Mam wiarę w czarnego konia!
Rozmowa z byłym wieloletnim dyrektorem sportowym, a potem także prezesem Piasta Gliwice.
Napastnik Samuel Ntamack jest jednym z kilku nowych graczy sprowadzonych przez gliwiczan latem. Fot. Paweł Andrachiewicz/Pressfocus.pl
Czy powiedzenie u progu sezonu, po premierowej kolejce, że Piast jest jednym z głównych kandydatów do spadku, jest za mocne?
- Jest za mocne. To za szybkie stwierdzenie, trzeba trochę pograć. Myślę, że trzeba poczekać do 10. kolejki, żeby zobaczyć, jak będzie i wyciągać dalej idące wnioski; żebyśmy wszystko mogli weryfikować. Za wcześnie na takie prognozy. Trzeba zobaczyć, jak Piast radzi sobie u siebie, na wyjazdach i potem można coś więcej powiedzieć.
Sygnały napływające z Okrzei nie są optymistyczne - sytuacja wewnątrz klubu, sporo odejść, nowi zawodnicy... Jak pan na to wszystko patrzy?
- To prawda, są sygnały, że coś się dzieje. Może lepiej, że na starcie rozgrywek są takie informacje, wiadomości, bo to tylko może pobudzić do pracy, do zapobieżenia problemom. Jak ktoś mówi, że Piast jest słaby w ofensywie czy defensywie, to wiadomo, na co zwrócić uwagę. Z faktami nie ma co dyskutować, a trzeba się wziąć za rozwiązanie problemów. Ja bym upatrywał wiary, odporności w tym wszystkim. W lidze nieraz było przecież tak, że ci, na których nie stawiano, albo z różnych przyczyn skazywano na porażki, stawali się potem czarnym koniem rozgrywek.
Czyli niczego jeszcze w przypadku Gliwiczan nie można przesądzać?
- Zdecydowanie nie. Trzeba przekuć to, co się mówi o Piaście, na pozytywne działania. To klucz do wszystkiego. Nie można popadać w załamanie, a traktować to wszystko jako źródło do odbicia się, do pójścia do przodu.
Przed Piastem spotkanie z beniaminkiem, Wisłą Kraków. Jak ten mecz może wyglądać?
- Wisła, mimo że to beniaminek, ma swoją historię, ale wiadomo - historia nie gra, nie zdobywa punktów. To jednak na pewno silny, klasowy zespół, do którego Piast w odpowiedni sposób musi się dobrać. Na pewno to rywal w zasięgu drużyny z Gliwic i liczymy na rehabilitację po tym, co widzieliśmy w poniedziałek, w przegranym meczu w Lubinie. Mam nadzieję, że będzie to dodatkowy powód, żeby wygrać.
Powiedzmy słowo o innych górnośląskich ekipach, czyli Górniku i GieKSie. Czego możemy się po nich spodziewać?
- Jeśli chodzi o Katowiczan, to drużyna silno-średnia. Pamiętamy, jak w latach 90. rok w rok grali w europejskich pucharach, ale tutaj - jak w przypadku Wisły - to historia. GKS sprawia pozytywne wrażenie. To ekipa, która jest coś w stanie ugrać. Górnik, mimo różnych sportowych turbulencji, nie będzie chłopcem do bicia i powinien dać sobie radę.
Po pierwszej kolejce coś pana zaskoczyło, zwróciło uwagę?
- Raczej nie. Poczekajmy na kolejne spotkania. Faworyci? Lech, Jagiellonia...
A Legia trenera Marka Papszuna?
- Ciekawy jestem, jak z nią będzie. Mamy do czynienia z weryfikacją poczynań trenera. Raczej nie można mówić, że ma drużynę w budowie, bo już tam jakiś czas jest, miał wpływ na transfery, przygotowania. Może budować według swojego widzenia. Pierwszy mecz z Pogonią legioniści szczęśliwie wygrali, ale jakoś rewelacyjnie to nie wyglądało.
Zaczęliśmy od Piasta i na nim skończymy. Czy przed pierwszym meczem u siebie jest pan dobrej myśli?
- Tak. Ciekaw jestem tych nowych zawodników, których dorobku - przyznam - nie znam, ale ciekawy jestem, co pokażą, jak się zaprezentują. Zaufam tutaj klubowi. Skoro ich sprowadzono, zdecydowano się na podpisanie kontraktów, to nie są to jakieś „ogórki”, a konkretni gracze, którzy coś wniosą do drużyny. Mam nadzieję, że te nazwiska, które na razie dla wielu z nas są anonimowe, po krótkim czasie pokażą się z dobrej strony. Widać tam dobrą motorykę, dynamikę. To pozytyw i oby to wszystko przełożyło się na dobre wyniki Piasta!
Rozmawiał Michał Zichlarz
Józef Drabicki. Fot. Norbert Barczyk/Pressfocus.pl
