Jakby jutra miało nie być
Podopieczni Daniela Myśliwca wracali z Lublina z poczuciem dobrze wykonanego zadania, jednak na fetowanie wygranej z Motorem nie mieli już czasu...
Różnica klas obu rywali w ligowej hierarchii wskazywałaby, że bramkarz Piasta (tu akurat Domen Gril) nie powinien mieć w Bydgoszczy wiele pracy. Fot. PAP/Wojtek Jargiło
PIAST GLIWICE
Już w poniedziałkowe południe Gliwiczanie wyruszyli do Bydgoszczy (ok. 450 km) na wtorkowy mecz pucharowy z tamtejszym Chemikiem. - Ze wszystkich drużyn szczebla centralnego mamy chyba najmniej korzystny terminarz: w zasadzie tylko 48 godzin między meczami, do tego wyjazdowymi... - stwierdził szkoleniowiec Piasta, Daniel Myśliwiec (w rozmowie z klubowymi mediami) przed wyprawą nad Brdę.
Materiał selekcyjny
Gliwiczanie pojechali do Bydgoszczy niejako „z marszu”; przynajmniej w sensie logistycznym. Co innego kwestie przygotowania sportowego: trzecioligowiec – beniaminek na tym szczeblu, a więc jeszcze kilka miesięcy temu obu rywali dzieliły cztery poziomy rozgrywkowe – został przez sztab Piasta zmonitorowany; tak wynika ze słów szkoleniowca. - Jesteśmy po analizie przeciwnika. Mimo niekorzystnego wyniku jego ostatniego meczu, w którym przez połowę grał w osłabieniu, widać powtarzalność zachowań, ale i pewne modyfikacje pod kątem meczu z nami – tak o Chemiku i ligowej potyczce z Kotwicą Kórnik (4:1 dla Wielkopolan) mówił trener Myśliwiec, który jeszcze zapewniał, że o „drugim garniturze” w wyjściowym składzie na pucharowy bój nie myśli: - Mecz oficjalny nie jest poligonem doświadczalnym!
Niekoniecznie jednak jedenastka posłana na boisko musi być w pełni tożsama z ligową. - Będzie to dla mnie swego rodzaju materiał selekcyjny. Jeżeli ktoś chciałby dozować sobie motywowanie, na zasadzie „ten mecz ważniejszy, a inny mniej ważny”, zaprzeczyłby sportowej rywalizacji i mentalności, jakiej sobie życzymy w szatni i jakiej od siebie wymagamy - dodał stanowczo gliwicki szkoleniowiec.
Walka z czasem
Powodem do zmian w jedenastce mogą być jednak kwestie zdrowotne. - Niektórzy odczuwają skutki gry w Lublinie. Chodzi o sprawy mechaniczne; coś, co początkowo wydawało się niegroźne, może skutkować koniecznością odpoczynku. Walczymy z czasem – mówił trener przed odjazdem autokaru z napisem „Bydgoszcz”. I raz jeszcze podkreślał, że - niezależnie od składu – będzie wymagać pełnej determinacji od każdego z podopiecznych na murawie. - Graj tak, jakby jutra miało nie być, a następny mecz miał nie nadejść; oto moja dewiza – zapewniał.
Pomoc z AI
Chemik – jak już napisaliśmy – to beniaminek III ligi. Wystartował nieszczególnie: nie wygrał żadnego z sześciu meczów, ale... dostał walkower za spotkanie z Kluczevią Stargard (udział nieuprawnionego zawodnika). Na „trzeci front” wrócił po siedmiu latach. Wtedy jednym z jego piłkarzy był obecny opiekun zespołu, Wiktor Osiński. - Na pewnym etapie uświadomiłem sobie, że będę lepszym trenerem niż byłem zawodnikiem – mówił „Gazecie Pomorskiej”. I chyba tak jest, bo prowadzi zespół bydgoski od ponad pięciu lat. Prowadzi nowocześnie – trzeba dodać. - Chłopcy stworzyli aplikację, z której korzystamy przy analizach siebie i przeciwników, a pomaga nam w tym AI – podkreślał w tym samym wywiadzie rolę swych „sztabowców”.
Najgroźniejsza broń Chemika? Patryk Perliński, niespełna 27-letni napastnik, dwukrotny król strzelców 4. ligi, najskuteczniejszy zawodnik klubu w jego historii.
Dariusz Leśnikowski
