Jeśli kogoś wypatrzę, dostanie szansę
Rozmowa z Patrickiem Hansenem, nowym menedżerem Włókniarza
Patrick Hansen na tor już nie wróci. Teraz chce się sprawdzić jako menedżer. Fot. Dawid Figura/PressFocus
Zdradźmy trochę kulis, jak Patrick Hansen trafił do Włókniarza?
- Jakiś czas temu dostałem telefon z klubu, czy w ogóle byłbym zainteresowany taką współpracą. Miałem trochę czasu, żeby to przemyśleć i powolutku posuwaliśmy się do przodu w negocjacjach. Doszedłem do wniosku, że chcę spróbować, a dodatkowo będę blisko domu, bo mieszkam na co dzień w Rybniku. Uznałem, że to dobry moment na wejście do tego zawodu.
Nie miał pan wątpliwości przed podjęciem decyzji? Sytuacja w tabeli Włókniarza jest bowiem beznadziejna.
- Trochę te negocjacje trwały. To nie było tak, że wszystko załatwiliśmy w jeden dzień. Od pierwszej rozmowy minął nieco dłuższy okres. Nie narzekałem aktualnie na brak pracy, bo roboty miałem dużo w ostatnim czasie. Po zakończeniu kariery prowadząc szkółkę w Rybniku miałem takie marzenie, aby kiedyś poprowadzić jakąś drużynę jako pierwszy trener. Patrząc na tabelę na pewno jest bardzo ciężko, ale to jest właśnie wyzwanie, bo idąc do Lublina czy Wrocławia, to można w zasadzie punkty wpisywać do programu, ewentualnie zastanawiać się, którego juniora puścić w biegu nominowanym. Trudność tego zadania w Częstochowie w jakimś sensie mi się podoba i mobilizuje.
Są racjonalne argumenty za tym, że ten sezon zakończy się utrzymaniem?
- Pojedynczy zawodnicy potrafią robić dwucyfrówki, ale zawsze jest tak, że jak ktoś ma lepszy mecz, to inny akurat jedzie słabiej. Fajnie by było jakby w tych decydujących meczach w końcu wszyscy trafili z formą jednego dnia. Będę rozmawiał z zawodnikami i starał się im pomóc. Z Rohanem Tungatem miałem już okazję i widzę, że u niego idzie to w dobrą stronę, właśnie awansował do Grand Prix.
Ten awans wywalczony na torze w Terenzano może być dla niego takim dodatkowym bodźcem do dobrej jazdy?
- Na pewno doda mu to dużo pewności siebie. Awans do Grand Prix to taki moment dumy, który daje kopa i widać to już było podczas niedzielnego meczu Polska – Australia, potrafił walczyć nawet z Bartoszem Zmarzlikiem. Widać, że coś ruszyło u niego do przodu, a sprzętu ma naprawdę sporo. To jest dobry moment sezonu dla niego.
Bierze pan pod uwagę, aby na decydujące mecze zakontraktować jakiegoś dodatkowego zawodnika z zewnątrz?
- Ciężko to widzę, bo obecnie rynek wygląda tak, że najlepszy wolny zawodnik to ja, a już kariery nie wznowię (śmiech).
To może Nicki Pedersen? Kilkanaście lat temu był gwiazdą Włókniarza.
- Nie, takiego tematu w ogóle nie ma. Potrzebuję chwilę czasu, aby to wszystko przeanalizować.
Nie da się znaleźć „drugiego Bena Cooka”, który kiedyś jako anonimowy zawodnik przebojem w środku sezonu wdarł się do składu Unii Leszno? Da się kogoś takiego jeszcze znaleźć?
- Myślę, że tak. Śledzę na bieżąco inne ligi i jeśli kogoś takiego wypatrzę, to warto będzie dać mu szansę. Będę chciał też otworzyć treningi dla młodych zawodników. Nie tylko z Polski, ale również z innych krajów, aby wyłapać talenty na poziomie świeżaków. W Danii czy Australii jest wielu młodych utalentowanych zawodników, a ciekawe jest to, że tam nie ma żadnego szkolenia. Talenty jednak się pojawiają, jeśli do tego dostaliby pomoc z polskiego klubu mogliby się bardzo szybko rozwijać. Rozmawiam płynnie w trzech językach, więc jestem w stanie się dobrze z nimi komunikować.
Czynnik mentalny w kontekście walki o utrzymanie również wydaje się istotny. Akurat pana historia najlepiej dowodzi temu, że niemożliwe nie istnieje i nigdy nie wolno się poddawać. Wykorzysta pan to jako argument motywacyjny?
- Każdy ma swój sposób na motywację. Na pewno nie będę włączał zawodnikom serialu o mnie na telebimie, bo nie o to w tym chodzi. Szczerze mówiąc może lepiej nie rozmawiać o mojej kontuzji, bo na niektórych zawodników to może mieć zły wpływ. Będziemy szukać na pewno rozwiązań indywidualnych dla każdego.
Umowę podpisał pan tylko do końca sezonu, ale rozumiem, że poważnie brana pod uwagę jest dłuższa współpraca, nawet po ewentualnym spadku?
- Z mojej strony tak. Jak wspominałem, chciałem wejść w ten zawód, bo bardzo mnie to interesuje. Zarówno Włókniarz, jak i ja mamy okazję, żeby się sprawdzić. Potem zobaczymy co dalej.
Rozmawiał Mariusz Rajek
