Model z purpurowego Golfa
Rozmowa z Kamilem Ryłką, eksbramkarzem Legii (w okresie, gdy trafił do niej Łukasz Fabiański), dziś pracującym i mieszkającym w Norwegii
Łukasz Fabiański o pół kroku przed Wojciechem Szczęsnym? Są zwolennicy takiego poglądu! Fot. Press Focus
Łukasz Fabiański właśnie ogłosił zakończenie kariery. Pan z kolei był u jej progu: jako niespełna 19-latkowie konkurowaliście ze sobą na treningach, prawda?
– Owszem, zdarzało się, choć moje miejsce było zazwyczaj w drugiej drużynie, a Łukasz oczywiście przychodził do „jedynki”. Dołączałem natomiast często do treningów bramkarzy pierwszego zespołu. I tak naprawdę od pierwszego kontaktu miałem wrażenie, że... jest troszeczkę inny niż pozostali piłkarze Legii w tamtym momencie.
Wow! Cóż to znaczy?!
– To nie był chłop z piłkarskiej szatni tamtych czasów. Taki, co to po wypłacie zaraz leci do salonu z luksusowymi kosmetykami i kupuje drogie perfumy. Żaden cwaniak. On był grzeczny, ułożony, sympatyczny. Pewnie stąd się wzięła ksywka „Bambi”.
Zero „sodówy”?
– Tak jest, zero. Jeździł, jak pamiętam, starym Golfem trójką. Purpurowym, zdaje się. Wiózł mnie kiedyś na trening na Bemowo; w aucie z kasety leciał Tupac, bo Łukasz go uwielbiał.
Fajne smaczki. A piłkarsko jak wyglądał?
– Zwierzak. Zupełnie inny poziom fizyczny niż to, co widziałem do tej pory. Superwytrenowany, superwyszkolony, supersprawny. Zimą mieliśmy treningi sprawnościowo-motoryczne, powtarzało się pewien cykl ćwiczeń. Mieliśmy je wykonywać na określonym tętnie, 150 czy 160 na minutę. I on, zachowując to tętno, w tych ćwiczeniach po okręgu normalnie nas wszystkich na trzecim czy czwartym okrążeniu zdublował! Choć każdemu z nas się wydawało, że ćwiczymy na maksa.
Kiedy „Fabian” przychodził do Legii, do odejścia szykował się Artur Boruc. Nie wkurzało pana, że konkurenta panu sprowadzają?
– Eee, gdzie mi tam do niego było... Znałem swoje miejsce w szeregu. Zresztą byłem wtedy po dwumiesięcznej przerwie w treningach, bo przed debiutem w „dwójce” z Olimpią Warszawa złamałem żuchwę i miałem przez dłuższy czas „zęby na drutach”. A na Łukasza po prostu przyjemnie było patrzeć. Kocur prawdziwy, chłop z innej bajki piłkarskiej. Podziwiałem jego styl bronienia, jego wyszkolenie. Był starszy o rok, ale pilnie słuchałem wszystkich jego rad i podpowiedzi. Dziś wiele z nich wykorzystuję w swojej pracy trenerskiej.
Jakieś konkretne wspomnienie tych wskazówek?
– W pewnym momencie trener KrzysztofDowhań zwrócił mi uwagę bodaj na lądowanie po wyjściu do dośrodkowania. Grzecznie odpowiedziałem, że... to chyba jakiś niewiele znaczący szczegół. I wtedy odezwał się Łukasz: „Wiesz co, w naszej robocie diabeł tkwi właśnie w takich szczegółach”! Zapadło mi to bardzo w pamięć.
„Grzeczny” i „ułożony” – powiedział pan o nim. A może za bardzo ułożony, żeby mieć – na przykład – 150 meczów w reprezentacji i tytuły mistrzowskie w różnych klubach i krajach.
– Każdy jest inny, każdy ma swój sposób życia. Możliwe, że coś w tym jest, choć on o swoje też walczył, tyle że na własny, osobisty sposób. Starał się być kulturalnym, fajnym gościem, którego nie da się nie lubić. Zresztą nawet dziś, gdy oglądam w internecie jego treningi z młodymi ludźmi, od razu widać, że to jest po prostu niesamowicie cierpliwy i sympatyczny człowiek. A czy mu to przeszkodziło w osiągnięciach? Nie był zależny wyłącznie od siebie. Gdyby „Błaszczu” strzelił karnego w ćwierćfinale EURO 2016 z Portugalią, może i miałby Łukasz w kolekcji tytuł mistrza Europy?
No to jeszcze na koniec bardzo konkretnie: „Fabian” czy „Szczena”?
– Z „Fabianem” trenowałem, kiedy wchodził do seniorskiej piłki, „Szczenę” miałem okazję poznać, jak był 15-letnim dryblasem i zaczynał z nami ćwiczyć. Zawsze byłem zdecydowanym fanem Łukasza. Raz – z racji samego wyszkolenia. Dwa – bo osiągnął tak wiele wyłącznie własną pracą. Wojtek Szczęsny dostał trochę dobrych genów od ojca, Fabiański wszystko zbudował sam. Poza tym on zawsze między słupkami wyglądał jak... model w tym fachu. Gdybym miał wybrać bramkarski wzór elegancji, byłby to właśnie Łukasz!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Kamil Ryłka. Fot. archiwum prywatne
