Mogą być karne, byle była wygrana

Mirosław Widuch wspomina najbardziej emocjonujące mecze Katowiczan w europejskich pucharach.

Mirosław Widuch wystąpił w 12 europejskich pucharowych meczach GieKSy. Fot. GKS Katowice

GKS KATOWICE

Podczas 12 lat gry w GKS-ie Katowice Mirosław Widuch zapracował na miano ikony klubu. Do 313 występów w ekstraklasie defensywny pomocnik dorzucił jeszcze blisko setkę spotkań w Pucharze Polski, Superpucharze oraz europejskich pucharach.

- Gdy jako 21-latek trafiłem do GKS-u Katowice praktycznie od razu, po kilku meczach ligowych, zostałem rzucony na głęboką wodę – wspomina 54-latek. – W Pucharze Zdobywców Pucharów wylosowaliśmy bowiem Benfikę, a pierwszy mecz przyszło nam rozegrać na Estadio da Luz. To było niesamowite przeżycie, a do dzisiaj, gdy sobie przypomnę, jak grał Rui Costa, który po boisku poruszał się jak sarenka i wszystko widział, to z podziwu kręcę głową. Wtedy też kręciłem, próbując za nim nadążyć, bo pomocnik mający 94 występy w reprezentacji Portugalii był niemal wszędzie. Zresztą takich gwiazd w zespole gospodarzy było więcej, a my... toczyliśmy z nimi boje jak równy z równym! Mądrze się broniliśmy i kontratakowaliśmy. Nawet Adam Kucz strzelił gola, którego sędzia nie uznał, odgwizdując spalonego, a myślę, że gdyby obowiązywał VAR, to bramka zostałaby uznana. Przegraliśmy 0:1, a w rewanżu odrobiliśmy stratę po trafieniu Adama Kucza, a w dodatku Darek Wolny miał okazję na podwyższenie. Przestrzelił jednak i do dzisiaj, gdy się spotykamy, to mu to wypominamy w żartach. Kolejny reprezentant Portugalii Vitor Paneira doprowadził jednak w drugiej połowie do remisu i odpadliśmy.

Karne z Arisem

Największych emocji, ale i radości zarazem dostarczył jednak następny sezon. Jesienią 1994 roku GieKSa po wyeliminowaniu w rundzie kwalifikacyjnej Pucharu UEFA walijski zespół Inter Cardiff doszła aż do 1/8 finału.

- Wszyscy wspominają oczywiście wyeliminowanie Bordeaux z Zidanem w składzie, ale ja z tego okresu mam inne wspomnienia – dodaje człowiek o „podwójnych płucach”. – Może dlatego, że z Francuzami zagrałem tylko na Bukowej, bo później miałem operację łąkotki i w rewanżu już nie uczestniczyłem. Zanim jednak zagraliśmy z Bordeaux, mieliśmy niesamowitą przeprawę z Arisem Saloniki i to był najbardziej emocjonujący mecz w mojej pucharowej przygodzie. Po golu Krzyśka Maciejewskiego z karnego wygraliśmy u nas 1:0, a w rewanżu Grecy zaraz po przerwie odrobili stratę. Po 180 minutach gry było więc remisowo, a dogrywka też nie przyniosła rozstrzygnięcia, więc o awansie zadecydowały rzuty karne. Zaczęliśmy je fatalnie, bo Krzysiek Maciejewski w pierwszej serii spudłował. Jednak w czwartej kolejce Janusz Jojko obronił, a w piątej Grek strzelił obok słupka i nasz bramkarz – strzelając jako ostatni, przypieczętował nasz awans.

Fusy zalane wrzątkiem

W sumie na koncie Mirosława Widucha jest 12 europejskich występów. Ma więc co wspominać zasiadając na trybunie honorowej nowego stadionu.

- Spotykamy się w sumie z niewielką grupką byłych piłkarzy GieKSy. Darek Grzesik, Jarek Tkocz, Adam Kucz i Darek Wolny oraz ta starsza generacja, czyli Franek Sput, Piotr Piekarczyk, Leszek Olsza, Jurek Wijas i masażysta Wojtek Spałek. Wspominamy, żartujemy, śmiejemy się... Wracają te chwile, w których przed meczami wchodził do szatni gospodarz, niosąc na tacy kawę, taką typową, czyli fusy zalane wrzątkiem. To był nasz „doping”. Wypijaliśmy i ruszaliśmy do boju. Teraz piłkarze piją już coś innego przed meczem, ale myślę, że na tym paliwie GieKSa przejdzie do następnej rundy. Czyli bez fusów, ale do przodu. Może być dogrywka, mogą być karne, byle wygrane...

Jerzy Dusik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się