Kłótnia o napastnika
Patryk Szysz na razie dla kibiców Odry jest wielką niewiadomą.
Takiego Patryka Szysza - jak wtedy, gdy fetował zdobywanie bramek dla Zagłębia Lubin - chcą oglądać opolscy kibice. Fot. Tomasz Folta/ Press Focus
ODRA OPOLE
Tydzień przed inauguracją sezonu trener Łukasz Tomczyk, podsumowując niezbyt skuteczną grę napastników, których miał wówczas w kadrze powiedział, że stara się ich rozwijać, żeby wreszcie strzelali gole. Na koniec zaś ściszył głos i dodał: „Ale oczywiście nie zamknęliśmy jeszcze okienka transferowego. Cały czas myślimy i szukamy środków na to, żeby wzmocnić rywalizację na tej pozycji”.
Dzień później, czyli 18 lipca, opolski klub oficjalnie ogłosił, że jego nowym zawodnikiem został Patryk Szysz. 28-letni napastnik podpisał kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2028 roku i natychmiast rozpoczęły się dwubiegunowe dyskusje.
Znany
Zwolennicy, a może raczej kibice-optymiści ze stolicy polskiej piosenki podkreślali, że wychowanek Górnika Łęczna jest znany zarówno w kraju, jak i na rynku europejskim. Przypomnieli, że rozegrał 4 mecze w reprezentacji Polski U-21, a przede wszystkim zaznaczyli, że w swoim debiutanckim sezonie w I lidze w 33 spotkaniach zdobył 10 goli. Dorzucili także, że w naszej ekstraklasie rozegrał 123 mecze, w których strzelił 23 gole, z czego 11 w swoim najlepszym sezonie, po którym przeszedł do stambulskiego Basaksehiru. W tureckim klubie zaczął grę od gola i asysty, a następnie pokazał się z dobrej strony zarówno w lidze, jak i europejskich pucharach.
To już historia
I w tym momencie swoje trzy grosze wtrącają pesymiści. Zaczynają od tego, że to jest już historią. 4 maja 2023 w półfinale Pucharu Turcji bowiem Szysz doznał kontuzji, po której do gry wrócił dopiero 30 listopada 2024! Zresztą na krótko, bo w rundzie wiosennej 2025 roku, z powodu kolejnego urazu, w ogóle już nie zagrał. Wprawdzie miniony sezon spędził w Arce i nawet wystąpił w 23 spotkaniach ekstraklasy oraz 2 w Pucharze Polski, ale ani razu nie pokonał bramkarza rywali!
Trzeci
Przypomnijmy, że w Odrze w tej chwili jest dwóch napastników, którzy mieli się w Opolu odbudować. Na początku poprzedniego sezonu w zespole zameldował się Kacper Przybyłko z bogatym CV, w którym najjaśniej świeci tytuł króla strzelców Ligi Mistrzów CONCACAF. Przyszedł do zespołu po bezbramkowej wiośnie w FC Lugano i w 21 meczach strzelił 3 gole, co uznano za „wielki niewypał”. Michał Feliks z kolei przyszedł zimą do Opola jako niechciany w Wieczystej snajper, udowadniający swoją skuteczność... w rezerwach. W IV lidze trafił bowiem w rundzie jesiennej 18 razy, ale wiosną w I lidze dla Odry zdobył tylko 4 bramki.
Podwójna motywacja
Czy Szysz w myśl zasady „do trzech razy sztuka” okaże się snajperem przez duże „S”? Pierwszą okazję do udowodnienia swojej piłkarskiej wartości będzie miał już w piątek. W debiucie zmotywowany powinien być podwójnie, bo nie dość, że pierwszy raz będzie miał okazję pokazać się nowej publiczności to jeszcze zagra przeciwko swojej byłej drużynie, w której nie był potrzebny.
Dwaj skrzydłowi
Nie tylko o napastniku dyskutują jednak kibice Odry. Tydzień przed inauguracją do zespołu dołączyli bowiem jeszcze dwaj skrzydłowi. Jako pierwszy potwierdzony został wypożyczony z Cracovii, choć ostatnio grający w Górniku Łęczna, Bartosz Biedrzycki. 23-latek ma za sobą 6 występów w młodzieżówce U-20 i 26 w ekstraklasie, ale wiosnę spędził w zespole, który spadł z I ligi. Natomiast Franciszek Franczak to zbliżający się do 19. urodzin „Szkot”. 3 lata temu jako najmłodszy w historii St. Johnstone FC zadebiutował bowiem w szkockiej Premiership i był też reprezentantem Polski U-18, ale ostatni występ w II lidze szkockiej odnotował 20 grudnia ubiegłego roku. Obaj więc chcą się pokazać, ale czy ten argument okaże się wystarczający? Z każdą kolejką nadchodzącego sezonu będziemy poznawali odpowiedź na to pytanie.
Jerzy Dusik
