Heia Norge i RO! po polsku

Oglądanie meczu Wikingów z Brazylią w towarzystwie rodziny z Norwegii wreszcie dało nam... radość ze zwycięstwa naszych w mistrzostwach świata.

W Oslo tłumy, a w naszym mieszkaniu garstka, ale radość z awansu Norwegii do ćwierćfinału taka sama. Fot. EPA

Do wczoraj wydawało mi się, że Norwegowie są chłodni, bo... polodowcowi. Zmieniłem zdanie po wspólnym oglądaniu starcia Wikingów z Brazylią.

Ale od początku... Córka Katarzyna jest trenerką łyżwiarstwa figurowego i od prawie 10 lat pracuje w Norwegii. Tam poznała Ørjana Jensena, wyszła za niego za mąż i mają córeczkę. Josefine przyszła na świat w szpitalu położonym obok stadionu Ullevaal, a dzisiaj będzie miała chrzest. Ten krótki wstęp jest potrzebny, żeby wyjaśnić, dlaczego nagle w naszym domu pojawiła się grupa kibiców znad Fiordów. Rodzice zięcia i jego siostra przylecieli w niedzielne południe i do wieczora mieliśmy trochę czasu, żeby przygotować „domową strefę kibica”.

Robione na szydełku

Babcia Irene wyciągnęła ręcznie robione na szydełku czapeczki – jedną z napisem RO (po polsku Wiosłuj). Dziadek Øjvind zaczął snuć opowieść o tym, że zna Kenta Bergersena. Człowiek, któremu Ståle Solbakken powierzył funkcję asystenta, swoją piłkarską przygodę kończył, a trenerską karierę zaczynał ponad 20 lat temu w klubie Drøbak-Frogen. Tym, w którym piłkarskie abecadło poznawali córka Iselin – w zespole dziewczyn i syn Ørjan.

Nic więc dziwnego, że już przed pierwszym gwizdkiem meczu z Canarinhos temperatura mocno się podniosła, a kiedy w 3 minucie Patrick Berg ulokował piłkę w siatce rywali, mieliśmy pierwsze „trzęsienie podłogi”. Gol jednak nie został uznany, ale jak w przepisie na dobry scenariusz Hitchkoka, po trzęsieniu ziemi na początku później napięcie rosło. No i co kilka chwil wiosłowaliśmy z okrzykiem „RO”, tak jak norwescy kibice na stadionie, w strefach kibica, w parlamencie i w domach.

Tysiąc za stówę

Przed rzutem karnym, sprokurowanym przez Kristoffera Ajera, wiara w skuteczną interwencją Ørjana Nylanda była na tyle mocna, że gdy bramkarz Norwegów wygrał pojedynek z Bruno Guimaraesem na twarzach naszych gości pojawiła się pewność, że po tym spotkaniu już nikt nie będzie wracał pamięcią do wygranego w 1998 roku meczu z Brazylią w 1/8 mistrzostw świata we Francji. Zaczęło się raczej czekanie na gole Erlinga Brauta Hallanda. O tym jak kibice w Norwegii są pewni strzeleckich zdolności swojego ulubionego napastnika, najlepiej świadczą kursy u bukmacherów, bo za 300 koron postawionych na strzelenie przez snajpera Wikingów dwóch lub więcej bramek można było wygrać „tylko” 2500 koron, czyli za ponad sto złotych niecały tysiąc.

Książe Haakon i 100 tysięcy kibiców

Eksplozja nocnej radości – trochę tłumiona, bo 11-miesięczna wnuczka zasnęła – nastąpiła, gdy Haaland trafiał. Świętowania nie zakłócił nawet Neymar, który tuż przed końcem meczu z rzutu karnego pokonał znakomicie broniącego w tym spotkaniu Nylanda. Zresztą - Haalan i Nyland zostali uznani za najlepszych aktorów widowiska.

Ostatni gwizdek oznaczający awans do ćwierćfinału mistrzostw świata wcale nie był jednak końcem emocji. Ørjan błyskawicznie połączył się ze znajomymi, którzy w ruszyli z domów na główną ulicę w Oslo. Prowadząca do pałacu Królewskiego Karl Johans Gate wypełniała się tłumem, a książę Haakon dołączył do blisko 100 tysięcy świętujących kibiców i wiosłował z nimi na Placu Zamkowym.

Haaland z ludzką twarzą

- 28 lat temu, gdy awansowaliśmy do ćwierćfinału mistrzostw świata we Francji, wygrywając 2:1 z Brazylią, takiego szaleństwa nie było – wspominał Øjvind. – Teraz to jednak co innego. Ta reprezentacja naprawdę zdolna jest do wielkich sukcesów.

- Marzymy o mistrzostwie świata – dodała Iselin. – Mamy wspaniałą drużynę, a piętro wyżej jest Haaland. To wielki piłkarz, ale i wspaniały człowiek. Potrafi śmiać się z siebie. Wie, że nie jest „Mister World”, ale ze swojej niezgrabności i pochylonej sylwetki zrobił swój znak rozpoznawczy. Furorę w sieci robi filmik, w którym jego siostra najpierw idzie swoim eleganckim krokiem i nagle wysuwa głowę do przodu i porusza się jak brat. Wszyscy się z tego śmieją, ale i podziwiają człowieka, któremu sława i pieniądze nie przesłaniają ludzi. To, że przed meczem z Brazylią przytulił chłopca z ekipy wyprowadzającej zawodników, było tego przykładem. To było widać, ale on tego nie robi na pokaz. Człowiek, który w szatni reprezentacji odpowiada za sprzęt i po meczu zbiera ubrania do prania opowiadał, że Haaland nigdy nie rzuca koszulki i spodenek na ziemię i idzie pod prysznic, ale zawsze przekazuje je osobiście i dziękuje.

Na trybunach stadionu Ullevaal

Nic więc dziwnego, że taką gwiazdę kibice gotowi są nosić na rękach. Ba, także ludzie, którzy nie są kibicami. Już grubo po północy do rodziców naszego zięcia zadzwoniła bowiem jego ciocia Rita i powiedziała krótko: „Do tej pory nie interesowałam się piłką nożną, ale teraz ją pokochałam”.

Natomiast ci, którzy już od dłuższego czasu mienią się kibicami, a nie pojechali za ocean na mistrzostwa świata, starają się wspólnie przeżywać mundialowe emocje. Trybuny stadionu Ullevaal od początku amerykańskiego turnieju są bowiem otwarte na czas spotkań, których przebieg można śledzić na wielkim ekranie.

- Moja koleżanka Ohelad regularnie od początku mistrzostw chodzi na mecze Norwegów na trybuny stadionu Ullevaal i chwali sobie wspaniałą atmosferę wspólnego oglądania spotkań – powiedziała Katarzyna. – Bilety kosztują 150 koron, czyli ponad 50 złotych. Można więc powiedzieć, że to „symboliczny wydatek”. Na meczu z Brazylią było 10 tysięcy ludzi, a w darmowej strefie kibica na Placu Ratuszowym kibicowało 20 tysięcy. Jak na Norwegię to naprawdę tłum.

Zmierzają do finału

Na koniec jeszcze jeden komentarz do telewizyjnego obrazka. Gdy kapitan Martin Ødegaard, który zwykle w ceremonii świętowania po zwycięskim meczu na amerykańskich boiskach był wodzirejem pełnym radości, tym razem przekazał pałeczki i bęben Haalandowi, nasi goście uznali to za... naturalne. A później cieszyli się i z okrzykiem „RO” wiosłowali razem z kibicami na stadionie w East Rutherford w stanie New Jersey, mówiąc, że...zmierzają do finału.

Jerzy Dusik

RO! Fot. Dorota Dusik

Dwie bramki zdobyli Norwegowie w starciu przeciwko Brazylii! Fot. Dorota Dusik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się