Hajduk to absolutny fenomen
Rozmowa z Mateuszem Matkoviciem, znawcą chorwackiej piłki, współtwórcą portalu Piłkarskie Bałkany
Mateusz Marković kontynuuje rodzinne tradycje kibicowania Hajdukowi. Przez jakiś czas też mieszkał w Splicie. Fot. archiwum Mateusza Markovicia
- Aż tak to nie przesadzajmy, pewnie są więksi... Zdecydowały rodzinne koneksje. Mój ojciec pochodzi z Chorwacji i od dziecka był fanem Hajduka. Najmocniej kibicuję Ajaxowi, ale Hajduk faktycznie zajmuje u mnie ważne miejsce. Przez jakiś czas mieszkałem w Splicie i śledzę wszystko, co się u tam dzieje.
Zacznijmy od fenomenu tego klubu. Hajduk, jak na Chorwację, wzbudza gigantyczne zainteresowanie, a sukcesów na arenie europejskiej praktycznie nie odnosi.
- To jest fenomen na skalę europejską, bo poza Borussią Dortmund, Schalke i chyba jeszcze jednym niemieckim klubem żaden inny nie posiada tak wielu zarejestrowanych kibiców, którzy regularnie kupują kartę kibica i wspierają klub. Te liczby na bieżąco są aktualizowane na stronie Hajduka i kręcą się w okolicach 150 tysięcy na sezon. To tyle, ile mieszka w Splicie (śmiech).
Da się to wyjaśnić?
- Przede wszystkim Hajduk ma fanów w całej Chorwacji, nie tylko w swoim mieście. Sportowo od lat największym klubem jest Dinamo Zagrzeb, ale nie ma on żadnych fanów w Splicie. Torcida Hajduka w Zagrzebiu natomiast funkcjonuje. Przemierzając Chorwację, właściwie aż do granicy z Czarnogórą wszędzie na murach widnieją napisy „Torcida Split”. Mecz Hajduka zawsze jest wydarzeniem, co można było zaobserwować podczas spotkania z Rakowem. Byłem na wielu stadionach w Europie, ale zaryzykuję, że takiej atmosfery jak tam, nie ma nigdzie. W tej części Europy to absolutny fenomen.
Przejdźmy do strony sportowej. Jak Chorwaci zapamiętali Raków? Z wyniku raczej cieszyć się nie mogli, tracąc bramkę w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry.
- Trener Gonzalo Garcia mocno ubolewał nad tym wynikiem. Przyznawał, że w pierwszej połowie jego zawodnicy trochę dali się zepchnąć, ale w drugą weszli świetnie. Po golu na 2:1 mieli kilka dobrych sytuacji, aby wynik zamknąć i z dużym spokojem jechać na rewanż. Za kluczowy moment uznał czerwoną kartkę Adriona Pajazitiego, która była zupełnie niepotrzebna i w końcówce zmusiła do wybijania piłki niemalże na oślep. Mimo niezbyt korzystnego wyniku, w Chorwacji nadal są duże nadzieje na awans. Wynik wydaje się otwarty, ale faktem jest, że Hajduk w pucharach bardzo źle wygląda na wyjazdach. Wygrał tylko raz i to z niezbyt silnym rywalem, jakim jest Żalgiris Wilno.
Raków zaskoczył przeciwników, czy pokazał to, czego się spodziewali?
- Raków nie był rywalem, który w Splicie wywołał wypieki na twarzy. W Chorwacji kibice niewiele wiedzą o polskiej lidze i mówiąc szczerze, niewiele ich to interesuje. Przed meczem jedynie spojrzeli na tabelę, zobaczyli, że Raków jest w niej ostatni i liczyli na zwycięstwo. Kibice Hajduka mają jednak ten problem, że często liczą na sukces, głównie na to, że ich drużynie uda się zdetronizować Dinamo, a od kilkunastu lat to się nie udaje. Trener Garcia wspominał, że rozpracowywał Raków wspólnie z dyrektorem sportowym Robertem Grafem, który wcześniej pełnił tę samą funkcję w Częstochowie.
W weekend Raków odpoczywał, Hajduk wygrał z Osijekiem 4:0. Powinno mu to dać przewagę psychologiczną?
- Garcia wystawił w tym meczu rezerwowych. Ci, którzy będą mieli powalczyć o awans w Częstochowie, albo odpoczywali, albo weszli na ostatnie 20-30 minut. Mimo to Hajduk wygrał wysoko i dość przekonująco. Budowana już jest atmosfera przed rewanżem i na pewno drużyna wyjdzie z nastawieniem, aby wygrać.
Na czym Chorwaci opierają optymizm?
- Na wspomnianym dobrym wejściu w drugą połowę. W kadrze Hajduka jest 3-4 piłkarzy, którzy powinni bez problemu załapać się do najlepszej polskiej drużyny. Myślę jednak, że mają dużo respektu, bo zobaczyli, że Raków potrafi grać. Trener Garcia chwalił Częstochowian za ofensywne atuty, zwracał też uwagę na bardzo dobre stałe fragmenty gry. Przed rewanżem na pewno jest w Chorwacji większy respekt do Rakowa niż przed pierwszym meczem.
Ikoną Rakowa od lat jest Fran Tudor. Chorwatów w Częstochowie było jednak więcej – Zoran Arsenić, Ante Crnac. W kadrze jest także Marko Bulat. To zostało w Chorwacji szerzej odnotowane?
- Nie. Chorwaci sprzedają piłkarzy do czołowych klubów Europy. Josip Juranović, który ma 40 występów w reprezentacji i lekką ręką został oddany z Hajduka do Legii, zrobił później całkiem ciekawą karierę, ale to są zawodnicy, których szybko się zapomina, bo ekspresowo w ich miejsce pojawiają się nowi, lepsi. To taki fenomen chorwackiej piłki.
Ciśnienie na awans w Splicie jest duże?
- Bardzo duże! Oczekiwanie na awans do fazy ligowej musi być olbrzymie, bo Hajduk na europejskie puchary czeka 16 lat. W sezonie 2010/11 ostatni raz wystąpił w fazie grupowej Ligi Europy, w dodatku z mizernym skutkiem, bo wygrał tylko jeden mecz i zajął ostatnie miejsce w grupie. Ewentualny brak awansu będzie miał też bardzo duży wpływ na finanse klubu. Raków od kilku lat dość dobrze radzi sobie w pucharach, nie tak dawno był mistrzem Polski i jest budowany bardzo rozsądnie. To jest coś, czego Hajdukowi na pewno brakuje. Są sukcesy sprzed lat, piękna historia, ale kibice się już niecierpliwią. To oczekiwanie trwa już bardzo długo, młodzi kibice praktycznie nie pamiętają Hajduka w pucharach. Chcą w końcu coś znaczyć w Europie, choć tym nadrzędnym celem jest mistrzostwo kraju.
Rozmawiał Mariusz Rajek
