś sposób, by zabrać futbolówkę Hiszpanom i wybijać ich z rytmu. Jednak Vincić mógł nad tym lepiej zapanować i lepiej zdyscyplinować.

Na koniec jedno słowo – Messi.

– Na pewno schowany, wyłączony. Nie miał argumentów, by rozprowadzić z drugiej linii to, co kocha robić. Argentyna nie miała piłki, więc Messi mógł co najwyżej „ukłuć” coś ze stałego fragmentu gry, choć... nawet takiej sytuacji nie miał. To zawodnik, który oczywiście dawał zespołowi bardzo dużo goli i asyst, ale w tym przypadku sam Messi był w cieniu.

Nie wyszło trochę szydło z worka, że tegoroczna Argentyna to trochę... drużyna jednego piłkarza?

– Messi to bardzo duży procent tej ekipy i myślę, że wyciągając go  z tego turnieju, Argentyna nie miałaby szans zagrać w finale.

Rozmawiał Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się