Jeszcze jedna klątwa
Siedlczanie to jeden z najbardziej niewdzięcznych rywali Niebiesko-czerwonych. Jeszcze z nim meczu o punkty nie wygrali!
Kamil Wojtyra wciąż potrafi umknąć obrońcom rywali. Ale w Polonii przydałby mu się równie skuteczny konkurent i zmiennik. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
POLONIA BYTOM
Czy dwa i pół roku to w piłce dużo? Najwyraźniej tak, jeśli pod uwagę bierzemy losy klubu, który w tym okresie szedł w górę w ligowej hierarchii – takiego, jak Polonia. Skąd ta refleksja? W marcu 2024 na drugoligowych murawach Bytomianie stoczyli fascynujący wyjazdowy bój z Pogonią Siedlce. Byli wówczas beniaminkiem II ligi, balansującym jeszcze tuż nad strefą spadkową. Gospodarze mieli inny cel: walczyli – jak się później okazało: skutecznie – o awans.
Skuteczna pogoń Pogoni
Niewiele ponad tysiąc widzów zobaczyło wówczas niezwykłe widowisko. Do przerwy – co więcej, ledwie po pół godziny gry – poloniści niespodziewanie prowadzili aż 3:0! Nie zabrali jednak trzypunktowej zdobyczy; w ciągu 17 minut drugiej połowy Pogoń przeprowadziła skuteczną... pogoń, skończyło się remisem 3:3. Dla potrzeb tych rozważań dodajmy, że dwie spośród trzech bramek dla Polonii zdobył wówczas Kamil Wojtyra, a na boisku – prócz niego – w niebiesko-czerwonej koszulce pojawiło się jeszcze tylko dwóch innych zawodników, do dziś wciąż ją zakładających: Konrad Andrzejczak i Lucjan Zieliński. Akurat ten tercet u progu obecnego sezonu znów prezentuje dobrą dyspozycję. U nich przez dwa i pół roku zatem niewiele się zmieniło. Poza nimi – szatnia Polonii zmieniła się diametralnie.
Wciąż bez wygranej
Wróćmy wszak do konfrontacji polonijno-pogonijnych. Podział punktów przyniosło także bytomskie spotkanie obu ekip (1:1) w II lidze. Kolejne rozdziały pisano już na zapleczu ekstraklasy, w minionym sezonie. W Siedlcach było gładkie 2:0 dla gospodarzy, w Bytomiu podopieczni (jeszcze wówczas) Patryka Czubaka wypuścili prowadzenie, które dał im – a jakże – Wojtyra, i tylko zremisowali 1:1. Jak widać, zwycięstwa z ekipą z Mazowsza jeszcze się Ślązacy nie doczekali!
„Balans” - ważne słowo
Czy klątwę uda się przełamać w piątkowy wieczór przy Piłkarskiej? Tydzień temu Bytomianie bardzo liczyli na skończenie kiepskiej passy meczów z ŁKS-em. - Chcieliśmy „odczarować” tego rywala, nie udało się – wzdycha po końcowym gwizdku Mikołaj Łabojko, nawiązując także do inauguracyjnego spotkania z Wartą Poznań (4:3). - Te dwa mecze mogą napawać optymizmem. Jeszcze przyniesiemy sporo radości sobie i kibicom – dodawał.
- Z podniesionym czołem wracamy do Bytomia – wtórował swemu podopiecznemu trener Konrad Gerega. - Piłka to gra momentów, a my popełniliśmy dwa proste błędy. Mam zasadę, by nie bujać się od ściany do ściany, tylko zachować balans. Więc pracujemy dalej – deklarował. Pięć zdobytych już w lidze goli plasuje Polonię w gronie najskuteczniejszych zespołów I ligi. Pięć straconych nie wystawia z kolei najlepszego świadectwa grze defensywnej całej drużyny. Stąd słowo „balans”, użyte przez szkoleniowca, jawi się ważnym w kontekście przygotowań do kolejnych spotkań.
Ten „balans” jest istotny nie tylko w samej grze, ale i w sytuacji kadrowej – zwłaszcza w ofensywie. Bytomianie wciąż szukają gracza na pozycję „osiem”, ale także – a może przede wszystkim – napastnika. Po chirurgicznej interwencji najpewniej tę jesień będzie mieć straconą Jakub Arak, więc jedynym konkurentem Wojtyry pozostaje niespełna 18-letni Dylan Harwin.
Spoglądanie na Raków
Przy Piłkarskiej z uwagą spoglądali więc od pewnego czasu na transferowe roszady w Rakowie. Plotki, że pod Jasną Górę trafi iracki snajper Ali Al-Hamadi, przyjęto z dużym zainteresowaniem: otwierałoby to drogę do wypożyczenia przez Polonię perspektywicznego Adama Basse, mającego za sobą już gry ligowe i pucharowe w szeregach Medalików. Poślizg w kontrakcie Irakijczyka sprawia, że i Polonia musi się uzbroić w cierpliwość. Była też w Bytomiu rozważana inna opcja. Jakie są jej losy? Przy nazwisku Sebastiana Musiolika wciąż figuruje dopisek „do wzięcia” po rozwiązaniu przezeń kontraktu z AE Kifisia...
(DaL)
