Kamera obskur(n)a
Z DRUGIEJ STRONY – Dariusz Leśnikowski
Robert Lewandowski świętuje 38. urodziny. „Trzeba odnotować” – padło na redakcyjnym kolegium z pierwszego rzędu. „Wszak to okrągła data” – dorzucił ktoś z tyłu z przekąsem. No to jest tekst...
Mógłby być zwyczajny panegiryk. Powodów byłoby przecież całe mnóstwo, bo wystarczy spojrzeć na jego CV, dokumentację sukcesów, statystyki obejmujące zdobyte bramki i asysty przy trafieniach kolegów. Jeśli komuś mało, może wybierać wśród kilkunastu pozycji książkowych poświęconych dzisiejszemu jubilatowi. Formy ich reklamy bywały różne („ta książka ucząc bawi, a bawiąc uczy”; „opowieść o marzeniach, poświęceniu i wielkich triumfach”; „książka o obsesji strzelania goli, o sukcesie i jego cenie”; „niezwykła biografia”; „uniwersalna opowieść”), tak jak różną formę pisania o „Lewym” przyjmowali autorzy. Zwykle nie byle jacy, mający wpływ na środowisko kibiców (a przynajmniej przekonani o tym we własnym mniemaniu). Nie byle jakie wydawnictwa uznawały też, że w ich portfolio książka o kapitanie reprezentacji Polski znaleźć się powinna. Generalnie – z jednym wyjątkiem – hagiografia, biblioteczna półka opisana literką „Ż”, jak „żywoty świętych”. Więc po co mu następna laurka?
Tym bardziej że ładnym prezentem na 38. urodziny są liczby pojawiające się przy profilu RL9 w mediach społecznościowych. Ta na instagramie pasuje szczególnie – 38 mln (i jeszcze 800 tys.). Po przeprowadzce do USA – i takich meczach, jak ten w czwartek nad ranem polskiego czasu w Orlando (zwycięski gol z karnego własnonożnie wywalczonego oraz, to moje ulubione wyrażenie, „asysta drugiego stopnia”) – wzrosła znacząco. Być może do końca sezonu liczbą followersów dogoni Lukę Modricia, któremu z kolei na ubiegłoroczne 40. urodziny fani zafundowali niemal 40 mln obserwujących.
A propos Modricia: zagrał świetną rolę w jeszcze „świetniejszej” reklamie swej ojczyzny. Jasne, że kilkudziesięciosekundowy film „robi” przede wszystkim John Malkovich. Kapitan Vatrenich jednak ewidentnie wziął sobie do serca kinowy hit sprzed ćwierć wieku („Być jak John Malkovich”) i swą kreacją nie ustępuje hollywoodzkiej gwieździe. Nie można tego powiedzieć o „Lewym” w opublikowanym właśnie 15-sekundowym spocie „Poland. More than you expected”. Być może twórcy widzieli wspomniany clip „CROATIA – I hear it's beautiful”; wskazywało na to zestawienie przed kamerą Jessego Eisenberga właśnie z Lewandowskim.
Na filmie się nie znam, mogę tylko subiektywnie zaznaczyć, że Malkovich w każdej swej kreacji przyprawia mnie o dreszcz emocji, a Eisenberg – już niekoniecznie. Mogę też pojąć, że Lewandowski – rzucający na koniec reklamy jej tytułową frazę – był atrakcyjną opcją dla Polskiej Organizacji Turystycznej, stojącej za spotem. Trudno jednak nie uciec od wrażenia, że dużo lepszą reklamę naszemu krajowi „Lewy” robi kolejnymi bramkami, teraz zdobywanymi w samym sercu największej polonijnej społeczności na świecie, niż krótkim zdaniem, wygłaszanym zupełnie bez wdzięku. Kamera Roberta zdecydowanie nie kocha. Oczywiście wyjąwszy tę rejestrującą boiskowe popisy kapitana Biało-czerwonych.
No i właśnie tego mu na urodziny życzymy: by jeszcze całkiem sporo dobrych ujęć obrazujących prawdziwą, autentyczną radość „Bobka” po golach zdobywanych z orłem na piersi owa kamera mogła zarejestrować. Z pożytkiem dla nas wszystkich i oczywiście dla rodzimej turystyki też!
