Kto nie lubi Polaków?
Ligowiec
Z rodzimymi piłkarzami w ekstraklasie jest coraz gorzej. Piszemy i mówimy o tym w „Sporcie” od długiego czasu - vide nasza zeszłoroczna akcja „Ratujmy polską piłkę”, w której przez dobrych kilka miesięcy naświetlaliśmy bolączki naszego futbolu. Przykład? W poprzednim sezonie w Pogoni Szczecin polscy piłkarze zagrali w ledwie 18 procentach całego czasu gry! To był szczyt.
Nic się w tym względzie nie zmienia, a może będzie jeszcze gorzej, bo taki „Grosik” siedzi już w Szczecinie na ławce. W meczu z Motorem w podstawowym składzie wyszło dwóch Polaków: Patryk Dziczek i Maciej Wojciechowski. Nielepiej w Górniku, gdzie zawodników z naszym paszportem było trzech: środkowi obrońcy Rafał Janicki, Paweł Bochniewicz oraz walczący o powrót do reprezentacji Kacper Urbański. Z trendu pozytywnie wyłamała się w tej kolejce Legia, która w Kielcach wyszła z ośmioma rodzimymi graczami – po raz ostatni było tak w… 2015 roku.
Dlaczego o tym piszę? Bo w sobotę i niedzielę na antenie Canal+, a więc stacji, która od lat pokazuje ligowe rozgrywki, usłyszałem dwie irytujące mnie wypowiedzi. Najpierw wypowiedział się „Pan Sławek”, czyli Sławomir Stempniewski, były sędziowski ekspert stacji (znakomity w tej roli), od lat prezes klubu z Radomia. Pytany, dlaczego Zieloni kontraktują tak mało polskich graczy, stwierdził, że ci są drodzy i słabo wyszkoleni. Dzień później w programie „Wysoki Pressing” kolega dziennikarz Jarosław Koliński też powiedział o słabych polskich piłkarzach.
Jak siebie sami nie jesteśmy w stanie szanować, to nie wymagajmy, żeby inni nas szanowali. Szczególnie w sytuacji, kiedy polskimi klubami coraz częściej zaczynają zarządzać zagraniczni właściciele, którzy niekoniecznie dobro naszego futbolu mają na pierwszym miejscu.
Rozumiem, że komuś może się nie podobać, jak nasi gracze się prezentują, ale gdy oglądam setki meczów w roku na różnych poziomach rozgrywkowych i w różnych kategoriach, to ręce dałbym sobie poucinać, że talentów, chłopaków z charakterem, u nas też nie brakuje. Muszą mieć jednak wokół siebie porządnych ludzi, szkoleniowców, no i... ktoś musi na nich postawić. Tego mi brakuje.
Michał Zichlarz
