Między „Kuflem” a „Kokosem”

Każde z pięciu niedzielnych trafień na Nowej Bukowej wywoływało eksplozję radości na trybunach. Największą – chyba ostatnie, mające wartość historyczną w klubowej skali.

Radość – tak. Ale może bardziej ulga malowała się na twarzy Jakuba Kokosińskiego. Tak przynajmniej odczytał to jeden z jego byłych trenerów. Fot. Sebastian Sienkiewicz / PressFocus

GKS KATOWICE

Wszystko dlatego, że z podania Bartosza Nowaka (zaliczył hat trick w asystach) skorzystał wówczas Jakub Kokosiński. Nastolatek jeszcze, a przede wszystkim – wychowanek GKS-u Katowice. „Kiedy po raz ostatni gola strzelił wychowanek?” - to było chyba najczęściej zadawane pytanie po końcowym gwizdku. Odpowiedzieliśmy na nie – dzięki podpowiedzi Tomasza Pikula, autora czterotomowej monografii GieKSy - już w meczowej relacji. Uczynił to ten, którego głównym zadaniem akurat nie było zdobywanie goli. Mowa o Kamilu Cholerzyńskim i jego trafieniu w pierwszoligowym spotkaniu z Arką w Gdyni, w listopadzie 2014. Niesamowite jest to, że – jak za chwilę pokażemy – losy „Kufla” i „Kokosa” całkiem niedawno się przecięły!

Kadr cokolwiek historyczny: to w tym meczu w Gdyni Kamil Cholerzyński (w środku, łapie się za głowę) zdobył gola dla GieKSy – ostatniego (do minionej niedzieli) strzelonego przez wychowanka. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

Poprzednio był „Fonfi”

Kolejne pytanie w tej sytuacji było oczywiste: a kiedy jakiś wychowanek klubu z Bukowej zdobył dlań ostatni bramkę w ekstraklasie? Wielu wskazywało Dawida Plizgę i jego trafienie z kwietnia 2005 roku przy Bułgarskiej. Rzecz w tym, że napastnik – wtedy również 19-letni, jak obecnie „Kokos” - przez kilka lat trenował w juniorskiej drużynie Stadionu Śląskiego Chorzów. W tej sytuacji cofnąć się trzeba jeszcze o kilka miesięcy, do listopada 2004, kiedy to gol 21-letniego wówczas Grzegorza Fonfary dał GieKSie remis w Wodzisławiu z Odrą. - I mówi pan, że do niedzieli byłem ostatnim wychowankiem, który strzelił dla GKS-u gola w ekstraklasie? Do tego momentu nie miałem świadomości tego faktu. Jestem w szoku – uśmiecha się „Fonfi”. - Tym bardziej się cieszę, że byłem w niedzielę na Nowej Bukowej, widziałem zwycięstwo chłopaków i gola „Kokosa”. Mam nadzieję, że będzie ich więcej, a młodym zawodnikom z akademii życzę, by szli jego śladem! - dodaje Fonfara, który dziś, po karierze boiskowej, sam prowadził szkółkę piłkarską dla dzieciaków, pracuje też w agencji menedżerskiej. - Dlatego zdarzało mi się w przeszłości oglądać Kokosińskiego w meczach juniorów. Miał niezły – jak to mówimy – „profil”, a teraz, będąc przy pierwszej drużynie, dostaje minuty. A najważniejsze, że jak miał okazję – bodaj pierwszą w tych swoich krótkich dotychczasowych występach – to ją wykorzystał! Czyli zrobił to, czego się od napastnika wymaga!

Rok nie wyrok

- A wie pan, że „Kokos”... mógł już nie grać w piłkę? - wypala niespodziewanie wspominany już Kamil Cholerzyński. Od kilku lat szkoli swych następców w Akademii GKS Katowice im. Jana Furtoka, właśnie po raz drugi poprowadzi zespół 17-latków w Centralnej Lidze Juniorów. A w przeszłości pracował z bohaterem tej opowieści. - Dwa epizody z nim miałem; pierwszy jeszcze w piłce siedmio- bądź dziewięcioosobowej, drugi parę lat później. Nie powiem, żeby się jakoś szczególnie wyróżniał. Byli w jego drużynie lepsi (patrz ramka obok – dop. aut.), zresztą ten rocznik sięgnął po mistrzostwo Śląska. Co najciekawsze zaś: w wieku bodaj 16 lat... zrezygnował z piłki! Do SMS-u owszem, chodził, ale nie trenował! - mówi „Sportowi” Cholerzyński. - Chyba nabrał przekonania – bo to bardzo inteligentny, wyrachowany, i z analitycznym umysłem chłopak – że niekoniecznie musi zrobić karierę w piłce. Więc szukał swojej drogi poza futbolem i dopiero po roku udało się namówić go do powrotu do grania! Myślę, że sporą rolę w tym powrocie odegrał też jego tata (Tomasz – dop. aut.), GieKSiarz z krwi i kości, który przyjeżdżał na każdy mecz Jakuba – nawet ten, w którym jego syn nie grał. W tej sytuacji jest to pewnego rodzaju fenomen, że udało mu się wejść na poziom, dzięki któremu puka dziś do ekstraklasy i nawet bramki zaczyna zdobywać!

Poszukiwany... przez piłkę

- Tato rzeczywiście bardzo wierzył w Kubę. I w GieKSę – wspominał już na naszych łamach Marek Oględziński, dyrektor katowickiego SMS-u i koordynator szkolenia w klubie. - Kiedy w pewnym momencie do syna przyszło zaproszenie z Lecha, powiedział krótko: „My jesteśmy z Katowic (konkretnie z Giszowca – dop. aut.), do Poznania jechać nie będziemy”. Pokazałem nawet tego SMS-a trenerowi Górakowi, bo.... rzadko się dziś spotyka takie przywiązanie i wierność klubowi. A co do samego „Kokosa”: ma predyspozycje do gry ofensywnej. Swobodnie operuje i lewą, i prawą nogą. I ma też instynkt: potrafi przewidzieć, gdzie trafi piłka, i dobrze się ustawić w polu karnym.

Być może niedzielny gol był właśnie potwierdzeniem tego łutu szczęścia, ale i futbolowego nosa nastolatka. - Gdzieś się piłka rzeczywiście poodbijała od nóg obrońców po podaniu Bartka, ale skoro trafiła do mnie, po prostu wykończyłem akcję – mówi nam w rozmowie obok sam Jakub Kokosiński.

Kamil Cholerzyński: - A zwrócił pan uwagę, że po tej bramce nie było u „Kokosa” specjalnie wielkiej radości? Ja w każdym razie zobaczyłem przede wszystkim wielką ulgę z racji spełnienia marzeń. Bo w jego przypadku – jak mówiłem – te marzenia w 16.-17. roku życia zdawały się definitywnie tonąć. Więc kiedy nagle dostajesz szansę trenowania w ekstraklasie, a zaraz potem strzelasz bramkę, no to chyba słowo „ulga” jest tu jak najbardziej na miejscu, co nie?

To nie jest sufit

- Nie chciałbym z tej bramki w tym momencie robić czegoś wyjątkowego – zaskakuje twardością swych słów wobec „małolata” trener pierwszego zespołu GieKSy, Rafał Górak. - O tym, czy ona będzie dla niego wyjątkowa, zdecyduje on sam. To, w jaki sposób się będzie rozwijać, i czy będzie zdobywać kolejne gole. Ja do naszych młodych: do „Kowala” (Mateusz Kowalczyk – dop. aut.), do Szymona Bartlewicza zawsze mówię: „To nie jest wasz sufit. Podkręcajcie, podkręcajcie, i jeszcze raz podkręcajcie”. W „Kokosie” też widzę potencjał: jest pracowity, jest skromny. My zapewniamy mu wszystko, co możemy. Ale teraz on sam musi pokazać, co z tym wszystkim zrobi. Trening u Góraka to bowiem tylko 60-75 minut dziennie. Cała reszta zależy od tego, jaką obierze drogę...

Słowom szkoleniowca, chcącego nimi trochę ostudzić rozgrzane kibicowskie głowy, trudno się dziwić. Kokosiński ma trochę szczęścia: dziś jest zmiennikiem Ilji Szkurina przede wszystkim dlatego, że wciąż kłopoty zdrowotne ma Adam Zrelak. Im lepiej wykorzysta okazję, jaka mu się dzięki temu stworzyła, tym większą będzie mieć szansę, by jego przygoda przypominała na przykład te, jakie stały się udziałem Grzegorza Fonfary czy Kamila Cholerzyńskiego.

Dariusz Leśnikowski

GieKSiarze z ekipy „Kokosa” w piłce ligowej

◼ Mateusz Pruchniewski – trzeci bramkarz w ekstraklasowej kadrze Lecha, na razie bez debiutu
Bartłomiej Barański – również piłkarz Lecha, wypożyczany do Ruchu, GKS-u Tychy i obecnie Odry Opole
Szymon Kawała – zawodnik Wisły Kraków, aktualnie wypożyczony do Sandecji
Dominik Szala – „posmakował” już ekstraklasy w Górniku (po wcześniejszej przygodzie z akademią Legii), potem wypożyczony do Stali Mielec, obecnie w Śląsku Wrocław

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się