Mistrzyni będzie nowiutka

Linda Noskova czy Karolina Muchova? To pierwszy finał Wimbledonu z udziałem dwóch tenisistek tej samej narodowości od 2009 roku.

Taka grafika - nawiązująca do gry w szachy i gry słów - zapowiada kobiecy finał w mediach społecznościowych Wimbledonu. Fot. instagram.com/wimbledon/

Siedemnaście lat temu o tytuł na kortach All England Club walczyły dwie Amerykanki, i na dodatek siostry: Serena i Venus Williams. W sobotnim finale poznamy nową mistrzynię wielkoszlemową. W całkowicie czeskim pojedynku rozstawiona z numerem 9 Linda Noskova powalczy o Venus Rosewater Dish, trofeum przyznawane zwyciężczyni Wimbledonu, na korcie centralnym z rozstawioną z numerem 10 Karoliną Muchovą.

Bedzie to dopiero trzeci w erze Open (od 1968 roku) finał Wimbledonu z udziałem dwóch zawodniczek z tego samego kraju. W 1971 roku o tytuł walczyły Australijki Evonne Goolagong i Margaret Court. W historii Wielkiego Szlema nie było jeszcze finału z udziałem dwóch reprezentantek Czech, choć zdarzały się decydujące mecze z udziałem tenisistek urodzonych na terenie tego kraju - Martina Navratilova, jako reprezentantka USA, grała z rywalkami z Czechosłowacji: Haną Mandlikovą i Heleną Sukovą w US Open oraz z Mandlikovą w Wimbledonie i Australian Open.

Czeska tradycja

Niezależnie od tego, kto wygra w sobotę, Czeszka zostanie mistrzynią Wimbledonu po raz trzeci w ostatnich czterech latach, po zwycięstwach Markety Vondrousovej w 2023 roku i Barbory Krejcikovej w 2024. - To już prawie tradycja – uśmiecha się Linda Noskova.

- Czeski tenis ma wspaniałą historię. To, że mamy tak wiele świetnych zawodniczek, jest czymś wyjątkowym. Gdy byłam młodsza, patrzyłam na tenisistki starsze ode mnie o kilka lat i widziałam, jak dobrze sobie radzą. Dzięki temu uwierzyłam, że ja również mogę osiągnąć podobny sukces – podkreśla Karolina Muchova.

Finalistki znają się doskonale - w igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku rywalizowały ramię w ramię w turnieju deblowym, w którym uplasowały się tuż za podium. Przed półfinałami w czwartek odbyły również wspólny trening na korcie centralnym, na którym żadna z nich nigdy wcześniej nie grała.

Zdolna do wszystkiego

W opinii ekspertów i tenisowych osobowości faworytką będzie 29-letnia Muchova, nie tylko dlatego, że wygrała jedyne bezpośrednie spotkanie z Noskovą (w trzech setach w trzeciej rundzie US Open 2025), i ma za sobą występ w wielkoszlemowym finale – trzy lata temu przegrała w Paryżu z Igą Świątek. Tenisistka rodem z Ołomuńca uważana jest po prostu za jedną z najładniej grających tenisistek, z rakietą w ręku zdolną do zrobienia niemal wszystkiego – ale prześladowaną przez kontuzje.

Teraz jest niepokonana od 10 spotkań, co jest jej najdłuższą serią w karierze. A w drodze do finału po raz pierwszy w karierze pokonała w jednym turnieju trzy mistrzynie wielkoszlemowe - oprócz Krejcikovej, także Naomi Osakę i Coco Gauff. Ta ostatnia oceniła, że „biorąc pod uwagę jej talent, zasługuje na większy sukces” niż trzy tytuły WTA, które ma w swoim dorobku. - Mam ogromny szacunek do jej gry i do tego, jaka jest poza kortem. To była jedna z tych bitew, w których sam udział jest zaszczytem. Zapamiętam ten mecz do końca kariery – podkreślała Amerykanka.

O krok od wylotu

Klasę swojej starszej o 8 lat koleżanki docenia również Noskova. – Karolina jest niesamowitą wojowniczką i znakomitą tenisistką, ale przede wszystkim wspaniałą osobą. Bardzo się cieszę, że mój pierwszy finał zagram właśnie przeciwko niej – podkreśla młodsza z tenisistek.

Ich obecność w finale najważniejszego turnieju krótkiego sezonu na trawie nie jest przypadkowa, ale też niecodzienna - obie wygrały poprzedzające turnieje na kortach trawiastych: Noskova triumfowała w Berlinie, a Muchova w Bad Homburgu; tym samym przełamały klątwę, bo to pierwszy taki finał Wimbledonu od 1990 roku.
Niezależnie od wyniku, zwyciężczyni zostanie trzecią tenisistką w historii, która sięgnie po tytuł w Londynie po obronie piłki meczowej w trakcie turnieju – Muchova w półfinale z Gauff, a Noskova w trzeciej rundzie z Soraną Cirsteą. Wcześniej dokonały tego – a jakże! - Venus (2005) oraz Serena (2009).
- Wimbledon to jeden z największych turniejów na świecie, z niesamowitą historią i legendami, które tu występowały. Sama możliwość gry na korcie centralnym jest czymś niezwykłym. Jestem ogromnie szczęśliwa, że mam szansę zagrać w kolejnym finale – dodaje Muchova.

Najmłodsza od Kvitovej

Ale debiutująca w wielkoszlemowym finale Noskova też ma swoje argumenty. W ostatnich dwóch latach jest na kortach trawiastych najlepszą tenisistką w tourze, wygrała 19 pojedynków, najwięcej spośród wszystkich zawodniczek – w półfinale sprawiła niespodziankę, nie dając szans mającej świetny sezon Marcie Kostjuk.

- To było wyjątkowe przeżycie. Teraz skupiam się już na następnym meczu. Myślę, że dopiero po zakończeniu całego turnieju będę oglądać zdjęcia, żeby naprawdę uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę – stwierdziła 21-latka z Vsetina po pokonaniu Ukrainki. W sobotę może zostać najmłodszą zwyciężczynią Wimbledonu od czasu swojej rodaczki Petry Kvitovej w 2011 roku, która była wówczas o kilka miesięcy młodsza.
Sobotni finał rozpocznie się nie wcześniej niż o godzinie 17.00 czasu w Polsce, po zakończeniu finału debla mężczyzn.

(ToM)

4,75 MILIONA DOLARÓW – formalnie 3,6 miliona funtów - zarobią triumfatorzy gier pojedynczych w Wimbledonie; przegrani w finałach wzbogacą się o 2,38 mln dolarów (1,8 mln funtów).


CZESKI LONDYN

Mistrzynie Wimbledonu

1998: Jana Novotna
2011: Petra Kvitova
2014: Petra Kvitova
2023: Marketa Vondrousova
2024: Barbora Krejcikova
2026: Karolina Muchova / Linda Noskova

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się