Na dziennikarskim szlaku
Dziesięć meczów na żywo, siedem tysięcy kilometrów. Pomylony hotel, nie ta ulica, choć nazwa ta sama. Jest o czym pisać!
Mistrzostwa świata za Atlantykiem wkraczają w decydującą fazę. W sobotę amerykańskiego czasu, kiedy u nas będzie już niedziela, poznamy czołową czwórkę mundialu. Jak to wygląda od dziennikarskiej strony?
Odległościowe wyzwania
- Jak otrzymać taką akredytację? – pyta mnie na Jamaica Station kibic z Ekwadoru, który także wyrusza z dworca autobusowego w Queens do Bostonu na mecz Niemców z Paragwajem. Na pytanie, dlaczego jedzie akurat na to spotkanie, odpowiada, że liczył, że to jego Ekwador zajmie pierwsze miejsce w grupie F i właśnie La Tricolor tam zagrają. Za bilet na mecz zapłacił 500 dolarów, za bilet autobusowy w jedną stronę około 60 bagsów.
Akredytacja uprawnia do oglądania meczów na żywo bez wydawania horrendalnych kwot za wejściówki, ale nie jest łatwo ją zdobyć - tłumaczę. Przykładowo Polska otrzymała tylko 30 akredytacji dziennikarskich i raptem pięć fotoreporterskich. Wielu moich kolegów nie było w stanie pojechać z powodu tych ograniczeń. Sam proces akredytacji trwał miesiące, do tego wiza dziennikarska (bo lepiej nie ryzykować z wjazdem bez wizy), no a potem akredytowanie się na poszczególne mecze. Wybrałem Nowy Jork, bo raz, że niedaleko głównej areny mistrzostw, czyli MetLife Stadium w New Jersey w miejscowości East Rutherford, a dwa - autobusem można dojechać do Filadelfii (150 km) i Bostonu (350 km).
O ile w Katarze i w Moskwie na poprzednich mundialach transport był za darmo, to w Stanach już nie. W Doha w ogóle wszędzie było blisko, można było dojechać w każde miejsce metrem, w Rosji były podstawiane pociągi – darmowe dla dziennikarzy i kibiców z biletem na mecz do np. Niżnego Nowogrodu. W USA owszem, z centrum miast, z wyszczególnionych hotelów - w Nowym Jorku z Even Hotel, a z Bostonu z Moxy Hotel - transport na stadion dla dziennikarzy jest za darmo, ale już do innych miast wszystko trzeba samemu organizować. Trzy razy byłem w Bostonie czy raczej w Foxborough, bo tam jest Gillette Stadium (na czas mistrzostw nazwa przysłonięta). To 30 mil, ok. 45 km od stolicy stanu Massachusetts, a jazda na obiekt trwa 1,5 godziny. Wszystko zakorkowane.
Centrum prasowe na stadionie MetLife w Nowym Jorku/New Jersey. Fot. Michał Zichlarz
Te same hotele
Co do Nowego Jorku i Even Hotel… To była sobota i mecz w grupie pomiędzy Anglią i Panamą. Podjeżdżam, a było to dla mnie spotkanie już nr 4 na MetLife Stadium, i nazwa hotelu się zgadza, ale otoczenie już nie bardzo, coś nie tak, a był to ostatni „bus media schuttle” wyznaczony na godzinę 15.00. Ze mną byli jeszcze Steve, fotoreporter z Irlandii, i dwóch dziennikarzy z Ekwadoru. Na kwadrans przed 15.00 zorientowaliśmy się, że stoimy przy Even Hotel w... Midtown, a „prawdziwy” Even Hotel jest 1,5 km dalej, na Times Square! Wezwanie Ubera niewiele dało… Nie zdążyliśmy, bo tutaj popołudniami wszystko jest zakorkowane. Pojechaliśmy autobusem do New Jersey, a potem na stadion znowu Uberem. Jednak zdążyliśmy! Oczywiście za błędy płaci się gotówką…
Nie ta ulica…
W dżungli Nowego Jorku bardzo łatwo się pogubić. Przyleciałem z Atlanty, z meczu Czechów z RPA grubo po północy. Na oczach uciekł mi autobus do Maspeth na Queens, jednej z pięciu nowojorskich dzielnic, gdzie mieszam. Zamówiłem Ubera. Podjechaliśmy pod budynek, ale coś mi się w zabudowie nie zgadzało. Co się okazało? To owszem 56. ulica, ale ja mieszkam na 56th Drive Street, a to coś innego. W środku nocy po 2.00 trzeba było na piechotę drałować pod właściwy adres.
Ceny grozy
We znaki daje się dziennikarzom, jak i kibicom, drożyzna. Jeść czasami nie ma za bardzo czasu, bo człowiek zabiegany - jazda faktycznie zajmuje mnóstwo czasu. Nie ma wyboru, trzeba się pożywić i coś wypić w Media Centre. W Bostonie sandwicz z indykiem i serem po 15 dolarów, czyli prawie 60 złotych. Buteleczka wody 4,5 dolara, a to drożej niż galon benzyny (galon, czyli 3,79 litra, kosztuje około 3,80 $). Nie wszystko jednak jest takie drogie. Da się przeżyć, ale zajmuje trochę czasu, żeby się ogarnąć. Mam szczęście, bo w Maspeth na Queens mieszkam wśród Polaków, zakupy robię w delikatesach pana Kiszki, niedaleko Biedronka czy chińskie albo kolumbijskie restauracyjki. Pomimo wszelkich trudności piłkarskie mistrzostwa świata to cudowna rzecz! Nic nie zastąpi pobytu i obsługi tak wielkiej imprezy, po raz pierwszy z udziałem 48 reprezentacji. Dobrze, że „Sport” też w tym wielkim święcie… soccera uczestniczy!
Michał Zichlarz, Nowy Jork
Mix zona, czyli miejsce rozmów z piłkarzami. Odpowiada reprezentant Senegalu, Pape Gueye. Fot. Michał Zichlarz
Dziesięć meczów na żywo, siedem tysięcy przejechanych km. Mundial to przygoda! Jestem na MetLife Stadium. Fot. własne
