Musimy pomóc Bogu!

Kolumbijczycy wierzą, że po tak dobrych mistrzostwach w przyszłości będą gotowi na więcej.

Czego chcesz od nas, Panie? - Luis Suarez na kolanach, z goryczą po porażce, z nadzieją na wielkość w przyszłości. Fot. PAP/EPA

KOLUMBIA

Rzuty karne w meczu ze Szwajcarią okazały się ostatnim aktem odegranym przez Kolumbijczyków na mistrzostwach świata w Ameryce Północnej. Po tym, jak z 11 metrów pomylili się Davinson Sanchez oraz Cucho Hernandez, ekipa Nestora Lorenzo przegrała. W Kolumbii nie zrzucono jednak winy na tych, którzy nie wykorzystali rzutów karnych, choć są doświadczonymi zawodnikami, którzy powinni poradzić sobie z presją. Obóz kolumbijski bardziej skupił się na nieskuteczności zespołu na przestrzeni całego spotkania – po 120 minutach było 0:0. 

– To zdarzało nam się w przeszłości, nawet w meczach eliminacyjnych z Boliwią czy Wenezuelą. Mieliśmy problemy ze zdobywaniem goli. Stwarzaliśmy okazje, ale piłka nie chciała wpaść do bramki. W spotkaniu ze Szwajcarią oddaliśmy 17 strzałów… Brak goli jest jednak kosztowny – powiedział po meczu selekcjoner reprezentacji Kolumbii.

W punkcie zwrotnym

Wśród kolumbijskich piłkarzy dominuje żal, bo czuli, że byli blisko. Tym bardziej że do 1/16 finału włącznie spisywali się bardzo dobrze. Zajęli pierwsze miejsce w grupie i mieli nadzieję na sukces większy niż awans do czołowej szesnastki turnieju. – To smutny dzień. Nasza drużyna, nasz kraj zasługuje na wielkie rzeczy. Teraz pozostaje mi tylko podziękować ludziom, którzy wypełnili stadion. Mam nadzieję, że to będzie punkt zwrotny. Drużyna świetnie się zaprezentowała. To pewien pozytyw. Ostatecznie jednak nadal pozostaje w nas smutek – stwierdził Luis Suarez, który jako ostatni podchodził do wykonania rzutu karnego i swoje zadanie wypełnił bezbłędnie. Po jego strzale Kolumbijczycy czekali na pomyłkę Rubena Vargasa, ale ten trafił do siatki, gwarantując Helwetom awans. 

Przegrana z... przeznaczeniem

Dobrą postawę reprezentacji podkreślił też Daniel Munoz. – Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Daliśmy z siebie wszystko. Momentami byliśmy lepsi od Szwajcarów. A to, że piłka nie wpadła do bramki, to inna sprawa. Wielu mówi, że rzuty karne to loteria. Dla mnie jednak… to przeznaczenie. Tak po prostu musiało być – przekazał głęboką refleksję boczny obrońca. – Pojawiła w nas się myśl, że możemy zrobić coś więcej. Taka jest jednak piłka nożna. Dziękuję kolegom za każdą kroplę potu wylaną na boisku, bo Kolumbia może być z nas dumna – dodał.

Owoce przyjdą w przyszłości

Spokojnie do porażki podszedł też Jhon Arias, który został zmieniony przez trenera w trakcie meczu (Nestor Lorenzo otrzymał sporo pytań o tę rotację, ponieważ zamiast doświadczonego skrzydłowego Palmeiras na placu gry zameldował się mniej znany i mniej skuteczny Jaminton Campaz). – Pozostaje w nas gorzki smak porażki. Wierzę jednak, że Bóg da nam siłę, że nastąpi zmiana mentalna w reprezentacji: przestaniemy się załamywać i zaczniemy osiągać sukcesy. Głęboko wierzę w to, że Bóg ma dla nas wielkie plany. My musimy jednak zrobić wszystko, żeby dopomóc Mu w ich realizacji. Za nami wspaniałe mistrzostwa świata, ale to było niewystarczające. Jesteśmy na drodze, która w przyszłości pozwoli nam zbierać owoce pracy – stwierdził były zawodnik Wolverhampton, kupiony przez angielski klub z Fluminense za 17 milionów euro przed sezonem 2025/26. 

Czy porażka wzmocni Kolumbijczyków i staną się oni - wobec kryzysu innych nacji na kontynencie - południowoamerykańską potęgą?

Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się