Koniec ze straganem olimpijskim!

Rozmowa z Robertem Korzeniowskim, czterokrotnym mistrzem olimpijskim w chodzie, krytykiem Radosława P.

Robert Korzeniowski nie jest zaskoczony zatrzymaniem Radosława P. Fot. Marcin Bulanda / PressFocus

Radosław P., prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, został zatrzymany i przewieziony na przesłuchanie do prokuratury w Katowicach. Jest pan zaskoczony?

– Ani trochę! Jedyne, co mnie zastanawia, to... dlaczego to wszystko trwało tak długo. Po tym, co się w PKOl-u działo, jak to wszystko wyglądało – wiadomo było, że prędzej czy później afera wybuchnie. Zatrzymanie i zarzuty prokuratury w Katowicach to jakby otwarcie drugiego frontu. Pierwszy? Przecież prokuratura w Gdańsku od dawna prowadzi śledztwo (od marca 2025 roku – przyp. red.) w sprawie podejrzeń wyłudzeń podatku VAT oraz posługiwania się fałszywymi fakturami przez Radosława P. (sprawa ma opierać się na dokumentach wskazujących na potencjalne wyprowadzenie milionów złotych m.in. z Polskiego Związku Koszykówki – przyp. red.). To postępowanie dotyczy tzw. zbrodni VAT-owskiej. Trwa to już trochę czasu i P. zdążył wmówić własnym wyznawcom, że sprawy właściwie nie ma... Teraz jednak został zatrzymany. Wierzę, że to punkt zwrotny. PKOl istnieje od 107 lat i nigdy dotąd nie zdarzyło się, że żeby jej szef był zatrzymywany i doprowadzany do prokuratury. Jeśli ktoś potrzebował impulsu do mocniejszych działań mających na celu odwołanie Piesiewicza, to właśnie go dostał. Każdy dzień pod jego rządami był bezprecedensową katastrofą wizerunkową dla całego polskiego sportu. Nie przesądzam oczywiście winy, od tego jest sąd. Zauważam jednak coś takiego jak odpowiedzialność moralna, niestosowność zachowań. Samo to według mnie jest argumentem za tym, żeby Radosława P. odwołać.

Mówił pan wcześniej, że relacja P. i Radosława Krala, prezesa Zondacrypto, wykracza poza relację prezes instytucji - sponsor.

– Bo tak właśnie było! Jakby mieli sobie do zaoferowania dużo więcej... Wyglądało, jakby pili sobie z dzióbków, wyglądało jak gangsterska układanka. Prawda jest taka, że dla nas, olimpijczyków, to wszystko, co się działo, było wręcz obraźliwie. W dodatku jest w tej sprawie jeszcze coś niezwykle irytującego...

Co takiego?

– Twierdzenie, że zatrzymanie P. to działanie polityczne. Polityka, polityka, polityka... To kompletna bzdura! W tym przypadku nie chodzi w ogóle o politykę, lecz o dobre imię polskiego sportu. Prowadzę wiele rozmów ze sportowcami, olimpijczykami, czynnymi – dwudziestoletnimi, ale również już i starszymi. Trzeba zbudować front, który naprawi wszystko, co się złego stało. Tak, żeby PKOl był domem olimpijskim, a nie straganem olimpijskim. Żeby olimpijczycy mogli znaleźć tam poradę, wsparcie, żeby traktowali PKOl na powrót jak własny dom, a nie jak miejsce do załatwiania interesów!

Muszę więc zadać to pytanie: chce pan stanąć na czele tego frontu?

– Najpierw trzeba zająć się płonącym lasem. Bo las płonie szybko, a rośnie wolno... Musimy jako środowisko określić, czego chcemy. Jak właściwie ten nowy las ma wyglądać. Czy mają w nim rosnąć drzewa liściaste, czy raczej iglaste? (uśmiech). Trzeba naprawić wizerunek komitetu. Po prostu: zbudować organizację, od której wiemy, czego oczekiwać i wiemy, czego się po niej spodziewać... Trzeba odbudować jej prestiż, właściwie zaprojektować PKOl na nowo. Po to, żeby uniknąć tak nieszczęsnych historii w przyszłości.Po to żebyśmy, my - olimpijczycy, mogli znów traktować PKOl jak wspomniany własny dom.

Rozmawiał Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się