Holistyczne podejście do pracy
Rozmowa z Patrykiem Romblem, byłym selekcjonerem reprezentacji Polski, obecnie trenerem trzeciej siły Orlen Superligi, Wybrzeża Gdańsk
Patryk Rombel wykonuje w Gdańsku świetną robotę. Fot. Paweł Andrachiewicz / Press Focus
Jak do tej pory Korsarze w sparingach dla nikogo nie mają litości. Strach się bać?
- Nie ma co przywiązywać wagi do wyników gier kontrolnych, natomiast to, co jest „skrzypiące” w naszej grze, poprawiamy z meczu na mecz. Jeszcze trochę drobnych aspektów nam zostało, szczególnie w ataku. Chodzi głównie o zrozumienie, zgranie, powrót do automatyzmów, jakie mieliśmy, by płynność naszych ofensywnych akcji była większa niż do tej pory, bo w obronie długimi fragmentami wyglądamy solidnie. Myślę, że to kwestia dwóch-trzech sparingów i na start ligi powinniśmy być optymalnie przygotowani. Będziemy mogli powiedzieć, że poziom naszego grania jest na niezłym poziomie, a w trakcie sezonu będzie się tylko poprawiał.
Kadra została skompletowana?
- Tak, nie planujemy już żadnych ruchów transferowych. Jeśli tylko będziemy zdrowi, to na każdej pozycji mamy dwóch-trzech dobrych zawodników i ta rywalizacja naszą jakość gry powinna ciągnąć do góry.
Znany jest pan z odważnego stawiania na młodzież, co ma miejsce również w Wybrzeżu...
- Mam to szczęście, że mamy w Gdańsku zdolną i chętną do pracy młodzież. Przy pomocy sztabu szkoleniowego wykonującego solidną pracę nasze talenty udowadniają, iż z miesiąca na miesiąc, z roku na rok poprawiają się na wielu handaballowych płaszczyznach. Do treningów podchodzimy holistycznie, dzięki czemu nasze talenty mocno prą do przodu.
Widzi pan w nich potencjalnych kandydatów do reprezentacji Polski?
- Mając pięciu reprezentantów, z których czterech było na ostatnich mistrzostwach Europy, to jest nieźle. Czy są gotowi do kolejnych powołań? To pytanie do selekcjonera Joty Gonzaleza. Ja nie mam zamiaru niczego sugerować, choć naturalnie chciałbym, żeby wszyscy młodzi grali w drużynie narodowej.
Odległe miejsca na EURO młodzieżówki i reprezentacji do lat 18 nie napawają optymizmem...
- Wyniki, owszem, są jakimś wykładnikiem tego, w jakim miejscu jesteśmy. Z drugiej strony wynik może być lepszy lub gorszy, w zależności od okoliczności, czyli szczęścia, losowania grup czy zdrowia zawodników. Natomiast najważniejszy jest proces szkolenia i dbanie o rozwój tych młodych zawodników.
Podobnie powinniśmy patrzeć na dokonania seniorskiej reprezentacji?
- W przypadku kadry jest to proces o wiele dłuższy niż na przykład w klubie, a częste zmienianie selekcjonerów, jak miało to miejsce w ostatnich latach, nie prowadzi do niczego dobrego. Życzę trenerowi Gonzalezowi, żeby był selekcjonerem przez następne 4-6-8 lat, żeby dano mu w spokoju popracować. Wtedy będziemy mieli szanse, by wrócić tam, gdzie kiedyś byliśmy; mam na myśli czołową dziesiątkę w Europie i na świecie.
Wróćmy do Wybrzeża, którego celem będzie utrzymanie medalowej pozycji z poprzedniego sezonu?
- Takie stawianie sobie zadań jest moim zdaniem bardzo banalne i nudne. Co roku mówię to samo, gdziekolwiek jestem, że moim celem jest wygranie najbliższego meczu, a potem wygranie jak największej liczby meczów. W Wybrzeżu - z roku na rok - ta liczba zwycięstw rośnie, więc mam nadzieję, że podobnie będzie w nadchodzącym sezonie, co będzie nas sytuowało wysoko. Gdzie? Nie mam pojęcia, bo jest tyle czynników mających na to wpływ, że prorokowanie byłoby z mojej strony nierozsądne. Powtórzę więc – naszym celem jest wygranie najbliższego sparingu, potem skoncentrujemy się na pierwszym meczu ligowym z Legionowem i z takim samym nastawieniem będziemy podchodzić do każdego przeciwnika.
Czy Wybrzeże będzie w stanie dobrać się do skóry od lat dominującym teamom z Kielc i Płocka?
- Nie mam pojęcia. Do tej pory w meczach z naszą eksportową dwójką pokazywaliśmy, że możemy z nimi walczyć. Na pewno podejdziemy do tych meczów z chęcią wygrania, a od naszej formy oraz ich dyspozycji będzie zależało, jak te mecze będą wyglądały. Myślę, że na przestrzeni dziesięciu spotkań dziewięciu nie jesteśmy w stanie wygrać, bo zarówno Industria, jak i Orlen Wisła mają zawodników o światowej renomie. Ich doświadczenie, ich jakość jest niebotyczna, jak dla nas, ale wierzę, że 1 na 10 pojedynków jesteśmy w stanie wygrać. Musimy tylko do każdego starcia z nimi przygotować topową formę, a nie liczyć, że oni zagrają słabiej, Wtedy mamy szansę, by zaliczyć zwycięstwo.
Po latach wracacie do europejskich pucharów. Wylosowaliście ciekawą, ale szalenie trudną grupę. Powalczycie?
- Dostaliśmy się do jednej z dwóch najtrudniejszych grup, bo na przykład macedoński HC Eurofarm Pelister Bitola to do niedawna stały uczestnik Ligi Mistrzów. Obok mamy rewelację ostatniego sezonu Bundesligi, VfL Gummersbach, czego efektem jest jego kwalifikacja do Ligi Europejskiej. To będzie jeden z mocnych faworytów, tym bardziej patrząc na historię niemieckich zespołów regularnie docierających do Final Four. No i jeszcze mamy w grupie rewelację hiszpańskiej Asobal Ligi, Dicorpebal Logrono La Roja, z reprezentantami Hiszpanii, którzy do niedawna stanowili o sile europejskiego handballu. Mamy zatem najwyższy poziom trudności, jaki mogliśmy mieć. Ale cieszę się, bo granie z najmocniejszymi da nam obraz, w którym miejscu jesteśmy, nad czym musimy jeszcze pracować. Będziemy w tych meczach walczyć i starać się wygrywać.
To na koniec pytanie z obszaru prywatności zawodowej. Od momentu rozstania z reprezentacją Polski stał się pan innym, może dojrzalszym szkoleniowcem?
- Pracę trenera zaczynałem bardzo wcześnie, bo już w wieku 23 lat (obecnie 43 - przyp. red.) i przeszedłem wszystkie szczeble szkoleniowe. To, co wydarzyło się do tej pory, było niesamowitą przygodą. Jednocześnie była to fajna szkoła zawodowa, a doświadczenia zebrane z reprezentacją na mistrzostwach świata, Europy, czy praca za granicą w Zaporożu lub gra w europejskich pucharach przyczyniły się do mojego rozwoju. Nic nie jest w próżni, ja również nie, więc mam nadzieję, że z boku też widać, że się rozwinąłem i nadal rozwijam w takim samym stopniu, w jakim ja mam poczucie, że tak jest. Teraz czuję, że jestem w najlepszym miejscu, w jakim mogłem być i w jakim powinienem być. Mam nadzieję, że wyniki Wybrzeża też to potwierdzą.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
