Lokomotywą do raju?

Z DRUGIEJ STRONY - komentarz Tomasza Muchy

Fanom rodzimych drużyn w końcu znów mocniej zabiły serca, unikając przy tym – co ważne – poważniejszych palpitacji. Dwumiesięczny post od piłkarskich emocji – bo przecież rozdmuchany mundial mógł kibica nad Wisłą i Odrą przyprawić co najwyżej o czkawkę – nareszcie dobiegł końca i od razu zaserwował całkiem strawny obiad dwudaniowy.

Pierwsze z dań okazało się pożywną zupą, w której jak grzyby w barszczu pływali sobie piłkarze Lecha. Jasne, widać było, że palnik potrzebuje czasu, ale jak w końcu podgrzał ich do odpowiedniej temperatury, to Duńczykom z Aarhus na stadionie w Randers Lechici dali nieźle w palnik. Cztery gole, tylko jeden po stronie strat i zdaje się, że Kolejorz w cokolwiek zaskakujących okolicznościach wsiadł do komfortowej lokomotywy zmierzającej znacznie dalej niż na rewanż do Poznania, czyli już prosto do kolejnej rundy eliminacji Ligi Mistrzów.

Czy to oznacza, że Mikael Ishak i kompania urastają do miana faworytów w całym wyścigu do klubowego raju i po dekadzie posuchy dowiozą tam polski zespół? Oczywiście nie sposób po jednym, nawet fajnym, meczu wyrokować, ale faktem jest, że Lech wjechał na szerokie tory. Rewanż z Duńczykami powinien być formalnością, w następnej rundzie czekać będą Azerowie lub Finowie – umówmy się, półka w zasięgu. I zostanie runda „o wszystko”...

Ale nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Lech po wakacjach wygląda dobrze, Górnik gorzej, co zasygnalizował mecz o Superpuchar Polski, który Zabrzanie przegrali 1:3. Wicemistrz Polski jest generalnie na innym pułapie niż Kolejorz – o czym świadczy choćby fakt, że przed bojem o Ligę Mistrzów oddał dwóch ważnych graczy środka pola, a co dał w zamian? Siła nowych graczy to melodia przyszłości, o ile w ogóle. Nikt, kto realnie myśli o podbiciu Europy tak nie robi – w Zabrzu przerobiono doskonale znany polski scenariusz „osłabiania się” przed godziną zero. Dla mnie to dowód, że Lukas Podolski i jego ekipa to pragmatyczni realiści, choć i słowo „asekuranci” poddałbym pod dyskusję.

Ale też warto pamiętać, że Górnik do europejskich pucharów, i to wcale nie tych trzeciej kategorii, wrócił po ośmiu latach, a i poprzeczkę miał ustawioną wyżej niż Lech. Oglądanie jego potyczki w Stambule nasuwało jednak nieodparcie myśl, jak wyglądałaby polska reprezentacja na mundialu: głęboka defensywa, świetny golkiper – nawet jeżeli raz się pomylił - i liczenie na cud. Umówmy się, rywal nie okazał się jakimś malowanym diabłem, choć wynik w Turcji jest zdecydowanie lepszy, niż była sama gra drużyny Michala Gasparika. I co ważne, przynajmniej przed pierwszym gwizdkiem rewanżu na Roosevelta sprawę awansu stawia otwartą. Już to jest, mam wrażenie, sukcesem Zabrzan.

Jakby nie zakończyły się losy Lecha i Górnika w starciach z Aarhus i Fenerbahce, obie ekipy mają komfortową sytuację i trzy szanse zaistnienia w Europie. To ważne, tak samo jak wyniki innych naszych drużyn w pucharach – wkraczających do nich w czwartek Rakowa i GKS-u Katowice oraz dwa tygodnie później Jagiellonii. Polskie drużyny zaczęły sezon z 11. miejsca w klasyfikacji UEFA, po raz pierwszy jest ich pięć, w tym dwie w eliminacjach Ligi Mistrzów, do której awans z roku na rok jest coraz bliżej. Niebywałe, ale w poprzedniej edycji więcej punktów do rankingu zdobyła tylko „można” szóstka europejskiego futbolu, czyli: Anglia, Hiszpania, Niemcy, Portugalia, Włochy i Francja!

Gdyby udało się te wyniki podtrzymać, awans na 10. pozycję – nawet bez szczęśliwego finału Kolejorza czy Górnika – zapewni ekstraklasie Champions League z „urzędu”, za dwa lata. A na to wytrawne danie futbolowa Polska czeka od dekady! I coraz bardziej wygląda na to, że w końcu ten serwis dojedzie.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się