Kraksa, neutralizacja, góry i nowy lider
Bart Lemmen wygrał w Karpaczu rozegrany z perturbacjami, skrócony czwarty etap wyścigu Tour de Pologne i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej.
Holender nie dał się dogonić i odniósł życiowy sukces. Fot. PAP / Maciej Kulczyński
Kolarz grupy Visma-Lease a Bike wyprzedził Włocha Christiana Scaroniego (XDS Astana), a trzeci na mecie Francuz Axel Laurance (Netcompany INEOS) stracił do tej dwójki 14 sekund. Drużynowy kolega tego ostatniego, 36-letni Michał Kwiatkowski, zajął 24. miejsce ze stratą 21 sekund. Bardzo dobrze pojechał 21-letni Filip Gruszczyński z reprezentacji naszego kraju, finiszując na 28. pozycji, pół minuty za zwycięzcą i nowym liderem. Pozostali Polacy ponieśli duże straty.
W klasyfikacji generalnej Lemmen wyprzedza o sześć sekund Scaroniego oraz o 26 sekund Niemca Marco Brennera (Tudor). Kwiatkowski zajmuje 14. lokatę i traci 33 sekundy. Różnice są dość duże jak na Tour de Pologne, w którym często o zwycięstwie decydowały sekundy.
W czwartek nastąpiło nowe rozdanie w wyścigu. Po trzech sprinterskich odcinkach kolarze wjechali w góry i w „generalce” doszło do dużych przetasowań. Etap kończył się na Orlinku w Karpaczu. To miejsce ściśle związane z historią Tour de Pologne. Właśnie na tym podjeździe pod nieczynną obecnie skocznią narciarską cały wyścig kończył się dziewięć razy z rzędu w latach 1999-2007, a od 2023 roku ponownie jest przystankiem na trasie.
Na czwartym etapie, rozgrywanym w upale, a w końcówce w deszczu, kolarze mieli przejechać 176 km. Startowali w Żaganiu i już na pierwszym kilometrze od peletonu odłączyło się czterech zawodników: Tobiasz Pawlak i Patryk Stosz z reprezentacji Polski, jadący w koszulce lidera klasyfikacji górskiej Belg Dries De Bondt (Jayco AlUla) oraz nieoczekiwanie włoski sprinter Matteo Malucelli (XDS Astana), trzeci na finiszu w Szczecinie. Peleton ich nie gonił i szybko zdobyli największą w tegorocznej edycji przewagę trzech i pół minuty.
Na trasie nie było lotnych premii, a pierwsza górska znajdowała się dopiero na 118. kilometrze w Antoniowie. Wygrał ją De Bondt. Wtedy zaczęło padać. Na śliskiej szosie, około 40 km przed metą, na czele peletonu doszło do kraksy, w której przewróciło się ponad 20 zawodników, w tym wymieniani w gronie faworytów kolarze UAE Team Emirates-XRG – Portugalczyk Joao Almeida i Szwajcar Jan Christen. Według nieoficjalnych informacji nikt poważnie nie ucierpiał. Nastąpiła neutralizacja; sędziowie zatrzymali wyścig i po dłuższej przerwie – kiedy do kolumny wyścigu ponownie dołączyły karetki pogotowia – wznowili go, zachowując przewagę minuty i 45 sekund między ucieczką a główną grupą. Na wniosek przedstawicieli kolarzy skrócono jednak trasę o 15 km, rezygnując z pętli na Sosnówce, która zawierała niebezpieczny zjazd. – Podjęliśmy taką decyzję, żeby ci zawodnicy, którzy się przewrócili, mieli szansę dalej walczyć – wyjaśnił dyrektor wyścigu Czesław Lang. Dostał ją także Lemmen, który ucierpiał w kraksie.
Po wznowieniu wyścigu na czele głównej grupy pracowały drużyny Decathlon oraz Netcompany INEOS, a strata do czołówki, z której odpadł Pawlak, zaczęła topnieć i 10 km przed metą wynosiła 45 sekund. Ucieczka została zlikwidowana 7 km przed finiszem, ale Stosz zdołał jeszcze wygrać premię specjalną pod hotelem „Seidorf”.
W głównej grupie zostało około 40 zawodników. Chwilę później, na podjeździe do Karpacza, nastąpił decydujący atak Lemmena, Scaroniego i Brennera. Gdy do mety zostało 4,5 km, Holender zostawił z tyłu Włocha i Niemca. Miał w pewnym momencie sporą przewagę nad Scaronim i wydawało się, że pewnie zwycięży, ale na ostatnim odcinku prowadzącym do Orlinka Włoch przyśpieszył i był bardzo blisko wygranej. Holender obronił się z najwyższym trudem.
– To niesamowite uczucie, wciąż nie mogę w to uwierzyć. Od dawna powtarzałem, że mam dość braku wygranych, a dzisiaj wreszcie się udało – cieszył się Bart Lemmen, dla którego było to pierwsze zwycięstwo w karierze. – Po kraksie, w której brałem udział, miałem ogromne wątpliwości, czy w ogóle kontynuować jazdę. Wszystko mnie bolało, ale gdy wróciłem na rower, odezwała się adrenalina. Chciałem też pomóc Louisowi Barre. Po tym wypadku peleton jechał nieco ostrożniej, co otworzyło mi przestrzeń do ataku. Zaryzykowałem – uznałem, że łatwiej dać z siebie wszystko, gdy nikt nie siedzi mi na kole. W końcu się udało! – dodał nowy lider.
30-letni Lemmen to ceniony pomocnik m.in. Duńczyka Jonasa Vingegaarda. Karierę kolarską rozpoczął stosunkowo późno – po ukończeniu Królewskiej Akademii Wojskowej w Holandii i służbie w Królewskich Holenderskich Siłach Powietrznych, gdzie jako oficer dowodził plutonem ochrony lotniska i dosłużył się stopnia kapitana. W drużynie Visma-Lease a Bike, którą reprezentuje trzeci rok, dotąd dostawał szanse jazdy na własne konto w wyścigach niższej rangi i je wykorzystywał, o czym świadczą drugie miejsca w wyścigach dookoła Słowacji (2024) i Norwegii (2025). Te imprezy były jednak krótsze od Tour de Pologne, a przede wszystkim nie miały kończącej zmagania w naszym kraju jazdy indywidualnej na czas, w której Lemmen nie spisuje się najlepiej. Ma jednak jeszcze dwa trudne górskie etapy, na których może powiększyć przewagę nad specjalistami w tej konkurencji.
(g)
4. etap, Żagań - Karpacz (161,9 km): 1. Bart Lemmen (Holandia, Visma-Lease a Bike), 2. Christian Scaroni (Włochy,XDS Astana) - obaj 3.54:45, 3. Axel Laurance (Francja) strata 14 sek... 24. Michał Kwiatkowski (obaj Netcompany INEOS) 21, 28. Filip Gruszczyński (reprezentacja Polski) 30.
Klasyfikacja generalna: 1. Lemmen 16.16:12, 2. Scaroni 6, 3. Marco Brenner (Niemcy, Tudor) 26... 14. Kwiatkowski 33, 30. Gruszczyński 42.
Kłopotów Portugalczyka ciąg dalszy
Joao Almeida pięć lat temu wygrał Tour de Pologne i teraz był jednym z jego faworytów. W czwartek podobnie jak kilku jego kolegów z UAE Team Emirates-XRG leżał w kraksie, po której nastąpiła neutralizacja. W przeciwieństwie do Kolumbijczyka Juana Sebastiana Molano i Francuza Benoit Cosnefroy, którzy wycofali się z imprezy, poobijany dojechał do mety, ale stracił ponad kwadrans i tym samym także szanse na kolejne zwycięstwo. To najgorszy sezon w karierze utytułowanego28-latka – po udanym początku roku problemy zdrowotne wyeliminowały go ze startu w Giro d'Italia. Powrócił na szosę w czerwcu na wyścigu Tour Auvergne - Rhone-Alpes, ale spisywał się bardzo słabo i go nie ukończył. Ściganie w naszym kraju traktował jako element przygotowań do Vuelta a Espana, gdzie miał być najważniejszym pomocnikiem Słoweńca Tadeja Pogacara. Czy w takiej sytuacji w ogóle weźmie udział w hiszpańskiej trzy tygodniówce?
