Może też skakać w dal i rzucać młotem...
Rozmowa z Alicją Kuś, mamą, jedną z trenerek i menedżerką Anastazji Kuś
Fot. instagram.com/alicjakus
Dlaczego nie zgadzacie się z argumentami, że Anastazja nie może pobiec w Chorzowie na 400 metrów?
- Bo w wielu mityngach tego cyklu startowały zawodniczki z gorszymi czasami. W regulaminie World Athletics można wyczytać, że decyzję podejmuje dyrektor zarządzający i wręcz wskazanym jest, żeby uwzględniać sportowców krajowych. Na tej zasadzie w Diamentowej Lidze biegły w przeszłości Anna Kiełbasińska czy Justyna Święty-Ersetic. W Oslo pobiegły dwie Norweżki z gorszym rekordem życiowym niż Nastka. W Londynie podobnie, jedna zaliczyła debiut w Diamentowej Lidze.
Czyli uważa pani, że to w zasadzie kwestia dobrej woli organizatora?
- Zgadza się. I decyzji dyrektora zarządzającego mityngu. Nie dostrzegłam woli, żeby dać na przykład Anastazji okazję pobicia kolejnej życiówki, bo młody sportowiec potrzebuje do tego dobrych mityngów z silnymi konkurentami. Anastazja nie boi się startów w silnym gronie i dużej publiczności, jest fajterką, co udowodniła już nieraz. I jest jej przykro, że nie może tego robić przy swojej publiczności i świętować ostatnich sukcesów, jak mistrzostwo świata juniorek, i to na amerykańskiej ziemi. Byłaby fajna oprawa, bo to przecież sukces polskiej lekkoatletyki i polskich kibiców. A dużo takich sukcesów chyba nie mamy – uważam, że każdy taki powinniśmy odpowiednio celebrować, piarowo i marketingowo wszystko by się zgadzało.
Rozmawialiście o tym z Marcinem Rosengartenem?
- Z Marcinem Lewandowskim, naszym opiekunem w jego agencji.
I jakie wyjaśnienie usłyszeliście?
- Nie bo nie, bo mają lepsze zawodniczki...
Ale padła propozycja startu w biegu na 300 metrów. Dlaczego odmówiliście?
- Bo treningowo jest nam to zupełnie niepotrzebne, 300 metrów Nastka biega co najwyżej na początku sezonu, w tym roku w ogóle tego nie robiła. Równie dobrze można by jej kazać skakać w dal lub rzucać młotem. Jeszcze setkę też może machnąć...
Słyszę, że czuje pani niesmak...
- Delikatnie rzecz ujmując... Ale cóż, nie zawsze mamy w życiu to, co byśmy chcieli. Dla Nastki to też element nauki życia, jak funkcjonuje świat.
Trudno sobie wyobrazić, że po takim nieporozumieniu z własnym menedżerem wasza współpraca z Marcinem Rosengartenem przetrwa...
- Podejmiemy decyzję w teamie po sezonie - jak najlepszą dla rozwoju sportowego Anastazji. Pobiegnie jeszcze 30 sierpnia w rodzinnym Olsztynie i zakończy bardzo udany sezon – były w nim złoto mistrzostw świata, rekord życiowy, dobry start w sztafecie na mistrzostwach Europy, pomimo jet lagu po locie z Ameryki. I tak chcemy ten sezon zapamiętać. Na razie chcemy polecieć na wakacje, gdzieś do ciepłych krajów, gdzie będzie całkowita regeneracja i reset od kolców. Jak wrócimy, spotkamy się na pewno z teamem Rosengartena. Teraz niech to się wszystko najpierw uspokoi.
Anastazja wspominała o tym, że „krążą różne plotki”. Czy może chodzi o to, że nie jest przez kogoś lubiana?
- Nie chcę tego komentować. Ja się plotkami nie zajmuję. Ale nie chodzi o sympatie i antypatie. Myślę, że to nie ma nic do rzeczy.
Rozmawiał Tomasz Mucha
