Musiałam dobiec dla kibiców
Rozmowa z Natalią Bukowiecką, wicemistrzynią Europy w biegu na 400 metrów
Nasza najlepsza specjalistka w biegu na jedno okrążenie w zaprojektowanym przez siebie stroju i z przesłaniem dla kibiców na Stadionie Śląskim. Fot. PAP/Adam Warżawa
Czwarte miejsce w biegu, drugi wynik w sezonie, awans do finału Diamentowej Ligi i minimum na przyszłoroczne mistrzostwa świata – trudno chyba nie być zadowoloną z takiego występu na Stadionie Śląskim?
- Trochę zabrakło do podium, ale jestem mega zadowolona, że zakwalifikowałam się na diamentowe finały do Brukseli i z tej kwalifikacji do Pekinu. W pierwszej części sezonu uzyskiwanie takiego wyniku nie było łatwe, a teraz już wiem, że w przyszłym roku mogę w spokoju przygotowywać się do najważniejszej imprezy. Nie wiedziałam sama, czego się tutaj po sobie spodziewać, bo nie ukrywam, że jestem jeszcze zmęczona po mistrzostwach Europy. Ale była super pogoda i jak wyszłam na bieżnię, to zobaczyłam tylu ludzi, którzy przyszli też na stadion dla mnie, to wiedziałam, że muszę dobiec. Pójdę zaraz do mojego fan klubu, bo chciałam podziękować mu za ten wspaniały doping. Teraz już się trochę do tego przyzwyczaiłam, ale dwa lata temu, jak byłam prezentowana na tym stadionie, to miałam łzy w oczach. Cieszę się, że tylu ludzi tu przychodzi dla mnie.
Wystartowała pani w specjalnym stroju. Proszę powiedzieć o nim coś więcej...
- Sama go zaprojektowałam, to jest mój styl, powstał tylko na ten memoriał. Kocham go i szkoda, że mogłam pobiec w nim tylko tutaj, ale i tak się cieszę. Doceniam, że Adidas mógł zrobić taki wyjątek dla mnie, bo ja mogłam jako jedyna z całej grupy wziąć udział w projektowaniu, wyborze kolorów – czerwienie, burgundy i bordo - i czuję się naprawdę wyróżniona.
Czy w ostatnich startach - w Brukseli i tydzień później podczas Ultimate Championship w Budapeszcie - może pani jeszcze poprawić season's best?
- Na pewno fizycznie czuję się dobrze, pomimo całego zmęczenia. Na mistrzostwach Europy zdecydowanie przywiozłam super formę i tak naprawdę wydaje mi się, że tam też był wynik do urwania, więc teraz najważniejsze to zachować motywację, bo to będzie trudniejsze. Obsada będzie dobra, mam nadzieję, że pogoda też będzie dobra, więc jak odpocznę, to jest na to szansa.
W ostatniej chwili zrezygnowała pani z udziału w finale sztafety 4x400 kobiet w mistrzostwach Europy – czy ten uraz już za panią?
- Prawdopodobnie wróciło to, co miałam na początku sezonu, w Rzymie. I myślę, że to było spowodowane chłodną temperaturą. Finał indywidualny w Birmingham dużo mnie kosztował wysiłku, było zimno, mięśnie się obkurczyły. Jeszcze dwa dni temu czułam lekki dyskomfort, ale jest już coraz lepiej i potrzebuję tylko trochę czasu, żeby wszystko wróciło do normy.
Notował ToM
STARSZA KOLEŻANKA O KUŚ
To jest szkodliwe...
Bukowiecka została zapytana także o zamieszanie związane z brakiem startu w mityngu jej koleżanki ze sztafety 4x400 m Anastazji Kuś. Przypomnijmy, że mistrzyni świata juniorów na 400 m chciała pobiec w Diamentowej Lidze, ale organizatorzy - w tym menadżer Kuś Marcin Rosengarten - tłumaczyli, że nie mogą 19-latki włączyć na listę startową, bo lepsze zawodniczki w Chorzowie walczyły o finał w Brukseli.
- Nie wiem, czy chcę się na ten temat wypowiadać... - zaczęła wicemistrzyni Europy, ale dodała: - Kłamanie, albo mijanie się z prawdą, czy opowiadanie jakichś teorii spiskowych w internecie z takimi zasięgami, jakie ma w nich Anastazja, jest po prostu szkodliwe – skwitowała „aferę” starsza i bardziej utytułowana koleżanka Kuś.
