Lukasowi dobrze się trafiło

Rozmowa z Łukaszem Mazurem, byłym prezesem Górnika Zabrze

Lukas Podolski już na swoim! Fot. Marcin Bulanda/ PressFocus

Zdarza się panu bywać na meczach Górnika?

- Interesuję się „zdalnie”, śledzę wszystko w Internecie.

Wciąż z emocjami kibicowskimi?

- Tak, choć oczywiście dziś, po skończeniu „pięćdziesiątki”, czuję się już bardziej dorosły (śmiech).

Z emocjami obserwował pan też ową „sagę o sprzedawaniu Górnika”? Wierzył pan, że się kiedyś zakończy?

- Czy ja w to wierzyłem? To nie była kwestia wiary. Z punktu widzenia rachunku ekonomicznego musiało to nastąpić, jeśli popatrzymy na stan stan finansów Zabrza i zobaczymy te 830 milionów długu, w tym 150 mln władowane w Górnika i – powiedzmy – 400 mln w stadion. Jak widać, bez klubu miasto byłoby w świetnej sytuacji finansowej. Te gołe liczby wskazywały na to, że – ze względu na prosty rachunek ekonomiczny – sprzedaż klubu to oczywistość.

No to czemu tak długo to trwało?

- Ja jestem zdziwiony, że tak naprawdę trwało to... tak krótko. Całościowo oczywiście zabrało to wiele lat, bo po stronie długoletniej pani prezydent nie było woli oddania klubu.

Ładny łup polityczny był. I ładny argument wyborczy, prawda?

- Nie wiem, czy wyborczy. Ja myślę, że bardziej chodziło o poczucie władzy, poczucie sprawczości, bycie najważniejszą. To chyba nie rzeczy wyborcze; nie polityka, a może bardziej psychologa trzeba by więc spytać. A jak już zobaczymy na kalendarium procesu sprzedaży Górnika, to się okaże, że od czasu zmiany w ratuszu i odejścia pani Małgorzaty Mańki-Szulik, do sprzedaży klubu doprowadzono w dwa lata. Więc tak naprawdę odbyło się to szybko. Bardzo szybko i... bardzo odważnie. Nie jestem specjalistą od przetargów miejskich, ale mam wrażenie, że becne władze miasta wykazały się naprawdę dużą odwagą.

W sprawie ceny za Górnika?

- Prawda jest taka, że my do końca nie znamy wszystkich warunków tej transakcji. Nie wiemy zbyt wiele, na jakich warunkach będzie wykorzystywany stadion czy cała infrastruktura, z której korzysta akademia. Więc dzisiaj tak naprawdę ocena tej transakcji byłaby „gdybaniem” z mojej strony. Natomiast fajnie, że to nastąpiło; że jest prywatny właściciel, tak jak powinno być w klubie. Dobrze, że Lukas Podolski podołał temu zadaniu.

Raz jeszcze zapytam, czemu pan decyzję władz nazywa „odważną”.

-Wie pan, Polska - czego ja sam doświadczyłem - jest krajem, że tak powiem, dziwnych ruchów prokuratorskich i władzy, która się lubi w różny sposób zachować w stosunku do poprzedników. Mogę więc sobie wyobrazić, że za dwa lata przyjdzie kolejny prezydent i powie: „Własność miast sprzedano za tanio; trzeba zgłosić temat do prokuratury, niech to zbada”. Doskonale pan wie, że wiele było i jest takich dochodzeń w sprawie spółek państwowych czy samorządowych, które toczą się po latach i latami trwają. Nie chodzi wyłącznie o samą kwotę, za jaką sprzedano klub, ale też te 150 mln władowane w niego przez lata. W zależności od tego, kto akurat będzie rządzić, ktoś inny będzie ciągany po prokuraturach za przeszłość. Nie mówimy więc o winie, ale o tym, co i na kogo się nawinie.

Drugie zagadnienie, jakie sprowadziło mnie do pana, dotyczy jednak zupełnie nowej „górniczej” rzeczywistości. Dziesięć lat temu stać było Zabrzan na sprowadzenie 32-letniego napastnika z co najwyżej drugiej ligi hiszpańskiej, którego nazwisko dziś wisi pod dachem stadionu. Dziś Górnik sięga po chłopaka wychowanego w akademii Realu i mającego na koncie mistrzostwo w jego barwach! Zmiana własności – na prywatną – czyni cuda?

- Ja bym się na razie tym faktem jeszcze tak nie emocjonował. Z wielu względów.

No to wyliczmy je!

- Po pierwsze: szkółkę Realu miało w swym CV paru naszych piłkarzy, że przypomnę Szymona Matuszka czy Krzysztofa Króla. Więc pewne tradycje są (śmiech).

Ale tu mamy człowieka, który jednak zagrał w LaLidze; nawet jeśli miniony sezon spędził tylko na jej zapleczu!

- Jestem ostrożny z wszystkimi takimi ocenami, patrząc choćby na ruchy Widzewa czy Legii. Wbrew pozorom te najgłośniejsze transfery nie zawsze wypalają.

Trochę racji pan ma. W Pogoni jest mistrz świata, Benjamin Mendy, ale szału nie ma.

- No właśnie. U mnie zresztą w takich momentach z tyłu głowy pojawia się inne pytanie, zgoła fundamentalne: gdzie jest ten feler, że taki człowiek przychodzi do polskiego klubu? Czego mu brakuje, że trafia akurat do polskiej ligi? Pamiętam – choć to już strasznie dawno temu było - jak do Łodzi trafił niejaki Ulrich Borowka. Wszyscy byli zachwyceni, jak w starej anegdocie o samochodach sprowadzanych z Zachodu: „Niemiec płakał, jak sprzedawał”. A potem okazało się, że chłop nie trzeźwiał. Więc tak sobie myślę, że gdyby to był „produkt” absolutnie bez wad, to zapewne znalazłby angaż w lidze silniejszej niż nasza. Co nie zmienia faktu, że polska liga zrobiła ogromny skok naprzód. Jest zupełnie inna, niż jeszcze kilka lat temu. Liga Konferencji – bo o niej na razie mówimy – dała pieniądze i całą ekstraklasę pchnęła mocno do przodu. Również wizerunkowo, w Europie.

Wracając do kwestii własności Górnika; taki właściciel, jak Lukas Podolski, to chyba najlepsze, co mu się mogło przydarzyć?

- Mówiąc przekornie – ale i całkiem uczciwie – wychodzi na to, że jest to największy sukces... pani Mańki-Szulik w całym okresie zarządzania klubem przez miasto. To ona przecież zdecydowała, że warto władować pieniądze i ściągnąć Podolskiego do Zabrza. A wyniki takich posunięć w sporcie ocenia się po latach.

Coś po niej zostało?

- Nie tylko w kwestii nowej własności klubu, ale właśnie i samego wyniku sportowego z ostatniego sezonu. Świetnie, że Podolski został tym właścicielem, ale on miał trochę szczęścia, że przejął klub akurat w tym momencie, jako wicemistrza kraju i zdobywcę Pucharu Polski. To gigantyczne sukcesy, a sam Puchar - piękne realne trofeum w gablocie. Gratulacje dla trenera i drużyny. Natomiast trudno w tej ostatniej kwestii przemilczeć fakt, że stało się to jeszcze za kadencji Zabrza jako właściciela Górnika.

Kurczę, mam wrażenie, jakby przyjął pan rolę rzecznika zabrzańskiego „ratusza”!

- Cóż... Miasto mogło zrobić na złość, tak jak stało się to na przykład we Wrocławiu. Tam też było wicemistrzostwo, ale tego sukcesu w żaden sposób nie wykorzystano, wciąż trwa swoista wojenka dotycząca własności klubu. W Zabrzu też miasto mogło powiedzieć po tych sukcesach: „Dobrze nam idzie, więc poczekajmy ze sprzedażą. Może zwiększymy cenę? Może pojawią się inni nabywcy?”. Dotychczasowe problemy miasta – te finansowe – są ściśle skorelowane z Górnikiem. Ale te ostatnie sukcesy są ściśle skorelowane jeszcze z miastem, z „ratuszem”: z infrastrukturą przez miasto - biedne miasto! - sfinansowaną, dla pierwszej drużyny i dla akademii.

Oddajmy cesarzowi co cesarskie?

- Owszem, wypada. Lukasowi dobrze się trafiło; miał świetny „tajming”, by sfinalizować transakcję właśnie teraz. A „tajming” w bizensie jest wszystkim.

Na boisku już jednak wyzwanie przyszło ogromne; Fenerbahce to jednak biznesowo i finansowo inna półka...

- Nie jestem hazardzistą, nie lubię typować wyników. Generalnie natomiast w tym momencie – jak sądzę – wynik rywalizacji, może poza wymiarem emocjonalnym, nie ma większego znaczenia dla Podolskiego. Kupił Górnik, myśląc długoterminowo. Zagrajmy na całość z Fenerbahce, ale w zamian spadnijmy z ligi? Nie... Jeśli będzie jakaś niespodzianka – świetnie. Ale w tej chwili dla niego najważniejsze jest pewnie to, jak zdyskontować fakt, że Górnik jest w czołowej trójce – może piątce – klubów z największym potencjałem biznesowo-sportowym w Polsce. A w Polsce pieniądze z roku na rok są w piłce większe: nie tylko te z praw telewizyjnych i z pucharów. Rośnie marka naszych piłkarzy poza naszymi granicami. Kiedyś sprzedawało się zawodnika – vide Łukasz Skorupski – za 800 tysięcy euro i wszyscy byli szczęśliwi. Teraz za taką sumę nie pójdzie nawet junior. Lukas ma doświadczenie sportowe, doświadczenie biznesowe, doświadczenie marketingowe; jest dobry w tym wszystkim. Więc na pewno swych planów nie uzależnia od tego, czy Górnik wyeliminuje Fenerbahce, czy nie – tak mi się przynajmniej wydaje.

A coś go może jeszcze w „polskim piekiełku” negatywnie zaskoczyć?

- Tak jak mówiłem: jak się zmieni władza, to może ktoś powie, że umowa o sprzedaży jest nieważna, bo kwota zaniżona, bo interes skarbu miasta narażony na straty et cetera...

Oby nie.

- Oby nie, ale... się wcale nie zdziwię. Trwają przecież postępowania wobec władz Chorzowa o wspieranie Ruchu. A tam, w porównaniu z Zabrzem, chodziło o jakieś grosiki...

Jest pan przeciwnikiem wkładania pieniędzy publicznych w kluby?

- Oczywiście. Choćby dlatego, że miasto to cykl wyborczy. A cykl wyborczy przeczy stabilności w takiej materii, jak klub sportowy.

Powiedział pan, że nie jest pan hazardzistą. A ja zapytam, czy przewiduje pan, że Górnik do końca dekady zostanie mistrzem Polski?

- Myślę, że nie. Miniony sezon był szczególny. Legia była w dołku, Jagiellonia była w dołku... Górnik grał dobrze, ale w normalnym układzie sił zdobyte przez niego punkty nie starczyłyby na wicemistrzostwo. Ale takie sezony będą się zdarzać coraz rzadziej; coraz trudniej będzie tym średniakom wykorzystywać taki zbieg okoliczności. A Górnik jeszcze nie ma takich fundamentów, jak choć Lech: tego całego systemu szkolenia, który pozwala Kolejorzowi co roku wprowadzać kolejnych chłopaków do drużyny. Oczywiście, kupujemy młodych tanio i sprzedajemy drogo – to fajny pomysł, sytuację z Lukasem Ambrosem i jego transferem oceniam bardzo wysoko. Tyle że taka polityka oznacza brak stabilności w kadrze, co jeszcze mocniej widać było w przypadku odejścia Hellebranda. W budżecie powinny się znaleźć środki na to, by go zatrzymać; a kwota, jaką przyniósł jego transfer, moim zdaniem nie jest satysfakcjonująca dla klubu. Tym bardziej, że on się dobrze czuł w drużynie, a trener bardzo na niego liczył. Jeśli go straciliśmy, to znaczy, że jeszcze trochę Górnikowi do solidnych fundamentów brakuje.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

 Łukasz Mazur   Fot. Wojciech Karpiński / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się