Jednym radość, drugim smutek
W pierwszym dniu zawiedli dwaj średniodystansowcy, zaś w drugim ich dwie koleżanki, tyle że wśród pań poziom był zdecydowanie wyższy.
Mateusz Kołodziejski pewnie awansował do finału i w piątek powalczy o podium. Fot. PAP / Adam Warżawa
MISTRZOSTWA EUROPY
Skoczek wzwyż bydgoskiego Zawiszy, Mateusz Kołodziejski, nie tak dawno na zawodach w Monako zaliczył 2,27 i ustanowił rekord życiowy. To na pewno go wzmocniło mentalnie i przekonało, że w Birmingham można skakać wysoko. W eliminacjach zaliczył zaledwie jedną zrzutkę (2,19), a w pierwszej próbie pokonał 2,23 i nie miał problemów z awansem do finału. Poziom skoczków w porównaniu z poprzednimi sezonami obniżył się i skoki w okolicach 2,26-2,29 mogą przynieść medale.
Nie stawia celów
- Miałem nieudane mistrzostwa kraju w Białymstoku, ale Monako mnie przekonało, że forma nie uleciała – mówił Kołodziejski przed kamerami TVP Sport. - Eliminacje już za nami, zaś finał to będzie zupełnie inne otwarcie. Nie stawiam sobie żadnych celów i pragnę tylko skakać poprawnie technicznie. Nie wiem, dokąd to mnie zaprowadzi.
Mikołaj Szczęsny, jego kolega klubowy, miał smutną minę i nie tak sobie wyobrażał debiut w imprezie tej rangi. Jego rekord życiowy wynosi 2,26, ale w tym sezonie skakał o 9 cm niżej. Od początku konkursu męczył się okrutnie na każdej wysokości, począwszy od 2,10, którą zaliczył w drugiej próbie. 2,15 i 2,19 pokonał w trzecich próbach. 2,23 to dla Szczęsnego była granica zaporowa i zupełnie się pogubił. Wszystkie trzy skoki były fatalne technicznie i został sklasyfikowany na 16. miejscu, a przed kamerami telewizyjnymi nie miał wiele do powiedzenia, poza wyświechtanymi frazesami w stylu: pogubiłem się i nie byłem sobą.
Zapomniałem...
Damian Czykier, płotkarz z Białegostoku, uchodzi w środowisku za niezwykle pogodnego, choć los go nie oszczędza. Trzy tygodnie temu uszkodził żebro i w mistrzostwach kraju na własnym podwórku biegał z kontuzją, jednak nie utyskiwał, choć miał powody. Teraz w pierwszej serii pewnie zwyciężył z czasem 13,75 sek., ale biegano pod wiatr. To był, jak się później okazało, piąty czas trzech wyścigów. Czykier wyraźnie zwolnił przed metą, bo, jak potem wyjawił, zapomniał, że o kwalifikacjach do półfinału decydują czasy, a nie miejsca.
- To dziwny przepis, który do końca nie jest sprawiedliwy – wyjawił reporterowi TVP Sport. - Wykonałem plan minimum i sam nie wiem, na co mnie stać. Uraz został wyleczony i, mam nadzieję, że w kolejnym starcie powalczę o finał.
Tym razem powalczy już z Jakubem Szymańskim, który miał zapewnione miejsce w półfinale. Płotkarz z Sopotu nie kryje wysokich aspiracji, choć zdecydowanie lepiej wypada pod dachem.
Jestem gotowa!
Izabela Smolińska, specjalistka niskich płotków z Radomia, zaimponowała ambicją i walecznością na bieżni. Doskonale zdawała sobie sprawę, że konkurentki biegają szybciej i skuteczniej. Po raz kolejny pokonała 56 sek. i uzyskała 55,52, czyli zaledwie o 0,02 sek. gorzej niż jej rekord życiowy.
- Dopiero się oswajam z biegami przez płotki i cieszę się, że po raz kolejny pokonałam granicę 56 sek. Start w półfinale to kres, jak na razie, moich możliwości. Jeszcze nie znam decyzji trenera Aleksandra Matusińskiego, ale, jak będzie trzeba, chętnie wystąpię w biegu rozstawnym.
Na dystansie płaskim Smolińska ma rekord życiowy 52,32 sek, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by trener rozważył jej start w sztafecie. Jej deklaracja: jestem gotowa!
Kosmiczny poziom
By osiągnąć półfinał, trzeba było biegać pierwsze okrążenie poniżej 58 sek., zaś drugie niewiele wolniej – tak było podczas eliminacji pań na 800 m. Spore nadzieje wiązaliśmy z Anną Wielgosz, która w tym sezonie poprawiła rekord życiowy - 1:57,92 i to był szósty wynik w rankingu. Biegaczka z Rzeszowa trafiła do drugiej serii z Femke Broeders-Bol i, jak się okazało, uzyskano w niej najsłabsze rezultaty. Do półfinału awansowały po trzy pierwsze z czterech biegów oraz cztery z najlepszymi czasami. Wielgosz nie wytrzymała tempa i na finiszu dała się wyprzedzić. Zajęła 4. miejsce z czasem 2:00,96 i została sklasyfikowana na 25. pozycji. Na mecie była mocno rozgoryczona i nie potrafiła pogodzić się z porażką.
Z kolei Aleksandra Formella jeszcze do niedawna rywalizowała na dystansie jednego okrążenia, a teraz powoli przestawia się na 800 m. Biegaczka z Sopotu stratowała w ostatniej serii i zdecydowała się na podjęcia ryzyka. Poprowadziła w szybkim tempie bieg (58,00) i wszystko dobrze układało się do ostatnich 100 metrów. Nie wytrzymała narzuconego przez siebie tempa i uzyskała 2:00,63, czyli 0,11 gorzej od swojego rekordu życiowego i została sklasyfikowana na 24. miejscu. A najlepsze? Wystarczy wspomnieć o czterech: Brytyjka Kelly Hodgkins 1:57,28, Włoszka Elioso Coiro – 1:57,56, Niemka Smilla Kolbe – 1:57,80, Szwajcarka Andrey Werro – 1:57,83, a to przecież były zaledwie eliminacje i trudno przewidzieć co się będzie działo w kolejnych wyścigach. Poziom niebywały.
Dyskobol Damian Rodziak w swojej najlepszej próbie uzyskał 16. wynik eliminacji i – rzecz jasna – nie awansował do finału.
(sow)
Środa, 12 sierpnia
(4 FINAŁY)
11.35 - 100 m M (10-bój)
11.40 – dysk K el. gr. A (ew. Muszyńska, Zabawska)
12.05 - 400 m K el.
12.20 - w dal M (10-bój)
12.40 - 200 m K el. (Gajosz)
13.00 – dysk K el. gr. B (ew. Muszyńska, Zabawska)
13.20 - 800 m M półfinał (Ostrowski)
13.40 - kula M (10-bój)
13.55 - 400 m ppł. M półfinał
20:05 – wzwyż M (10-bój)
20.45 - młot K (Śmiech, Włodarczyk)
20.55 - 110 m ppł. M, półfinał (Szymański, Czykier)
21.20 - 200 m K półfinał (ew. Gajosz)
21.40 - trójskok M el.
21.50 - 400 m M (Szwed)
22.08 - 400 m ppł. K
22.22 - 400 m M (10-bój)
22.47 - 110 m ppł. M (ew. Czykier, Szymański)
