Jesteśmy mocni u siebie
Rozmowa z Fabianem Bzdylem, piłkarzem MSK Żylina
Fabian Bzdyl (na pierwszym planie z lewej) wierzy, że w rewanżu w Katowicach zdobędzie gola. Fot. mskzilina.sk
MSK Żylina pokazał się z naprawdę dobrej strony przeciwko GKS-owi Katowice. Jak to się dzieje, że tak młody zespół, którego średnia wieku wyjściowej jedenastki wynosiła w czwartek 23 lata, gra na tyle dojrzale, że rywale z Górnego Śląska nie mieli okazji na odrobienie strat?
- Szczerze mówiąc sam nie wiem, jak to się dzieje. U siebie jesteśmy naprawdę mocni. Kiedy tylko jest mecz o stawkę, w Żylinie gramy bardzo dobrze, zawsze jesteśmy na tym stadionie w dobrej formie. Niestety, trochę gorzej to wygląda na wyjazdach. Natomiast już teraz, na start sezonu, widać było, że nasze boisko nam służy. Wygraliśmy tu z Hajdukiem Split 2:1 (w 1. rundzie eliminacji Ligi Europy; MSK przegrał dwumeczu 2:3 – przyp. red.), a los chciał, że zagraliśmy tutaj też w poprzednim sezonie w finale Pucharu Słowacji, w którym pokonaliśmy FC Koszyce 3:1. Teraz wygraliśmy z GKS-em, więc to świadczy o tym, że w ważnych meczach u siebie jesteśmy silni. To jest nasza ziemia i nie oddamy jej za darmo.
Ucieszył się pan, gdy po losowaniu okazało się, że zagracie z GKS-em Katowice, że za tydzień będzie pan mógł powrócić do Polski po roku przerwy, żeby zaprezentować się przed rodakami?
- Tak, nawet bardzo się ucieszyłem, ale także z powodu tego, że Polacy przyjechali na Słowację. Ucieszyło mnie to, że będę miał okazję sprawdzić się na tle ekstraklasowego zespołu.
Jednobramkowa przewaga przed rewanżem w Katowicach to dużo czy mało?
- Przede wszystkim fajnie, że wygraliśmy, ponieważ przed meczem taki wynik brałbym w ciemno. Jesteśmy zadowoleni z wygranej 2:1 i chcemy to utrzymać w rewanżu, żeby awansować.
Z trybun wyglądało, że bramka stracona na początku spotkania napędziła was. Tak też czuł pan na boisku?
- Dośrodkowanie Bartosza Nowaka było bardzo dobre, trafiło na głowę Lukasa Klemenza, ale poza tym nie przypominam sobie żadnej stuprocentowej okazji GKS-u… Ten mecz przypominał mi trochę nasze zeszłosezonowe spotkanie w 1/16 finału młodzieżowej Ligi Mistrzów z Liverpoolem przed własną publicznością. Też straciliśmy szybko bramkę i też wygraliśmy 2:1. Moim zdaniem dobrze się stało, że gola straciliśmy już w 6 minucie, a nie przykładowo w 40, bo mieliśmy czas, żeby się obudzić i zrehabilitować.
We wspomnianym meczu z Liverpoolem zdobył pan bramkę…
- Chciałbym zdobyć też bramkę w dwumeczu z GKS-em. Wierzę, że tak się stanie we czwartek w Katowicach!
Jak panu się żyje na Słowacji, jak czuje się pan w Żylinie?
- Czuję się tu świetnie, mamy bardzo młodą drużynę i jest to bardzo dobry klub dla takich zawodników, jak ja, którzy mają 18 lat i chcą się wypromować. W Żylinie grał też Jakub Kiwior. Przyszedłem do klubu z takim nastawieniem, żeby – podobnie jak Jakub – wypłynąć na szerokie wody. Jeżeli chodzi o życie na Słowacji, nie różni się ono szczególnie od Polski. Oczywiście, Żylina to nie Kraków, w którym się wychowałem, natomiast jest to odpowiednie miejsce, żeby postawić pierwszy krok w karierze poza domem.
Rozmawiał Kacper Janoszka
