Kupuję
Z DRUGIEJ STRONY - Dariusz Leśnikowski
Sławomir Abramowicz – Norbert Wojtuszek, Rafał Janicki, Wojciech Mońka, Michał Gurgul – Michael Ameyaw, Radosław Murawski, Taras Romanczuk, Kajetan Szmyt – Antoni Kozubal – Oliwier Kwiatkowski. Trener Adrian Siemieniec, asystent Dawid Kroczek. Rezerwowi: Kacper Trelowski, Mateusz Lis, Oskar Repka, Mateusz Skrzypczak.
Tak mogłaby/musiałaby (?) wyglądać symboliczna „reprezentacja Biało-czerwonych”, gdyby zestawić ją z Polaków, jacy wybiegli w podstawowych jedenastkach naszych klubów w czwartkowy wieczór na mecze pucharowe. Trochę naciągana, bo w gronie 15 naszych rodaków aż trzech to bramkarze, pięciu kolejnych – obrońcy, a czterech następnych – defensywni pomocnicy. Siła ognia takiej drużyny – niczego nie ujmując obu skrzydłowym w powyższym ustawieniu, ani też wpisanemu „na szpicę” młodemu wychowankowi Rozwoju Katowice, jeszcze dwa i pół roku temu grającemu na piątym poziomie rozgrywkowym – byłaby mocno ograniczona. Na „dziesiątce” zaś pewnie o wiele chętniej niż ustawiony tam z przekonania o jego wszechstronności Antoni Kozubal postawilibyśmy na Kacpra Urbańskiego, ale akurat stracił miejsce w jedenastce Zabrzan na bój z Monaco.
Sześciu w Lechu, po czterech w Jagiellonii i Lechu, jeden w Górniku – to liczby określające Polaków w podstawowych jedenastkach naszych pucharowych reprezentantów. Jako się rzekło, byli to głównie gracze defensywni. Najwyraźniej łatwiej wyszkolić właśnie obrońcę względnie pomocnika na „szóstkę” (i może jeszcze skrzydłowego/wahadłowego), niż klasycznego rozgrywającego, o napastniku nie mówiąc. Nieprzypadkowo zdecydowaną większość z 15 goli zdobytych przez nasze zespoły w czwartek zapisano na konto obcokrajowców. Nieprzypadkowo też z końcem tego sezonu minie dokładnie 10 lat od ostatniej (współ)korony strzelców ekstraklasy (Marcin Robak). Zresztą w całej Europie „ssanie” na graczy kreatywnych, ofensywnych, twórczych jest ogromne: wiedzą coś o tym w Białymstoku, skąd w tym roku wypuszczono przecież w świat Oskara Pietuszewskiego i Bartosza Mazurka. Tym, którzy chcieliby kwestionować zasadność łożenia środków na klubowe akademie – aż trudno uwierzyć, ale są takowi we władzach niektórych klubów ekstraklasowych – polecamy nie tylko te dwa przykłady, ale i kolejkę chętnych ustawiających się po poznańską młodzież: Kozubala, Gurgula, Mońkę.
Piętnastu Polaków na 44 graczy podstawowych jedenastek naszych pucharowiczów; w przybliżeniu – po czterech na drużynę; dużo to czy mało? W jedenastce AS Monaco, reprezentującego przecież kraj bodaj o największej podaży futbolowych talentów, Francuzów było... tylko dwóch (w tym jeden – z korzeniami afrykańskimi). Zaś w drużynie FC Thun – budowanej, jak prosto ze Szwajcarii przypominał na naszych łamach Ryszard Komornicki przede wszystkim w oparciu o „samych swoich” - w jedenastce był tylko jeden facet bez szwajcarskiego paszportu. Jak się to skończyło – widzieliśmy.
Pewnie, że byłoby fajniej, gdyby miast Patrika Walemarka czy Allahyara Sayyadmanesha gole dla Lecha strzelali Tymoteusz Gmur czy Sammy Dudek. Natomiast taką ideę naczyń połączonych: Szwed i Irańczyk zdobywają bramki i zarabiają kasę z UEFA na to, by móc wychowywać w ośrodku we Wronkach kolejnych Kozubalów, Mońków, Gurgulów, Delikatów, Szymczaków czy Gmurów – kupuję.
