Już nie ma czasu na pasywność

Rozmowa z Flavio Paixao, byłym portugalskim królem strzelców ekstraklasy, w której zdobył 108 bramek.

Nie ma złej krwi międy Cristiano Ronaldo a Roberto Martinezem. Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus

Z dużą pewnością w głosie powiedział pan w sobotę w TVP, że Portugalia wygra z Hiszpanią. Rzeczywiście ma pan pewność, że gracie na tyle dobrze, by sobie z tym rywalem poradzić?

- Mecz meczowi nierówny, ale... moi rodacy zawsze grają dobre spotkanie przeciwko sąsiadom. Zresztą trzynaście miesięcy temu właśnie po zwycięskim finale z Hiszpanami triumfowaliśmy w Lidze Narodów. Wiem, że dopiero po rzutach karnych, ale ten wynik obie drużyny będą mieć z tyłu głowy w Dallas.

Za wami dużo trudniejszy – mam wrażenie – mecz w 1/16 finału niż za Hiszpanami. To może mieć znaczenie?

- To prawda. Hiszpanie pokonali Austriaków, których jakość w tym meczu – i chyba w całym turnieju – nie była wielka. Wiem, że obserwatorom zostało w głowie raczej to, jak widowiskowo i efektownie grała Hiszpania. Bo my z Chorwatami, zawsze groźnymi, zawsze dobrze grającymi, mieliśmy „ciężary”. Ale przecież to jednak był rywal z innej, wyższej, półki. Po tym, co zobaczyłem w wykonaniu Portugalczyków, jestem pewien, że awansujemy.

Chorwaci napędzili wam jednak sporo strachu!

- Owszem. A jednak to my gramy dalej.

Co będzie kluczowe dla was w tym spotkaniu?

- Postawa w grze defensywnej. Jeśli będziemy bronić tak jak w pierwszej połowie mecz z Chorwacją, będzie dobrze. Jeśli tak jak w drugiej – może być różnie. Po przerwie mieliśmy zdecydowanie za dużo problemów z dośrodkowaniami rywali, za dużo było chaosu w naszej obronie. Zwłaszcza w ostatnich 20-25 minutach. Nie możemy dopuszczać do tak wielu dograń w pole kare, bo znów będą kłopoty. Wiadomo, że Hiszpanie mają moc w ofensywie. Z drugiej strony – w dotychczasowych meczach zdobyliśmy tyle goli, ile oni: osiem

Z tego ponad połowę – z Uzbekistanem. Z DR Konga był niespodziewany remis, z Kolumbią – momentami byliście zdominowani przez przeciwnika. To pana nie martwi?

- Jesteśmy w zupełnie innej fazie turnieju, nie ma co oglądać się wstecz, na mecze grupowe. Kongo? Strzeliliśmy pierwsi bramkę, być może wydawało się chłopakom, że bez wysiłku prowadzenie dowiozą do końca... Dlatego chwilami brakowało determinacji i skończyło się 1:1. Kolumbia? Pewni byliśmy awansu, wystarczał nam do niego remis, więc nie było wielkiej intensywności w naszej grze. Ale to nie była ta sama Portugalia, którą teraz zobaczymy w meczu z Hiszpanią. Stawka, tempo, zaangażowanie – to wszystko na tym etapie będzie już zupełnie inne. Już nie ma czasu na pasywność, na oszczędzanie sił, jak to się nam przydarza czasem w meczach z pozornie słabszymi przeciwnikami.

Na mecze z „sąsiadem” mobilizacja jest inna?

- A czy derby Benfiki ze Sportingiem są inne od każdego innego meczu ligowego? Oczywiście. To spotkanie z kategorii tych, które każdy piłkarz uwielbia rozgrywać. Na pewno będzie efektowna, ofensywna gra. No i będzie też wiele emocji, wiele agresji, czasem nawet złośliwości.

Aż po czerwone kartki?

- Mam nadzieję, że nie. Że obejdzie się bez „afer” i bez brzydkich fauli.

Mina Cristiano Ronaldo w momencie zdjęcia go z boiska w meczu z Chorwacją przez trenera Roberto Martineza była jednoznaczna: „nie podoba mi się to”. Myśli pan, że ta decyzja wpłynie na stosunki między panami?

- Żaden zawodnik – zwłaszcza w takim momencie meczu – nie lubi schodzić z boiska, więc emocjom Cristiano trudno się dziwić. Rozumiem go, bo przecież grał dobre spotkanie, i miał akurat dobry w nim moment. Gol z karnego, nieuznana bramka – „działo się” w jego wykonaniu. Ale przecież wciąż było 1:1 w tamtej chwili i trener musiał szukać rozwiązań, próbować czegoś nowego. I zwycięskiego gola strzelił właśnie rezerwowy, Goncalo Ramos! CR7 wciąż jest numerem jeden, ale zmiany w trakcie to coś oczywistego. Musimy być gotowi na grę bez niego, mieć przygotowane warianty na jego nieobecność.

Z Hiszpanią zagra od początku?

- Nie wątpię w to. Jak zawsze przeciwko Hiszpanii, będzie mieć ogromną motywację, to będzie nasza wielka wartość dodana. Jest niezbędny w takim spotkaniu.

Na Cristiano Ronaldo patrzeć będzie cały świat. A kto, pańskim zdaniem, może okazać się czarnym koniem?

- Od samego początku turnieju liczę na wielki mecz Bruno Fernandesa. To jest piłkarz który może – i powinien! - robić różnicę.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Flavio Paixao. Fot. Piotr Matusewicz/Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się