Jestem dumny z drużyny
Rozmowa z Maksymem Chłaniem, skrzydłowym Górnika Zabrze
Maksym Chłań (z prawej) w starciu z Kacprem Dudą. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
- Jestem szczęśliwy, że piłka wpadła do bramki, ale nie skupiałem się na trafieniu, bo zaraz po nim graliśmy w osłabieniu (czerwoną kartkę ujrzał Sondre Liseth – przyp. red.), więc trzeba było biegać i bronić. Łatwo nie było, ale prowadzenie udało się utrzymać, więc jesteśmy bardzo szczęśliwi.
A jak oceni pan sam mecz?
- Był trudny, bo po wspomnianej czerwonej kartce trzeba się było cofnąć i głównie grać z tyłu. Wisła jest bardzo ofensywnie nastawionym zespołem, grającym piłkę za plecy. Nie było łatwo sobie z tym poradzić, ale daliśmy radę i jestem dumny z drużyny. A ten wolny, po którym zdobyłem bramkę? Jest u nas wielu dobrych wykonawców więc się zmieniamy. Dobrze, że jest taka rywalizacja. Ja czułem, że dobrze strzelę i tak było.
Jaki był plan na to spotkanie?
- Wisła to bardzo ofensywny zespół. Czasami lepiej się cofnąć i złapać ją na kontrę. Nasz sztab jest bardzo mądry, staramy się tak wszystko rozgrywać, żeby przystosować się pod rywala, do sposobu, w jaki gra. Czasami trzeba się cofnąć, czasami trzeba zapressować, stąd robiliśmy taki miks. Dobrze to wyglądało, taktyka była dobrze dostosowana.
Trzeci mecz w lidze, trzecia wygrana i komplet punktów na starcie rozgrywek. Na co Górnika stać w tym sezonie?
- Nie chciałbym patrzeć aż tak do przodu, bo teraz gramy mecze co trzy dni i trzeba się skupiać na każdym kolejnym. W czwartek gramy w europejskich pucharach z Monaco i już myślimy o tym spotkaniu. Skupiamy się na tym, co dziś, jutro, a nie spoglądamy na dalekosiężne cele. Tak do tego podchodzimy. Mam nadzieję, że teraz poprawimy się jeszcze w eliminacjach Ligi Konferencji i będzie dobrze.
Był moment, że stracił pan miejsce w wyjściowym składzie, teraz znowu pan gra. Co pan czuł, kiedy mecze z Fenerbahce czy Ferencvarosem zaczynał na ławce?
- Jest wiele zmian w składzie, potrzebna jest rotacja, bo gramy co trzy dni. Może nie złapałem jeszcze rytmu... Taka była decyzja trenera i ją akceptowałem. Jeżeli nie wychodzę w pierwszej jedenastce, to pracuję, robię swoje, żeby do niej wrócić. Tak do tego podchodzę.
Mecz z Wisłą Kraków pokazał, że wraca pan na odpowiednie tory. To było już to, czego pan od siebie oczekuje?
- Jeszcze nie. Mogę zrobić jeszcze więcej dla drużyny - chodzi mi przede wszystkim o wypracowywanie sytuacji. Nie jest jednak tak łatwo grać na pełnym gazie co trzy dni i cały czas dawać z siebie maksa. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby się rozkręcić, żeby pokazać swój potencjał.
Niewielu daje wam szanse na wygraną w starciu z AS Monaco, utytułowanym i silnym przeciwnikiem, który ma w składzie znane nazwiska. Jak pan podchodzi do tego dwumeczu?
- Graliśmy z Fenerbahce czy Ferencvarosem, więc z bardzo dobrymi drużynami i te mecze pokazały, że z silnymi ekipami możemy rywalizować. Potrzeba trochę szczęścia i utrzymania rywala z tyłu. Na pewno stać nas na dobry wynik, bo spotkania, które rozegraliśmy, pokazały, że potrafimy stwarzać sytuacje, zagrażać rywalom. Gramy swoje, pokazujemy, że możemy grać ofensywnie i nie patrzymy, z kim przychodzi nam rywalizować.
Z końcem sierpnia zamknie się okienko transferowe. Zostanie pan w Górniku?
- Nie skupiam się na tym i nie myślę o tym. Były już w moim życiu sytuacje, że myślałem o innym klubie i nie byłem skoncentrowany na treningach, meczach. Muszę robić swoje, anie patrzeć, co się pisze w mediach, co się mówi, co robi mój agent. Jeżeli znajdzie się oferta, która będzie satysfakcjonująca dla wszystkich stron, to wtedy wszystko może się wydarzyć. Ja nie powiem, że chcę odejść – walczę do końca i robię swoje.
Rozmawiał Michał Zichlarz
