Kroczek zacznie lepiej niż Tomczyk?

O co może grać w tym sezonie Raków? Spotkanie z Vallettą raczej nie przybliżyło do odpowiedzi na to pytanie. W niedzielę ligowa inauguracja z Wisłą Płock.

Mahir Emreli (w środku) lepszego debiutu nie mógł sobie wymarzyć - zdobył gola na 1:1. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Po pierwszej połowie meczu 2. rundy eliminacji Ligi Konferencji z Maltańczykami fani klubu z Limanowskiego byli w konsternacji. Ich ulubieńcy przegrywali bowiem 0:1, grali bez pomysłu i co mniej trzymającym ciśnienie przed oczami stanęła wizja poszerzenia listy hańby polskich pucharowiczów. Nasze zespoły odpadały już bowiem m.in. z przedstawicielami Litwy, Łotwy, Estonii, Islandii czy Gibraltaru, ale nie Malty. Na szczęście po zmianie stron Raków już nie pozostawił złudzeń, kto jest o kilka klas lepszy, aplikując rywalowi trzy gole. Najwięcej udziału w nich miał Patryk Makuch, który w 78 minucie dał prowadzenie, a w doliczonym czasie pomógł ustalić wynik (3:1) Stratosowi Svarnasowi, świetnie dośrodkowując piłkę na jego głowę. – Zależy mi, aby ta drużyna dobrze funkcjonowała, żeby dawała radość kibicom. Wygrywanie jest dla nas najważniejsze – powiedział nam po meczu piłkarz, który do strefy wywiadów wyszedł z lodowym okładem na kostce, ale... - To tylko stłuczenie, nic groźnego - zapewnił.

Irytujące straty

Podobnie jak u progu poprzedniego sezonu miejsce między słupkami zajął Kacper Trelowski, którego głównym konkurentem będzie Tarik Karić. W czwartek nie miał tyle pracy i okazji do spektakularnych interwencji, co jego vis a vis Adilson Maringa, ale poza jedną sytuacją w pierwszej połowie był pewnym punktem zespołu. - Na pewno nie lekceważyliśmy przeciwnika, lecz zabrakło nam koncentracji przy straconej bramce. Przysnęliśmy i dostaliśmy gola po tym czego się spodziewaliśmy, czyli długich podaniach, czy stałych fragmentach gry. To jest czasami irytujące, że tak łatwo oddajemy piłkę. Kiedy mieliśmy ją przy nodze, stwarzaliśmy sytuacje. Gdybyśmy nie zrobili z bramkarza rywali bohatera, to liczba strzelonych goli pewnie przekroczyłaby pięć. Dobrze, że mamy zaliczkę, bo z większym spokojem polecimy na Maltę. Mam nadzieję, że tam szybko domkniemy temat i wrócimy zadowoleni przygotowując się do kolejnej rundy. Jeśli te błędy miały nam się przytrafić, to dobrze, że teraz niż w ważniejszej części sezonu. W kolejnych meczach bardziej będziemy chcieć docisnąć przeciwnika – mówił po spotkaniu golkiper Medalików.

Na pochwałę za czwartkowe spotkanie z pewnością zasłużył również Erick Otieno, który spisał się na lewym wahadle zdecydowanie lepiej od Michaela Ameyawa, którego zmienił w 72 minucie. - Zaczęliśmy powoli, ale nabieraliśmy tempa. Zepchnęliśmy rywali do defensywy i dopilnowaliśmy, by zdobyć bramkę. Najważniejsza była walka w ofensywie, bo w meczu u siebie chodzi o to, żeby strzelać gole. Czujemy, że stajemy się lepszym zespołem – skomentował reprezentant Kenii.

Udane debiuty

W starciu z Vallettą okazję do debiutu w czerwono-niebieskich barwach otrzymało trzech zawodników – Mahir Emreli i Adin Molnar w podstawowym składzie oraz Jakub Jendryka, zastępując w 82 minucie Jeana Carlosa Silvę. 61-krotny reprezentant Azerbejdżanu przywitał się z częstochowską publicznością golem na 1:1 i niektórzy mają nadzieję, że w znacznym stopniu będzie w stanie zastąpić Brauta Brunesa, którego odejście do Sparty Praga jest praktycznie przesądzone. Węgier zaprezentował się obiecująco, a były pomocnik chorzowskiego Ruchu dał dobrą zmianę za mającego wyjątkowo kiepski dzień Brazylijczyka z hiszpańskim paszportem. - Wszyscy, którzy przychodzą do Rakowa, wnoszą coś nowego. Trener tak buduje drużynę, aby była silniejsza. Z biegiem czasu będzie się to zazębiać, będziemy funkcjonowali coraz lepiej i zobaczymy, gdzie nas to zaprowadzi – odpowiedział zapytany o nowych kolegów Makuch.

Dla 19-latka z Pabianic, który pierwsze kroki stawiał w akademii Legii, w ostatnim czasie kariera mocno nabrała tempa. Latem zeszłego roku z rezerw stołecznego klubu trafił do II-ligowej Unii Skierniewice, gdzie spisywał się tak dobrze, że już pół roku później sięgnął po niego Ruch. Kolejne pół roku i zaliczył transfer do czołowego klubu ekstraklasy. – Cały czas idę wyżej z klubami. Z ligi na ligę jest coraz trudniej, gram z coraz lepszymi zawodnikami, a gra jest coraz szybsza. Wchodzę w to stopniowo i myślę, że się odnajduję. Presja mi pomaga, bo mogę wtedy lepiej odczuwać wszystko dookoła. Był to dla mnie debiut zarówno w Rakowie, jak i w europejskich pucharach, więc mogę się z tego bardzo cieszyć. Występ oceniam pozytywnie, straciłem kilka razy piłkę, i to na pewno jest do poprawy, ale z meczu na mecz będzie coraz lepiej – przekazał nam Jakub Jendryka.

Teraz ekstraklasa

W niedzielę o 14.45, na ligową inaugurację, Częstochowianie podejmować będą Wisłę Płock. Co ciekawe, od starcia z tym samym rywalem pracę w Rakowie kilka miesięcy temu zaczynał trener Łukasz Tomczyk. Przy kilkunastostopniowym mrozie ekipa spod Jasnej Góry przegrała wówczas w Płocku 1:2. Czy Dawidowi Kroczkowi pójdzie lepiej? Poprzeczka z pewnością będzie zawieszona wyżej niż w czwartek.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się