Legenda wciąż żywa
Artem Putiwcew zacznie 11. sezon w drużynie z Niecieczy. Celem znów będzie awans do ekstraklasy.
Artem Putiwcew zbliża się do 300 występów dla zespołu z Niecieczy. Fot. Norbert Barczyk / Press Focus
BRUK-BET TERMALICA NIECIECZA
Mało jest piłkarzy, którzy na tyle lat wiążą się z jednym klubem na dobre i na złe.
Polski paszport w kieszeni
Dwukrotnie Piotr Mandrysz i Mariusz Lewandowski, a także Czesław Michniewicz, Marcin Węglewski, Mariusz Rumak, Maciej Bartoszek, Jacek Zieliński, Marcin Kaczmarek, Radoslav Latal i Marcin Brosz – to nazwiska pierwszych szkoleniowców, którzy prowadzili zespół spod Tarnowa, odkąd dołączył do niego ukraiński obrońca, Artem Putiwcew. Niektórzy z tego trenerskiego grona od dawna są poza zawodem lub musieli pracować w niższych ligach, a Putiwcew jest stałym elementem kadry zespołu z Niecieczy od stycznia 2016 roku. W polskiej piłce te ponad dziesięć lat przyniosło ogromne zmiany. Bogusław Cupiał był jeszcze właścicielem Wisły Kraków,która obok Korony Kielce także interesowała się Ukraińcem. Adam Nawałka szykował się na wyjazd z reprezentacją na mistrzostwa Europy we Francji. Na świecie nikt nie spodziewał się pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę. Putiwcew już wtedy wiedział, do czego jest zdolny reżim Władimira Putina, obserwując w ojczyźnie zajmowanie Krymu. W Niecieczy poznał setki osób, dwukrotnie przemieszczał się z nim między ekstraklasą a I ligą niczym windą między piętrami. Reprezentował młodzieżową kadrę i jeden mecz w pierwszej drużynie, ale dziś czuje się także Polakiem. Nasz paszport ma od 2021 roku.
Uwielbiany w Niecieczy
Gdy już przed laty wypominano mu wiek, nie krył, że idzie śladem światowych legend: Cristiano Ronaldo i Luki Modricia. Co najmniej przez najbliższy rok będzie „nabijał” kolejne dni oraz występy w pomarańczowej koszulce Bruk-Betu, klubu, który po raz czwarty w historii, a trzeci z tym obrońcą w kadrze, zamierza awansować do ekstraklasy. Jako piłkarz, a przede wszystkim człowiek, dawno zapracował w Niecieczy na status legendy. Choć okazji do zrobienia zdjęć i zdobycia autografu było przez ponad dekadę co niemiara, to do niego wciąż ustawiają się najdłuższe kolejki. Powierzono mu funkcję kapitana, a dla młodszych piłkarzy - stawiających pierwsze kroki w zespole - jest jak ojciec. Jeżeli dobrze pójdzie, zaliczy 300 występów w pierwszym zespole. W 283 dotychczasowych (w tym 151 w I lidze) strzelił 18 goli i miał dziewięć asyst.
W czołówce
Choć Polska i Ukraina sąsiadują, Putiwcew miał spore obawy przed przenosinami do innego kraju. Ku jego zaskoczeniu aklimatyzacja przebiegła bardzo dobrze. Był za to wdzięczny przede wszystkim prezes Danucie Witkowskiej. Zmiana barw była możliwa dzięki kłopotom finansowym Metalista Charków - klubu z miasta, w którym się urodził. Wspominał, że nie można było się skupiać na piłce ze względu na wszechobecny chaos. Właściciel uciekł do Rosji i zostawił zespół bez pensji. Odkąd jako dziesięciolatek za namową ojca rozpoczął treningi, trenerzy nie wystawiali go jedynie w bramce. Jego recepta na sportową długowieczność nie jest bardzo skomplikowana. Dba o siebie na co dzień i dobrze się odżywia. Szczypta szczęścia pomogła mu unikać poważnych kontuzji. - Daje świetny przykład, jak traktować swoje ciało. Jest w czołówce testów motorycznych i bardzo dobrze przygotowany do obciążeń treningowych. Myśli już o przyszłości i chciałby zostać trenerem. Mamy na niego plan, chcemy go wykorzystać do pracy z obrońcami, także w drugim zespole, gdzie również będzie występował - mówi Rafał Wisłocki, wiceprezes Bruk-Betu Termaliki.
Michał Knura
