Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

Steve Kingue nie wrócił do Radomiaka po urlopie w Afryce, choć kontrakt zawodnika obowiązuje jeszcze przez rok.

Steve Kingue rozegrał 39 meczów w ekstraklasie. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus

Steve Kingue do Radomiaka przeniósł się zimą 2025 roku, przeprowadzając się z litewskiego Hegelmanna. Kameruńczyk w Polsce dał się poznać jako solidny defensor, ale nagle… zniknął. Portal Weszło poinformował, że Kingue wyjechał na urlop do Afryki i z urlopu nie wrócił. Obrońca miał wyrobić nowe dokumenty potrzebne do pracy w Polsce, ale tego nie uczynił. W międzyczasie Radomiak ściągnął już jego zastępcę - Kryspina Szcześniaka.

Zbyt chory, by wrócić

W Radomiu podejrzewają, że na postawę Kingue miął wpłynąć agent zawodnika, który przedstawił mu piękną wizję przyszłości, z grą na Zachodzie. Na razie jednak Kingue ma podpisany kontrakt z Radomiakiem, który obowiązuje jeszcze przez rok, w klubie go nie ma, a nie zapowiada się na to, że Radomianie otrzymają bajeczną ofertę na sprzedaż Kameruńczyka. 

Sytuacja jest ciekawa, ale przecież scenariusz ten jest nam doskonale znany. Kingue jest już… trzecim zawodnikiem tego lata, który próbuje wymusić na ekstraklasowym klubie zerwanie kontraktu, ewentualnie transfer do innego klubu. Wcześniej takich praktyk wobec Rakowa próbował Adriano Amorim, który zgłosił problemy zdrowotne uniemożliwiające mu powrót do Częstochowy z Brazylii. Te problemy stały jednak pod dużym znakiem zapytania, ponieważ Raków nie miał możliwości sprawdzenia stanu zdrowia zawodnika.

Zbuntował się też AZ Jackson z Jagiellonii Białystok, który nie powrócił do klubu po okresie wypożyczenia do Vancouver Whitecaps i chce opuścić podlaski klub. Choć teraz takich przypadków nagromadziło się sporo, to nie pierwszyzna: w przeszłości piłkarze ekstraklasowych klubów też starali się wywrzeć presję na pracodawcy.

Nie poznał smaku

Niedawno, latem 2025, po spadku z ekstraklasy Asad Al Hamlawi, napastnik Śląska Wrocław… samowolnie opuścił zgrupowanie pierwszej drużyny. „Jego zachowanie było niezgodne z zapisami kontraktu i związkowymi przepisami, w związku z czym klub nałożył na zawodnika karę finansową” – tak wówczas napisano w komunikacie klubu. W końcu jednak presja palestyńskiego napastnika przyniosła skutek, ponieważ zmienił on barwy klubowe. Nie grał ze Śląskiem na zapleczu ekstraklasy, a przeprowadził się do Rumunii, gdzie do tej pory jest zawodnikiem Universitatei Craiova.

Problemy psychiczne

Ciekawą taktykę obrał Mahir Emreli, nowy piłkarz Rakowa Częstochowa, który wcześniej grał w Legii Warszawa. Azer po przerwie świątecznej sezonu 2021/22 miał powrócić na Łazienkowską i razem z zespołem udać się na obóz przygotowawczy. Tymczasem poszedł na wojnę z klubem i zdecydował, że nie ma zamiaru już grać w Warszawie i że na zgrupowanie do Dubaju nie poleci. Wykorzystał przy tym fakt, że drużyna w grudniu 2021 została zaatakowana przez grupę kibiców po przegranym meczu z Lechem Poznań (0:3). Wówczas Emreli miał ucierpieć, przede wszystkim psychicznie – tak przynajmniej twierdził jego adwokat. W tym czasie otrzymywał oferty pracy w Galatasaray i Dinamie Zagrzeb. Historia zakończyła się tak, że trafił do chorwackiego klubu. Znów więc presja okazała się skuteczna.

Strajk najlepszego

Żeby było jednak jasne – wymuszanie transferów nie jest jedynie domeną piłkarzy grających w Polsce. To praktyka bardzo często stosowana nawet w największych klubach na świecie.

Doskonałym przykładem jest Ousmane Dembele, triumfator ostatniego plebiscytu France Fotball. Francuz w 2016 roku trafił do Borussii Dortmund z Rennes. W Bundeslidze pograł rok i otrzymał ofertę z Barcelony. A gdy Duma Katalonii proponuje kontrakt, trudno jej odmówić. A choć Dembele miał być siłą BVB na kilka lat, zaczął strajkować. Przestał przychodzić na treningi, pokazując, że musi przenieść się do Primera Division. W takich sytuacjach klub ma związane ręce. Może nakładać na piłkarza kary finansowe i to właściwie jedyne narzędzia, którymi może się posłużyć. Czy to skłoni zawodnika do powrotu do treningów? Nawet jeśli tak, to dobrze wiemy, że z niewolnika nie ma pracownika.

Przekonali się o tym także w Arsenalu, gdy w 2019 roku podobny numer wywinął klubowi kapitan (!) Laurent Koscielny. Francuski defensor odmówił przychodzenia na treningi, wprost przekazał, że nie ma zamiaru grać w zespole dowodzonym przez trenera Unaia Emery’ego i oczekuje zgody na transfer do Bordeaux. Co zrobili Kanonierzy? Wydali zgodę na transfer.

Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się