Mistrz świata już bez konkurencji
Dzięki pierwszemu miejscu w sobotę i drugiemu w niedzielę Tadej Pogacar umocnił się na pozycji lidera Tour de France. Do tego ubył mu najgroźniejszy rywal, bo wczoraj po upadku wycofał się Jonas Vingegaard.
Duńczyk za słoweńskim liderem – niestety, takiego obrazka w tej edycji już nie zobaczymy... Fot. PAP/EPA
Weekend poprzedzający trzeci, ostatni i przede wszystkim najtrudniejszy tydzień imprezy miał zweryfikować kolarzy, którzy zajmowali czołowe miejsca w klasyfikacji generalnej. Posłużyły do tego trasy poprowadzone w Wogezach oraz na Jurze i w Alpach. Jako pierwszy z walki o podium wypisał się Tom Pidcock (Pinarello Q36.5). Brytyjczyk, który dzięki aktywnemu uczestnictwu w piątkowej ucieczce awansował na 4. miejsce, zarówno dzień, jak i dwa dni później również znalazł się w odjeździe. Tym razem nie były to jednak dobre pomysły, bo w końcówkach zabrakło mu sił, przyjeżdżał kilka minut po najlepszych i tym samym stracił szanse na miejsce w pierwszej trójce.
Świetna atmosfera w Wogezach
Natomiast wszyscy inni podczas sobotniego ścigania po Wogezach potwierdzili, że nieprzypadkowo znajdują się w czołówce rankingu. Wygrał, po raz czwarty w tej edycji, Tadej Pogacar. Tym razem lider dość długo czekał z atakiem i zrobił to dopiero półtora kilometra przed końcem wspinaczki na Col du Haag, żeby niedługo potem na płaskowyżu Le Markstein świętować 25. etapowe zwycięstwo w Tour de France. – Dzięki naszemu składowi na tak trudnych górskich odcinkach mamy przewagę – nie bez powodu mistrz świata po raz kolejny chwalił kolegów z UAE Team Emirates-XRG. – Nie mogłem zmarnować tak dobrej dyspozycji, chciałem zwieńczyć wysiłek całego zespołu. Podobała mi się też atmosfera w końcówce, jedna z najbardziej niesamowitych, jakich doświadczyłem w karierze – dodał. Jeszcze jeden powód do zadowolenia to drugie miejsce kolegi z drużyny, Isaaca del Toro. Meksykanin, po kryzysie cztery dni wcześniej, kiedy wypadł z podium, dał znać, że będzie o nie walczył. Podobnie zresztą jak o białą koszulkę najlepszego młodzieżowca, którą dzięki trzeciemu miejscu w sobotę po raz pierwszy założył Paul Seixas (Decathlon CMA CGM). – To niesamowite. Jest niesamowicie ciężko. To był kolejny bardzo trudny dzień, ale zaczynam się już do tego przyzwyczajać. Jest bardzo ciężko i właśnie to w tym lubię. Ciężko na to pracowałem – podkreślał 19-letni Francuz, wielka nadzieja gospodarzy.
W Wogezach kolarze jechali wśród tysięcy kibiców. Fot. Le Tour
Jako czwarty w sobotę finiszował Jonas Vingegaard. Podczas ostatniej wspinaczki Duńczyk, najgroźniejszy rywal Słoweńca, chyba po raz pierwszy w tej edycji zaatakował. Choć bardziej spróbował to zrobić, bo Pogacar nie miał problemów, żeby utrzymać się na jego kole. – To nie był zły etap. Uzyskałem pewne odpowiedzi na temat swojej dyspozycji. Moje nogi są w takim stanie, w jakim powinny być – przyznał wicelider, a jego grupa Visma-Lease a Bike cały czas jeszcze wierzyła, że po raz trzeci może on wygrać Wielką Pętlę. – Wciąż przystępujemy do rywalizacji z nastawieniem na zwycięstwo. Cel ten może wydawać się coraz bardziej odległy, w miarę jak Pogacar powiększa przewagę, ale uważam, że takie nastawienie jest najlepsze. Będziemy walczyć do końca – zadeklarował najważniejszy pomocnik Vingegaarda, Amerykanin Sepp Kuss.
Złamany obojczyk w Alpach
Duńczyk miał być lepszy z dnia na dzień, a to, że jego koledzy dyktowali mocne tempo w peletonie, wskazywało, że w niedzielę ponownie zaatakuje – tym razem być może skuteczniej. Do tego jednak nie doszło, bo na dojeździe do finałowego podjazdu upadł na zakręcie – i to tak nieszczęśliwie, że z powodu odniesionych obrażeń wycofał się z wyścigu. Obrazek, jak cierpiący z ręką na temblaku wsiada do ambulansu, będzie chyba najsmutniejszym w tej edycji... „Ze względu na poważny charakter złamania obojczyka zalecono zabieg chirurgiczny. Dołączcie do nas, życząc Jonasowi szybkiego powrotu do zdrowia” – napisała w komunikacie jego grupa.
To wydarzenie wstrząsnęło pozostałymi kolarzami. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy ochłonęli, nastąpiło przegrupowanie i na czoło wyszła drużyna Red Bull-BORA-hansgrohe, pracująca – jak się wkrótce okazało – na rzecz Remco Evenepoela. Podczas wspinaczki na Plateau de Solaison, jednej z najtrudniejszych w tegorocznej Wielkiej Pętli (1501 m n.p.m., premia górska poza kategorią), resztki ucieczki dnia dogonił jednak Pogacar. Słoweniec tym razem pracował na rzecz del Toro, a z emirackim duetem zdołał utrzymać się tylko Belg. I choć w samej końcówce Meksykanin dwa razy przyspieszył, to zwyciężył Evenepoel, który w sprinterskim pojedynku wyprzedził lidera. Wydawało się, że ten może wygrać po raz piąty, ale widać uznał, że w tak bolesnym dniu dla swojego największego rywala, którego bardzo szanuje, po prostu nie należy cieszyć się z kolejnego zwycięstwa. – Być może wpływ na upadek Jonasa miała nocna kontrola antydopingowa, której zostaliśmy poddani tylko my dwaj. Zazwyczaj śpię długo, a teraz były to tylko cztery godziny, bo później już nie zasnąłem. Może podobnie było u niego i to wpłynęło na brak koncentracji na tym zakręcie – głośno zastanawiał się Słoweniec.
– To fantastyczne uczucie, aż drżę z emocji – nie krył za to radości Remco Evenepoel. – Jechałem obok najlepszego kolarza w historii, a on narzucił naprawdę mocne tempo na podjeździe, znowu próbując wygrać etap z Isaakiem (tak było drugiego dnia imprezy w Barcelonie – przyp. aut.). Dla mnie dotrzymanie mu kroku to ogromny krok naprzód. To wspaniałe uczucie przystępować do dnia przerwy z takim zwycięstwem – dodał Belg, dla którego była to trzecia etapowa wygrana na TdF; dwie poprzednie odniósł rok i dwa lata temu w jeździe indywidualnej na czas.
W klasyfikacji generalnej Pogacar ma dokładnie pięć minut przewagi na Evenepoelem. Trzeci jest del Toro, największy wygrany weekendu, który nie tylko z powrotem wskoczył na podium, ale znowu założył białą koszulkę. Z pewnością powalczy o nią czwarty w rankingu Seixas. Tylko jakiś kataklizm, czyli na przykład to, co przydarzyło się wczoraj Duńczykowi, mógłby odebrać Słoweńcowi zwycięstwo. Natomiast Belg, Meksykanin i Francuz stoczą bój o dwa pozostałe miejsca na podium.
Grzegorz Kaczmarzyk
NAJWIĘCEJ WYGRANYCH ETAPÓW TdF
35 Mark Cavendish (W. Brytania) 2008-2434 Eddy Merckx (Belgia) 1969-75
28 Bernard Hinault (Francja) 1978-86
25 Andre Leducq (Francja) 1927-38
25 Tadej Pogacar (Słowenia) 2020-26
22 Andre Darrigade (Francja) 1953-64
Wyniki.
14. etap, Miluza - Le Markstein (155,3 km):
1. Tadej Pogacar (Słowenia) 4:00.072. Isaac del Toro (Meksyk, obaj UAE Team Emirates-XRG)
3. Paul Seixas (Francja, Decathlon CMA CGM) - obaj strata 38 ... 86. Michał Kwiatkowski (Netcompany INEOS) 34.37, 151. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) 37.51.
15. etap, Champagnole - Plateau de Solaison (183,9 km):
1. Remco Evenepoel (Belgia, Red Bull-BORA-hansgrohe)2. Pogacar - obaj 4:23.09
3. del Toro 6 ... 130. Kwiatkowski 34.14, 144. Gradek 35.50.
Klasyfikacja generalna:
1. Pogacar 55:41.312. Evenepoel 5.00
3. del Toro 5.58 ... 128. Kwiatkowski 3:52.52, 166. Gradek 4:32.29.
