Jego nazwisko otwierało w Afryce każde drzwi
Zmarł Wiesław Grabowski, człowiek o wielkim sercu, mający za sobą niezwykłą karierę. Jedyną taką w polskim futbolu.
Wiesław Grabowski (1955-2026). Fot. arch. ZIFA
Na tę wiadomość kilkorgu z nas w redakcji „Sportu" ścisnęło serce, mieliśmy bowiem zaszczyt poznać Wiesława Grabowskiego w trakcie wypraw po Afryce...
Z Zabrza na cały świat
Urodzony w Zabrzu zapowiadał się na nie byle jakiego piłkarza w zespole juniorów Górnika. Plany i marzenia przerwała kontuzja. Nie zamierzał jednak rozstawać się ze sportem, więc odnalazł nową ścieżkę – zaczął odnosić sukcesy jako trener i menedżer. Władający trzema językami Grabowski po ukończeniu warszawskiej AWF wszedł w drugiej połowie lat 70. do sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski Jacka Gmocha. Do jego zadań należało podróżowanie po świecie i analizowanie rywali Biało-czerwonych.
Z Polski wyjechał w 1981 roku na kilkanaście dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. Szlifował fach w Niemczech – skończył prestiżową Akademię Trenerską w Kolonii oraz Instytut Sportu w Wyższej Szkole Sportowej – a także w Anglii, gdzie odbył specjalistyczny kurs menedżerski. Wkrótce rozpoczął wielką afrykańską przygodę, a właściwie - wręcz afrykańskie życie. Wrósł w kontynent, który poznał jako mało kto z Europejczyków. W latach 1983-84 prowadził narodową reprezentację Zambii (osiem zwycięstw i jedna porażka). Po krótkim epizodzie w Kenii przeniósł się do Zimbabwe na zaproszenie tamtejszej federacji piłkarskiej.
Właśnie wtedy zadomowił się w Harare, stolicy Zimbabwe, państwa, które niepodległość zyskało niewiele wcześniej. Ma olbrzymi wkład w rozwój piłki nożnej na południu Afryki.
W 1995 roku odniósł jeden z najgłośniejszych sukcesów na szczeblu reprezentacyjnym – prowadzona przez niego kadra Zimbabwe U-23 wywalczyła jako gospodarz srebrny medal Igrzysk Afrykańskich. Wiesław Grabowski czterokrotnie prowadził reprezentację seniorów Zimbabwe, często obejmując ją w trudnych momentach organizacyjnych i sportowych. Na początku 2002 roku poprowadził kadrowiczów jako trener tymczasowy podczas turnieju na Bliskim Wschodzie, a w marcu 2002 oficjalnie objął stanowisko selekcjonera seniorów. Jego ostatnia przygoda z pierwszą reprezentacją trwała krótko – w maju tego samego roku został zwolniony po porażce 0:2 z Suazi w ćwierćfinale Cosafa Castle Cup na National Sports Stadium. Przez wiele lat pełnił również rolę oficjalnego doradcy tamtejszej federacji.
Trener, prezes, mentor
W Zimbabwe działał wielotorowo – był trenerem, prezesem i właścicielem klubu Darryn Textiles (przekształconego później w Darryn T, a następnie DT Africa United). Zbudował zespół oparty na młodzieży, często pochodzącej z bardzo trudnych środowisk. W 1992 roku jego młoda drużyna sięgnęła po Puchar Zimbabwe, rozbijając w finale utytułowany CAPS United 4:0. Był to absolutny triumf jego filozofii: talent trzeba dostrzec, a młodemu człowiekowi należy dać prawdziwą szansę. W Harare stworzył autorską akademię piłkarską, przez którą przewinęły się setki młodych zawodników. Zapewniał im nie tylko treningi taktyczne i techniczne, ale również wyżywienie, oporządzenie, edukację oraz wsparcie. Jego dom był dla nich otwarty przez całą dobę. Dla podopiecznych nie był po prostu szkoleniowcem. Był kimś znacznie więcej – mentorem, opiekunem i zastępczym ojcem.
Dzięki jego szerokim kontaktom, determinacji i bezkompromisowej wierze w młode talenty, setki zawodników z Zimbabwe zyskały szanse na wielkie kariery. To Grabowski organizował im pierwsze wyjazdy do Europy, często wtedy, gdy sami nie wiedzieli jeszcze, na jakiej mapie leżą kraje, do których trafiają. Wśród wychowanków, odkryć i podopiecznych Wiesława Grabowskiego znaleźli się m.in. Norman Mapeza – kapitan reprezentacji Zimbabwe i późniejszy ceniony szkoleniowiec, Dickson Choto – legenda i wieloletni obrońca Legii Warszawa, Takesure Chinyama – król strzelców polskiej ekstraklasy w sezonie 2008/09, Costa Nhamoinesu – gwiazda Zagłębia Lubin i Sparty Praga, a także Prince Matore, Shingirai „Shingi” Kawondera, Kalisto Pasuwa, Engelbert Dinha, Clemence Matawu, Gift Muzadzi, Lloyd Chitembwe czy Alois Bunjira.
- Po prostu brak mi słów. Poznałem Grabowskiego w 1989 roku, kiedy wciąż grałem w drużynie Darryn T do lat 16. Grałem ja, Lloyd Chitembwe, Alois Bunjira i między innymi Gift Muzadzi. Rok później poprosił nas, żebyśmy trenowali z pierwszym zespołem, a w tamtym czasie grali tam doświadczeni zawodnicy, jak John Phiri, David Mwanza. Zaczęliśmy trenować z pierwszą drużyną i ten człowiek, Grabowski, naprawdę się nami zaopiekował. Byliśmy dla niego jak dzieci. Jego dom był dla nas otwarty 24 godziny na dobę – wspomina Norman Mapeza, który potem grał w polskiej lidze, ale również w Galatasarayu.
To właśnie Grabowski odważnie wprowadzał nastolatków do seniorskiego futbolu, łamiąc schematy i udowadniając, że o grze decydują umiejętność i charakter, a wiek to tylko cyfra. Podkreślał to również Stuart Murisa: - Zobaczył nas w drużynie U-16 i w rezerwach Darryn T, a potem zostaliśmy zaproszeni na treningi z pierwszym zespołem. Tak się zaczęło. Był pierwszą osobą, która dała nam zadebiutować. Przeniesiono nas z U-16 prosto do pierwszej drużyny i powierzenie gry dzieciakom było z jego strony bardzo odważną decyzją. Mieliśmy w Darryn T doświadczonych graczy, ale Grabowski powtarzał, że doświadczenie to nie wiek, tylko to, jak grasz i jak się zachowujesz - podkreśla.
Murisa zapamiętał go jako człowieka o ogromnej pasji, niezwykle wymagającego, ale też barwnego i dowcipnego. - Lubił żartować, ale traktował wszystko niezwykle poważnie. Kiedy przychodziło do piłki, nie było żartów. Potrafił nakrzyczeć na mnie na treningu, gdy popełniłem błąd. Chwilę później przysyłał kogoś, żeby mnie zawołał, rozmawialiśmy o tym i znów wszystko było w porządku.
Kochał afrykańską sztukę
O licznych sukcesach na afrykańskich boiskach przypominały puchary i medale zgromadzone w jego domu. Grabowski z pasją oddawał się też kolekcjonowaniu afrykańskiej sztuki i pamiątek. W jego rezydencji w Harare podziwialiśmy efektowne maski wojowników z Beninu i Senegalu, tradycyjny tam-tam, zdobioną drewnianą skrzynię, a także unikalne wyroby z kości słoniowej, hebanu czy malachitu. Podłogi zdobiły skóry lwów i zebr, a gdzieniegdzie zwisały długie skóry węży.
Podziwialiśmy, bo mieliśmy szczęście go odwiedzić. Kiedy po raz pierwszy w życiu jedziesz do Afryki, masz dwadzieścia kilka lat i jesteś oddalony o tysiące kilometrów od domu i rodziny, naturalnie odczuwasz niepokój. Dokładnie tak czuliśmy się podczas dalekich wypraw na południe Afryki w latach 90. Gdy po raz pierwszy byliśmy w Zimbabwe, Wiesław wraz z żoną Krystyną, lekarką, przyjęli nas wspaniale. Zapewnili nam nocleg, wyżywienie i dali samochód, którym zjechaliśmy Zimbabwe, część z nas także RPA i Namibię.
Pokazali nam Afrykę od kulis. Nie taką z pocztówek, którą widzą turyści, ale prawdziwą – pachnącą czerwoną ziemią, pełną skrajności, niezwykłej gościnności i prawdziwego lokalnego życia. Wiesław otwierał przed nami drzwi, które dla zwykłych przybyszy z Europy były szczelnie zamknięte. Zawsze ciepły, niezwykle barwny i sercem wciąż związany z Polską, choć jego drugim domem stało się Harare.
Jego nazwisko otwierało każde drzwi. Tylko dzięki jego interwencji u ministra informacji Zimbabwe w ogóle wjechaliśmy do kraju, także załatwił transport z ambasadorem Polski w Zimbabwe do Lusaki. Nie byliśmy wyjątkiem. Dom państwa Grabowskich był zawsze otwarty. Gościli w nim polscy trenerzy, którym Wiesław Grabowski pomagał szukać talentów, znani dziennikarze, artyści, politycy, lekarze - jak choćby Zbigniew Religa.
Przy okazji przekonaliśmy się, jak wielkim szacunkiem w Afryce cieszył się Wiesław Grabowski. Sławy mogli mu pozazdrościć dzisiejsi celebryci. Każdy tam chciał mu uścisnąć dłoń, porozmawiać o piłce czy po prostu pozdrowić.
Dziedzictwo pioniera
Wkład Wiesława Grabowskiego w rozwój futbolu doceniła zimbabweńska federacja piłkarska (ZIFA), wydając oficjalne oświadczenie: „Pośród jego licznych osiągnięć było doprowadzenie reprezentacji Zimbabwe do lat 23 do historycznego srebrnego medalu na Igrzyskach Afrykańskich w 1995 roku, których Zimbabwe było gospodarzem – przełomowy sukces, który pozostaje jednym z najdumniejszych momentów w historii młodzieżowej piłki nożnej w tym kraju. Futbol w Zimbabwe stracił prawdziwego pioniera, mentora i oddanego sługę tego sportu. Jego dziedzictwo będzie nadal inspirować pokolenia graczy, trenerów i działaczy piłkarskich”.
Żył 71 lat. Msza Święta żałobna zostanie odprawiona we wtorek w Archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach o godz. 9.00. Po niej będą uroczystości pogrzebowe na cmentarzu parafialnym przy ul. Francuskiej.
Piotr Płatek, Michał Micor, Paweł Czado
