Kapitan zgłasza gotowość
Aż 348 dni czekał Konrad Kareta, by wrócić na boisko po zerwaniu więzadła krzyżowego. Na razie odbudowuje formę w piątoligowych rezerwach.
Pewnie jeszcze trochę wody w Białej upłynie, zanim Konrad Kareta (w prawej) wymieni proporczyk z kapitanem rywali Rekordu. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
REKORD BIELSKO-BIAŁA
Do kontuzji obrońcy doszło 22 sierpnia ubiegłego roku w meczu z Wartą Poznań. Konrad Kareta upadł bez kontaktu z rywalem, doznając niemal całkowitego zerwania więzadła krzyżowego i pęknięcia łąkotki w prawym kolanie. Na początku września przeszedł zabieg i rozpoczął mozolną walkę o powrót na boisko. Więzadło zerwał po raz drugi... - To był 2016 rok i to samo kolano... - wzdycha zawodnik Rekordu. Co było najtrudniejsze w ostatnich miesiącach? - Cierpliwość. Rehabilitacja musiała zostać szczegółowo zaplanowana - mówi Kareta i dodaje, że na przełomie roku plan wyprzedzał o miesiąc, ale... - Nie mogłem przejść do kolejnego etapu.
Zwiększanie obciążeń
Do treningów z zespołem wrócił w kwietniu. - Na początku bez gry w kontakcie, jednak z czasem obciążenia rosły i do zajęć na 100 procent wróciłem wraz z początkiem przygotowań do obecnego sezonu - mówi 31-latek. W trakcie przygotowań stopniowo pojawiał się na murawie w grach kontrolnych, ale podczas zgrupowania, gdy zespół pracował na wyższych obrotach, operowane kolano delikatnie spuchło. Na szczęście skończyło się na strachu i kilka dni odpoczynku sprawiło, że wszystko wróciło do normy. W oficjalnym spotkaniu pojawił się na początku sierpnia. Wszedł na ostatni kwadrans w spotkaniu Pucharu Polski z Sandecją Nowy Sącz. Od tamtej pory zagrał jeszcze dwa mecze w piątoligowych rezerwach, z czego raz pełne 90 minut i wysłał sygnał do trenera Piotra Tworka, że jest gotowy do walki o powrót na drugoligowe boiska. - Fizycznie jestem w takiej dyspozycji jak przed kontuzją. Był okres, gdy przybrałem na wadze, ale zbiegło się to z większą pracą w siłowni, by wzmocnić nogę - mówi i deklaruje, że w głowie nie ma żadnej „blokady”.
Wsparcie i zaufanie
Na razie Konrad Kareta skupia się na pomocy drużynie rezerw, gdzie wspólnie z Danielem Świderskim może być mentorem dla znacznie młodszych kolegów, a także łapie rytm gry, by znaleźć się w kadrze meczowej pierwszej drużyny. - Zdaję sobie sprawę, że w tej rundzie mogę mieć mało szans na grę - dodaje otwarcie piłkarz, który na początku sezonu - decyzją kolegów i sztabu - po raz kolejny został kapitanem Rekordu. Latem podpisał też nowy, dwuletni kontrakt. - Czuję wsparcie i zaufanie klubu - podkreśla nasz rozmówca.
Cień Sokoła
Rekord po czterech kolejkach ma 7 punktów i zajmuje 5. miejsce. Cieniem na świetnym starcie kładzie się porażka i styl w ostatnim spotkaniu z Sokołem Kleczew (0:3). - Jakby się skończyło 0:6, to nikt by nie miał pretensji. Totalnie nam nie wyszedł ten mecz. Ale patrząc przez pryzmat pierwszej połowy, to rzadko kiedy traci się takie gole. Dwa po rykoszetach, trzeci po indywidualnym błędzie. Sokół oddał trzy strzały i strzelił trzy gole. My może nie graliśmy świetnie, ale zmarnowaliśmy dwie dobre okazje. Było w tym sporo pecha. Mecz toczył się pod obiema bramkami. Sokół starał się nas kontrować i stworzył sobie kilka dobrych okazji na kolejne gole - przekonuje Kareta, który uważa, że dwa tak słabe występu nie powinny się Bielszczanom przytrafić. - Nie pokazaliśmy tego, co potrafimy i zaprezentowaliśmy w dwóch poprzednich meczach. Ta kolejka pokazała, że w II lidze każdy może wygrać z każdym i co tydzień możemy mieć nowe rozdanie.
Jaki jest cel zespołu na te rozgrywki? - Chcemy być w szóstce. Każdy, kto wygląda solidnie na przestrzeni całego sezonu, ma na to szansę. W naszej kadrze jest tyle jakości, że na pewno nas na to stać - deklaruje kapitan Rekordu.
(gru)
