Kto, jak nie on?
W Niemczech chyba nie ma przeciwników zatrudnienia Juergena Kloppa w roli selekcjonera.
Każdy zna uśmiech Juergena Kloppa, ale na jego powitaniu – zrobiło się bardzo poważnie. Fot. PAP/EPA
NIEMCY
Klopp już oficjalnie został zaprezentowany jako opiekun Die Mannschaft. Nie ma co ukrywać, że nasi zachodni sąsiedzi są w kryzysie – oczywiście mierzonym ichniejszą miarą. To wciąż silny zespół, ale nie tak silny, jak bywało zazwyczaj. Mistrzostwo świata z 2014 roku wygląda w tej chwili jak obrazek z innej czasoprzestrzeni. Po nim było już tylko gorzej – co można analizować na wiele sposobów.
Kiedy z kadrą pracował jeszcze Joachim Loew, już wtedy mówiło się, że jego idealnym następcą będzie Klopp. Nie dlatego, że były na to szanse – bo ich wówczas nie było – ale dlatego, że Niemcy go uwielbiają. Jego szczerość, jego energię, jego podejście do futbolu, jego zdolności interpersonalne... Czy Juergen ma jakichś wrogów? Możliwe, że nie. No... co prawda jego pomnik został nieco przybrudzony, gdy po pracy w Liverpoolu zdecydował się wejść w struktury znienawidzonego wśród niemieckiego kibiców Red Bulla, ale wielu (choć nie wszyscy) już mu tę skazę wybaczyło.
Że Klopp się w tańcu... nie bawi, pokazał na powitalnej konferencji. – Nie wziąłem tej pracy dla siebie, tylko dla was. Podjąłem się jej, mimo że widziałem, jak potraktowaliście Juliana Nagelsmanna i jak traktujecie Thomasa Tuchela. Jeśli stwierdzicie, że jestem beznadziejny, powiedzcie mi to w twarz i odejdę natychmiast, bez proszenia o odszkodowanie. Nie chodzi o pojedyncze osoby, ale o szersze stanowisko. Niemiecki ZPN stwierdzi, że jestem do niczego – odchodzę. Przekroczycie granicę i zaatakujecie moją rodzinę – odchodzę – postawił sprawę jasno Klopp, deklarując chęć poprawy każdego możliwego aspektu reprezentacji.
– Sukces to sposób radzenia sobie z oczekiwaniami. Czy jesteśmy tak dobrzy jak Francja? Nie. Powinniśmy zapytać, czy mamy takich piłkarzy jak Dembele, Mbappe, Doue, Barcola. Odpowiedź też brzmi nie. Jednak wciąż możemy z nimi wygrać, ale nie możemy patrzeć na nich, na Hiszpanię czy Argentynę. Najważniejsze, to patrzeć na nas i jak my gramy w piłkę. Nie jesteśmy dziś numerem jeden, taka jest prawda. Przed nami w rankingu jest 11 zespołów, ale musimy umożliwić sobie ich pokonanie tym, jak będziemy grali w piłkę – zapowiedział Klopp, który sam przyznał, że musi nadrobić nieco to, jak mają się sprawy w międzynarodowym futbolu. – Na szczęście pierwszy mecz nie jest jutro – zażartował w swoim stylu Juergen. A czy jesienią też będzie mu do śmiechu?
Kto jak nie on...
Piotr Tubacki
