Hapoel był lepszy
Rozmowa z Bartoszem Wolskim, pomocnikiem GKS-u Katowice
Bartosz Wolski (z prawej) latem przeniósł się do GieKSy i już stał się zawodnikiem pierwszego składu. Fot. PAP/Art Service
Co poszło nie tak w meczu z Hapoelem Tel Awiw?
- Nie zagraliśmy tak dobrze, jak w ostatnich meczach u siebie. Musimy dopracować to, jak wchodzić w starcia wyjazdowe, bo w mecz z Hapoelem weszliśmy zdecydowanie źle. Szybko straciliśmy dwie bramki i nie udało nam się już tej straty odrobić.
Porażka jest wynikiem błędów indywidualnych przy golach?
- Popełniliśmy parę takich błędów, ale jesteśmy drużyną, działamy razem. W jednym meczu jeden popełni błąd, w drugim ktoś inny, a później taki zawodnik może dać nam zwycięstwo.
Po straconych golach niewiele GKS-owi udało się wskórać pod bramką rywala...
- Nie byliśmy w stanie wejść na swój normalny poziom intensywności. Przegrywaliśmy dużo pojedynków, które powinniśmy wygrać. Nie ma też co ukrywać – na braku okazji bramkowych zaważyła też jakość przeciwników. Indywidualnie byli lepsi od nas, piłka im nie przeszkadzała. Z takimi rywalami gra się trudno.
Spotkania z Żyliną i Hapoelem są pana pierwszymi w europejskich pucharach, co dla pana znaczą?
- Te spotkania znaczą bardzo dużo, bo długą drogę przeszedłem, żeby dotrzeć do tego miejsca, w którym jestem. Trochę późno, w wieku 29 lat to się wydarzyło, ale lepiej późno niż wcale.
Przy Nowej Bukowej GKS nie przegrał od listopada 2025. Czy w środę znów zadziała magia tego miejsca? Czy pan już poczuł, że Arena Katowice jest miejscem szczególnym dla drużyny?
- Mocno wierzę w to, że uda nam się odrobić dwubramkową stratę. Moja przygoda z piłką nożną jest dowodem na to, że wszystko jest możliwe. Proszę spojrzeć – jeszcze niedawno grałem poza ekstraklasą, a teraz jestem w GKS-ie i gram o europejskie puchary. Na razie przy Nowej Bukowej miałem okazję zagrać dwa razy i już zdążyłem się przekonać, jak bardzo trybuny niosą zawodników. Tam gra się zupełnie inaczej niż na wyjazdach.
W Miszkolcu rozmawiał
Kacper Janoszka
