Krzyżyk na karierze
Rozmowa z byłym kapitanem Odry, Mateuszem Kamińskim.
Mateusz Kamiński patrzy na grę obecnych zawodników Odry z perspektywy widza i ma swoje wnioski. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Czy wieloletni kapitan Odry postawił już krzyżyk na swojej karierze?
- Tak można powiedzieć. Gdy dowiedziałem się, że nie będę już dłużej grał w Odrze, pojawił się w głowie pomysł, że jeżeli nie w Opolu, to nigdzie. Choć po ostatnim moim meczu, 25 maja 2025 r. z Chrobrym Głogów, pojawiły się propozycje, zdecydowałem, że skończę z piłką, zajmę się czymś innym i zadbam o zdrowie. Powiem szczerze, że przez te kilkanaście miesięcy nie miałem żadnej gierki czy nawet piłkarskiego treningu i na razie nie ciągnie mnie do tego. Nie pozostaję jednak w bezruchu. Biegam, jeżdżę na rowerze i ćwiczę na siłowni, a zimą narty – na które nie było miejsca i czasu podczas profesjonalnej kariery.
Czym się pan zajmuje w czasie, którego nie wypełnia już piłka?
- Żona prowadzi działalność w branży internetowej, więc działamy wspólnie i coraz mocniej się w to wkręcam, a na boisko wybiegam, trenując dzieciaki w klubie Raki Gostyń. Stąd pochodzi żona i tu osiedliśmy, a ja udzielam się u nas na wiosce, bez presji, dla radości. Patrzę na ponad setkę dzieciaków pełnych pasji i z wielkimi marzeniami. Podpowiadam im, co mają robić i to mi daje satysfakcję.
A czy był pan na inauguracji tego sezonu w Opolu?
- Byłem. Rozpocząłem sezon w Opolu z trybun i śledzę występy Odry, w której po kolejnej rewolucji kadrowej moich kolegów z drużyny mógłbym chyba policzyć na palcach jednej ręki. Artur Haluch w bramce i Irka Piroch na stoperze to jedyni znajomi w pierwszej jedenastce. Mateusz Spychała jest kontuzjowany, więc życzę mu szybkiego powrotu na boisko, a Jakub Szrek został przesunięty do rezerw. Są jeszcze w zespole Kuba Pochcioł i Szymon Mida, którzy byli w kadrze. Gdy zobaczyłem drużynę na rozgrzewce, to wiedziałem, którzy są nasi, bo mieli niebiesko-czerwone stroje, ale z twarzami i sylwetkami już był problem.
Jak okiem kapitana-stopera oceni pan grę obronną obecnej Odry?
- W trzech meczach, które mamy już za sobą, Odra zagrała dobrze przez 45 minut, czyli pierwszą połowę w Głogowie. Niestety tylko tyle... Nawet w tym wygranym meczu w Głogowie Artur Haluch w końcówce uratował zwycięstwo i to jest pierwszy pozytyw. Obrona ustawiona przez trenera Łukasza Tomczyka z trzech „wieżowców” częściej wykorzystywana jest do zadań ofensywnych, bo reszta drużyny ma problem w atakowaniu. Śmieję się, że piłka Adama Noconia wróciła do Opola, a pamiętam, że wtedy – choć graliśmy w barażach – nie wszystkim się podobał ten styl z obrońcami w ataku. Maksymilian Pingot i Nemanja Mijuszković na pewno mają swoje atuty, ale Adam Chrzanowski czy Piotrek Żemło też je mieli. Z „Piniem” grałem podczas jego pierwszego pobytu w Opolu. Wtedy miał 19 lat, ale już był solidny, perspektywiczny, z lewą nogą oraz dużą szybkością i widzę, że się rozwinął. No i z przodu też już zrobił coś na plus, bo strzelił gola. Mijuszković też jest solidny, więc czekam aż ta defensywa zamknie dostęp do bramki.
Jaki system – z trójką czy czwórką obrońców – pana zdaniem jest lepszy?
- Każdy ma swój pomysł, ale ja lepiej się czułem w grze czwórką, czyli z dwójką stoperów i klasycznymi bocznymi obrońcami. Obecnie trenerzy częściej jednak korzystają z trójki stoperów. Nie każdemu to wychodzi, bo nie wszyscy mają odpowiednich wykonawców, ale w Odrze materiał jest i mam nadzieję, że ta gra – począwszy od rozgrywania od tyłu po stwarzane sytuacje – będzie coraz lepsza.
Kto pana zdaniem może zostać opolskim snajperem?
- Żeby strzelać gole, potrzebne są sytuacje. Oczywiście można krytykować napastnika, ale jeżeli nie będzie miał dogranych piłek w pole karne, to niczego nie zdziała. Kacper Przybyłko w meczu z Arką niczego nie pokazał, ale koledzy mu nie pomogli. Zastąpił go Branislav Spaczil i rozruszał trochę atak, był dynamiczniejszy i bardziej agresywny, co się przełożyło na sytuacje. Dlatego więcej oczekujemy od drugiej linii, bo tu trzeba szukać kreatywności i stwarzania sytuacji. W środku pola jest „żołnierz” trenera Tomczyka, czyli Tomasz Gajda. Szybko się wkomponował w zespół i ma dużo jakości. Myślę więc, że z każdym meczem ten plus przy jego nazwisku będzie większy. Nie ma go na razie przy innych, bo Mathieu Scalet nie pokazał jeszcze niczego. Byłem nawet zaskoczony, gdy w meczu z Arką trener zmienił Marcina Stasia, bo rzucił mi się w oczy, a taka szybka zmiana w pierwszym meczu na takiego młodego chłopaka może wpłynąć niekorzystnie. Mam jednak nadzieję, że jest na tyle ambitny i wierzy w swoje umiejętności, które z meczu na mecz w seniorskiej piłce powinny pchać go w górę.
W kim jest nadzieja na lepszą grę ofensywną Odry?
- Czekam na Szymona Midę, który podobał mi się w przedsezonowym sparingu z GKS-em Tychy. Mam nadzieję, że także doświadczony Patryk Szysz da dużo jakości z przodu. Z takim nastawieniem pojadę na sobotni mecz z Wartą Poznań, czyli rywalem nieobliczalnym, więc trudno coś przewidywać. Ale warto wybrać się na stadion choćby dla samego spotkania z kolegami – ostatnio mieliśmy okazję pogadać z Tomaszem Mikiniczem, Rafałem Niziołkiem i Dawidem Czaplińskim. Siedzieliśmy na trybunach i dziwiliśmy się, że z góry to wszystko tak łatwo wygląda. Wiem jednak doskonale, że boiskowa perspektywa jest całkiem inna, więc trzeba dać zawodnikom trochę czasu i wierzyć w nich, wspierać , myślę, że wyniki powinny przyjść.
Rozmawiał Jerzy Dusik
