Jedyne takie złoto

Montreal, 30 lipca 1976 roku. Najpierw blisko dwie i pół godziny heroicznej walki, a potem wybuch radości. Polacy pokonali Związek Radziecki i zostali mistrzami olimpijskimi!

Pół wieku temu Polacy dokonali wielkiego wyczynu i tak się z niego cieszyli. Fot Igrzyska olimpijskie 1976

Uwaga Czernyszow! I aut! Aut, nie było bloku! - krzyczał do mikrofonu komentator Telewizji Polskiej Wojciech Zieliński. To była ostatnia piłka olimpijskiego finału, w którym Biało-czerwoni pokonali ZSRR 3:2 i zostali mistrzami olimpijskimi. I choć od tego momentu minęło właśnie 50-lat, a polska siatkówka odniosła wiele sukcesów, olimpijskiego złota nie udało się ponownie wywalczyć.
A Czernyszow? Cóż, towarzysze ze Związku Radzieckiego takich błędów nie wybaczali. - Po tym meczu doznałem szoku nerwowego. Całymi godzinami mogłem siedzieć w bezruchu. Z domu prawie nie wychodziłem. Wszyscy wskazywali palcami - to ten, co przegrał drużynie finał olimpijski! Chudłem przerażająco, ważyłem osiemdziesiąt dwa kilo, dziesięć mniej, niż zwykle. Było mi wszystko jedno. Ten fatalny, niesamowity czwarty set... Śnił mi się miesiącami po nocach, a ja budziłem się z przekonaniem, że to nieprawda, że to nie mogło się zdarzyć... - zwierzył się po latach w rozmowie ze Zdzisławem Ambroziakiem.

Młody z pomysłem

Do Montrealu Polacy jechali w glorii mistrzów świata. Wywalczyli je dwa lata wcześniej w Meksyku, dwukrotnie ogrywając m.in. głównego faworyta ZSRR w grupie 3:0 i w fazie finałowej 3:2. Twórcą sukcesu był zaledwie 32-letni Hubert Jerzy Wagner. Dopiero co ze swoimi podopiecznymi rywalizował na parkiecie. Nawet nie miał skończonych studiów na AWF. Powstała specjalna petycja przeciwnych wyborowi związku, ale działacze się nie ugięli.

Wagner, którego później przechrzczono na „Kata”, ze względu na katorżnicze treningi, które aplikował zawodnikom, nie krył, że w Montrealu interesuje go tylko złoto. Mało kto jego zapowiedzi brał na poważnie, tym bardziej że na igrzyska nie zabrał Stanisława Gościniaka. Magika rozegrania, wyróżnionego nagrodą MVP podczas MŚ 1974. Siatkarz wyjechał do USA, co nie spodobało się Wagnerowi. Ten uznał, że Gościniak złamał reguły i zrobiła się afera. W Kanadzie za rozegranie miał wiec odpowiadać Wiesław Gawłowski, gracz nie mniej zdolny co Gościniak. W kadrze na igrzyska zabrakło też miejsca dla Wiesława Czai oraz Zbigniewa Jasiukiewicza.

Wagner miał jednak plan, który konsekwentnie realizował od pierwszego dnia pracy jako selekcjoner. – Dałem im odpocząć, szykując ich do startu w igrzyskach. Była to też mała asekuracja, nie odkryłem wszystkich kart, choć oczywiście mistrzostwa nie odpuściłem, bo ja nigdy żadnego, nawet towarzyskiego spotkania nie odpuszczałem. Prawie na każdym turnieju, w którym startowaliśmy, zajmowaliśmy przecież pierwsze lub drugie miejsce. Zawsze siatkarzom powtarzałem, że nie interesuje mnie, jak są zmęczeni. Walczyć trzeba zawsze. I walczyli. Uwierzyli mi, że jest sens tego, co robią – tłumaczył w wywiadach szkoleniowiec.

Mistrzowie pięciosetówek

W Montrealu marzenia się ziściły. Droga do złota była jednak długa, kręta i bardzo trudna. Polakom szło jak po grudzie. Już w pierwszym spotkaniu z Koreą Południową wygrali dopiero po pięciu setach. Zresztą w drodze do finału aż cztery z sześciu meczów kończyły się w piątej partii. Najtrudniejszy był z Kubą. Biało-czerwoni byli już na krawędzi. W decydującej odsłonie przegrywali już bowiem 11:14. Najlepszy atakujący kubańskiej reprezentacji przy piłce meczowej uderzył jednak o kilka centymetrów za linią. Potem role się odwróciły. Polacy się podnieśli i wygrali na przewagi. Było 20:18.

Bić Ruskich

Finałowe starcie z ZSRR rozegrano 30 lipca. W Polsce był środek nocy. Mimo to zainteresowanie było gigantyczne. W czasach PRL starcia z „Wielkim bratem”, i to obojętnie w jakiej dyscyplinie, urastały do najważniejszych wydarzeń. – Im wyższą rangę miał funkcjonariusz, który nam towarzyszył, tym goręcej namawiał, żebyśmy dokopali Ruskim. Oczywiście namawiał po cichu – wspominał Wagner w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej”.

Rosjanie pałali żądzą rewanżu na porażkę w Meksyku. W Montrealu grali jak natchnieni. Do finału dotarli bez straty seta. Byli murowanymi kandydatami do złota.

Kontrowersyjna zmiana 

Polacy finał zaczęli w składzie: Wiesław Gawłowski, Tomasz Wójtowicz, Włodzimierz Stefański, Ryszard Bosek, Mirosław Rybaczewski i Edward Skorek. Mecz był wymianą ciosów. W pierwszym secie górą byli gracze z ZSRR – decydujący atak przestrzelił Bosek, w drugim lepsza była nasza drużyna. W trzecim znów lepiej grali Biało-czerwoni, ale rywale odrobili straty. Wtedy Wagner wprowadził na boisko ku zaskoczeniu wszystkich, w tym samym zainteresowanych – Marka Karbarza za dobrze grającego Rybaczewskiego. To był strzał w „10”, „Kat” po raz kolejny pokazał, że swoich podopiecznych zna na wylot. W finale coś mnie tknęło. Chociaż gdy Marek wchodził na boisko, to ręce mu się trzęsły i musiało minąć sporo czasu, zanim zaczął grać, jak oczekiwałem. Nie każdy ma nosa do zmian, to musi być dar od stwórcy – wspominał legendarny szkoleniowiec po latach.

Karbarz stał się cichym bohaterem finału, a jego ataki po rękach rosłych rywali przeszły do historii.

Mimo dobrej gry naszych siatkarzy Rosjanie wygrali trzecią partię, a czwarta? Tak ją opisał Krzysztof  Mecner w książce „Historia siatkówki – igrzyska olimpijskie”: „Czwarta partia jest niesamowita. Polska prowadzi 14:12, ma setbole, ale rywale nie dają za wygraną. Wyrównują. Za moment ZSRR ma meczbola przy wyniku 15:14, potem drugiego. Polakom nie drży jednak ręka w ataku. Drży za to znakomitemu Czernyszowowi, który dwa razy uderza w aut i to jest decydujący moment seta. Oba zespoły stanęły do decydującej partii, ale to Polacy byli przecież mistrzami piątego seta. Nic to, że partia rozpoczyna się od prowadzenia Rosjan 4:0. Biało-czerwoni wyrównują na 7:7, a potem nie oddają rywalom już żadnego punktu, wprawiając w osłupienie Rosjan i cały siatkarski świat!”

Dwa miesiące po igrzyskach w Kanadzie drogi Wagnera i jego podopiecznych się rozeszły. Szkoleniowiec zrezygnował z prowadzenia kadry.

(mic) 

DROGA DO ZŁOTA

Faza grupowa
Polska – Korea Płd. 3:2 (12:15, 6:15, 15:6, 15:5, 15:5)
Kanada – Polska 0:3 (4:15, 7:15, 6:15)
Polska – Kuba 3:2 (13:15, 10:15, 15:6, 15:9, 20:18)

Czechosłowacja – Polska 1:3 (15:8, 11:15, 5:15, 14:16)

Półfinał

Polska – Japonia 3:2 (15:17, 15:6, 15:6, 10:15, 15:10

Finał

ZSRR – Polska 2:3 (15:11, 13:15, 15:12, 17:19, 7:15)

 

MISTRZOWIE OLIMPIJSCY

◾  Wiesław GAWŁOWSKI (zm. 14.11.2000)
◾ Edward SKOREK
◾ Mirosław RYBACZEWSKI
◾ Tomasz WÓJTOWICZ (zm. 22.10.2022)
◾ Włodzimierz SADALSKI
◾ Włodzimierz STEFAŃSKI
◾ Ryszard BOSEK
◾ Marek KARBARZ
◾ Zbigniew ZARZYCKI
◾ Zbigniew LUBIEJEWSKI
◾ Lech ŁASKO
◾ Bronisław BEBEL
Trener Hubert WAGNER (zm. 13.03.2002)



Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się