Linia najmniejszego wysiłku
Bez wyraźnego wydatkowania energii Białostoczanie wykonali zadanie: zdobyli punkty do rankingu pucharowego. I z ciekawością czekać będą w piątek na to, co da im los w fazie ligowej LE.
Jesus Imaz tym razem bardzo pewnie wykorzystał „jedenastkę”, wprowadzając nieco spokoju w szeregi Białostoczan. Fot. Weronika Morciszek / Press Focus
LIGA EUROPY
Wynik pierwszego meczu determinował scenariusz początku rewanżu. Gruzini musieli próbować przynajmniej „napocząć” Jagiellonię, która – zachowując czujność w destrukcji – mogła sobie pozwolić na czekanie na kontrę. Sławomir Abramowicz niespecjalnie był wystawiany na ciężkie próby, za to w 8 minucie prowadzenie gościom powinien dać Jesus Imaz; po minięciu bramkarza, z ostrego kąta „pocelował” jednak wyłącznie w boczną siatkę. Potem po indywidualnej akcji chybił Kajetan Szmyt i... w końcu goście dopięli swego.
Akcja i reakcja
Obrońca Giorgi Kobuladze – po „główce” Szmyta – zatrzymał piłkę ręką, a hiszpański snajper – już bez powtarzania „jedenastki”, jak tydzień wcześniej – trafił do siatki. Wydawało się, że ten gol ostatecznie „kasuje” emocje, skoro Gruzini potrzebowali w tym momencie już pięciu bramek do wyrównania stanu dwumeczu. Gospodarze z takim myśleniem pogodzić się jednak nie chcieli. Zwiad Naczkebija już w Białymstoku pokazywał, że potrafi Dumie Podlasia sprawić kłopoty. Tam go Abramowicz zatrzymał, w Tbilisi – nie zdołał. Uderzenie skrzydłowego – pilnowanego w narożniku pola karnego „na radar” - okazało się z kategorii „palce lizać”: piłka wpadła w same widły „jagiellońskiej” bramki.
Pod kontrolą mimo uchybień
Jeżeli Andrij Demczenko miał podopiecznych w przerwie zmotywować do bardziej zdecydowanych ataków w poszukiwaniu skromnej choćby nadziei, to... specjalnie mu to nie wyszło. A przyznać trzeba, że momentami Białostoczanie zdawali się gubić niezbędną w meczu koncentrację. To stracił piłkę w środkowej strefie Taras Romanczuk, to znowu pomylił się Norbert Wojtuszek... Wyjąwszy jednak Naczkebiję, który w 68 minucie próbował skopiować strzał z pierwszej połowy, pomylił się jednak nieznacznie.
Kosztowna wyprawa bramkarza
Kilkadziesiąt sekund później pomylił się także bramkarz Giorgi Makaridze. Wyszedł daleko poza pole karne, do linii bocznej, i choć zdążył wrócić do bramki, zdumieni jego interwencją koledzy nie przeszkadzali gościom w dwójkowej akcji Imaz – Anders Klynge, którą ten drugi zakończył strzałem do siatki.
Magia „fruwającego” Eryka
Białostoczanie zrobili więc, co do nich należało; nie męcząc się przesadnie, przywieźli z Tbilisi zwycięstwo ważne dla polskiego rankingu pucharowego. Mogli nawet podwyższyć wynik, ale dwukrotnie złych wyborów w sąsiedztwie bramki Iberii dokonywał Ousmane Sow. Mieli też jednak brązowi medaliści mistrzostw Polski w końcówce wiele szczęścia. Najpierw Brazylijczyk Lucas Cafe popisał się zupełnie niebrazylijskim brakiem techniki i zdołał z czterech metrów posłać piłkę nad bramką gości, potem zaś ofiarnym „padem” zablokował zmierzające w światło bramki uderzenie innego rezerwowego, Amirana Dżaganiji. Zaś w doliczonym czasie „interwencją meczu” popisał się Eryk Kozłowski, głową wybijając z linii bramkowej piłkę zmierzającą w „okienko” po kolejnej próbie Naczkebiji.
(DaL)
IV runda kwalifikacji
◼ Iberia 1999 Tbilisi – Jagiellonia Białystok 1:2 (0:1). W pierwszym meczu 0:4. Awans Jagiellonia
0:1 – Imaz, 31 min (karny), 1:1 - Naczkebija, 35 min, 1:2 – Klynge, 70 min
IBERIA: Makaridze (78. Megreszwili) – Kobuladze (72. Figueredo), Amisulaszwili, Selimović, Dzindżolawa – Kardawa, Dadiani (71. Kutsia), Alhassan – Ende (64. Dżaganija), Sicharulaszwili (71. Lucas Cafe), Naczkebija. Trener Andrij DEMCZENKO.
JAGIELLONIA: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia – Klynge, Romanczuk (78. Drachal), Imaz (72. Kozłowski) – Agbonifo (46. Sow), Prelec (78. Sylla), Szmyt (72. Rodrigo Conceicao). Trener Adrian SIEMIENIEC.
Sędziował Simone Sozza (Włochy). Widzów 3014. Żółte kartki: Ende, Alhassan, Naczkebija, Dzindżolawa.
