Kij bez marchewki
Rozmowa z Michałem Kubisztalem, szkoleniowcem Sośnicy Gliwice
Jednoosobowemu sztabowi szkoleniowemu Sośnicy przydałyby się wzmocnienia i to „na już”. Fot. Ireneusz Wnuk / Press Focus
Poprowadzi pan Sośnicę w nadchodzącym sezonie? Podpisał pan już nową umowę w Gliwicach?
- Pomidor.
Czyli wciąż czeka pan na autograf prezesa pod pańskim kontraktem?
- Pomidor i tyle na razie na ten temat.
OK, wobec tego, jak przebiegają przygotowania Sośnicy do nowego sezonu?
- Mamy już za sobą trzy sparingi. Przegraliśmy w Kobierzycach, a wcześniej rozegraliśmy dwa mecze u siebie z beniaminkiem z Radomia, zwyciężając i remisując, ale wyniki takich spotkań są trzeciorzędną sprawą.
Jest pan zadowolony z gry zespołu? Jak w tych starciach prezentowały się pańskie podopieczne?
- Nie jest źle. Optymistycznie, choć - jak powszechnie wiadomo - zawsze jestem optymistą. Ciężko jest mnie skasować, że to jest złe, a to jest „be”. To były pierwsze sparingi po tygodniu, a właściwie po 10 dniach przygotowań, więc trudno było oczekiwać cudów. Dobrze wyglądają nowe twarze. Jestem przekonany, że będą pozytywnym bodźcem zespołu. Nagrywaliśmy te mecze. Mamy więc zebrany materiał, wiemy, nad czym dalej mamy pracować, co jest do poprawy - od komunikacji, przez rzuty, grę bez piłki i tak dalej.
To na dziś, a co dalej?
- 15 i 16 sierpnia czeka nas kolejny sprawdzian na turnieju w Poznaniu, tydzień później weźmiemy udział w turnieju w Piotrkowie Trybunalskim. Chcemy w tych meczach zagrać szeroką ławą, bo mamy kilka nowych zawodniczek. Przez grę będzie łatwiej wkomponować je w zespół, choć w Piotrkowie tych zmian na pewno będzie mniej. To już zdecydowanie będzie sprawdzian pod ligowe granie.
Kadra zespołu jest już skompletowana, czy jest jeszcze miejsce na dodatkowe transfery?
- Chciałbym jeszcze 1-2 zawodniczki dokooptować do kadry, ale to zależy od budżetu. Na dziś nie stać nas na to. Trwają jakieś rozmowy i jeśli udałoby się znaleźć sponsora, to byłoby miło wzmocnić się na jednej czy dwóch pozycjach.
W poprzednim sezonie forma Sośnicy falowała. Po serii dobrych występów przychodziły słabsze. Po dobrych kilkudziesięciu minutach następowało kilka słabszych fragmentów, które przesądzały o waszej porażce. Znalazł pan diagnozę, w czym tkwił problem tak chimerycznej gry?
- Nie da się ukryć, że w zeszłym sezonie mieliśmy problem z utrzymaniem stabilizacji przez pełne 60 minut. Gdzieś uciekała koncentracja, dlatego uciekały nam mecze, które wydawały się już wygrane. Tak traciliśmy punkty, których brak zepchnął nas do baraży. Będziemy nad tym mocno pracować, by zwłaszcza w ostatnich 15 minutach spotkań utrzymywać pełną koncentrację. By także dziewczyny wchodzące z ławki pomagały utrzymywać poziom grania, a nie w znaczący sposób go obniżały.
Sam pan pracuje nad głowami dziewcząt, czy wspiera pana psycholog?
- Chciałbym bardzo go mieć w klubie, a jestem sam z Rafałem Bilińskim, fizjoterapeutą. Bardzo przydałoby się rozszerzenie sztabu szkoleniowego nie tylko o psychologa, ale i o asystenta, analityka obsługującego wideo... Sam nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego. Chciałbym bardzo, ale człowiek jest tylko jeden, a gdybym miał przygotowywać i „ogarniać” wszystko sam, to moja głowa pękłaby po pół roku. Na tę chwilę jestem sam z „Rafim” i z nadzieją, że chociaż uda się znaleźć drugiego trenera, który wsparłby mnie w pracy.
Oswoiliście się z rzeczywistości mówiącą o tym, że sezon zaczniecie z 6 ujemnymi punktami?
- Mamy z tyłu głowy myśl, że czeka nas bardzo trudne zadanie. Powtórzę się być może, że jesteśmy bardzo zaskoczeni podwójną karą za jeden błąd, ponieważ nie tylko odjęto nam punkty, ale także ukarano nas finansowo. Zabrano nam pieniądze. Oczywiście zgadzam się, że jeżeli klub nie wywiązywał się z kontraktów, nie spłacał zawodniczek, to należała mu się za to kara. Oczekiwałbym jednak również pomocy w rozwiązywaniu problemów, a nie tylko kija bez marchewki. A po drugie – jak pokazało życie, w takiej sytuacji nie byliśmy sami. Koszalin wcale nie był święty, pod tym względem był lepszy od nas, ale tam kar nie było. Tak więc tylko my dostaliśmy po łbie, z czym nie mogę się pogodzić.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
Lotto nowym sponsorem Superligi!
Szykuje się zmiana szyldu nad profesjonalnymi rozgrywkami ekstraklasy. Jak poinformował na platformie X dziennikarz Maciej Wojs, powołując się na swoje informacje, od sezonu 2026/27 nowym sponsorem tytularnym Superligi będzie LOTTO. - Po trzech latach funkcjonowania pod szyldem „ORLEN Superliga”, od sezonu 2026/27 nowym sponsorem tytularnym Superligi będzie LOTTO – napisał Wojs.
Oficjalnego komunikatu ligi ani Totalizatora Sportowego na razie nie ma, ale z naszych z kolei informacji wynika, że wszystkie kluby już wiedzą, iż nastąpi zmiana sponsora głównego ligi. Będzie nim teraz firma LOTTO, lecz klubom zabroniono to ogłaszać na stronach internetowych do 29 sierpnia, czyli do dnia podpisania oficjalnej umowy. Klubowi działacze dziwią się takiej zdekonspirowanej konspiracji, która utrudnia im działalność, gdyż logo nowego sponsora nie można drukować na plakatach czy koszulkach, bo oficjalnie jest zakaz. A przecież start ligi już 5 września.
Dodajmy, że w poprzednim sezonie LOTTO wspierało nie tylko zdegradowany klub z Puław, ale także Stal Mielec.
(ZC)
