Grzmot w oddali
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Nasza ekstraklasa nabiera powabu, rymu i rytmu. W każdej kolejce znajduję starcia-perełki wynikające z aktualnej sytuacji na ligowej autostradzie. W najbliższej taką jawi mi się starcie Lecha z Piastem w Poznaniu. Lech to mistrz, ale jakby chwiejący się nieco po ostatnich ciężkich bojach europejskich i farerskim komisie (matura została oblana wcześniej z Aarhus). Mistrz musi dojść do siebie i na wykroku może złapać go nie kto inny, jak Piast. W piłce o to chodzi, żeby gdy rywal jest ranny, kąsać do utraty tchu. Tchu z pewnością więcej ma Piast, Lech przed chwilą grał z Klaksvikiem. Tydzień a dwie doby to różnica.
Ten mecz ciekawi mnie, przyznaję, z powodu napastnika Piasta Samuela Ntamacka, którego potencjał olśnił mnie podczas ostatniego meczu z Wisłą. Powtórzę się: to bestia szybka, zwinna, zdecydowana i - przede wszystkim - potrafiąca.
Wbił pierwszego gola w tym meczu, a potem został zmieniony, bo nie realizował nakreślonych przez trenera Daniela Myśliwca wytycznych związanych z realizacją pressingu. Dlatego bardzo mnie ciekawi, czy szkoleniowiec z zawodnikiem doszli do porozumienia, a przede wszystkim zrozumienia. Trener od razu podkreślał, że wartość piłkarska Ntamacka jest duża, szaleństwem byłoby z niego rezygnować, ale i szaleństwem byłoby stawiać na piłkarza, przez którego ruch drużyny w trakcie gry jest zaburzony.
Myśliwiec chce, żeby Ntamack miał świadomość powagi sytuacji i dyscypliny taktycznej. W interesie obu jest porozumienie i - szczerze pisząc - wierzę, że do niego doszło. Chciałbym bowiem, żeby Ntamack na Bułgarskiej zagrał, żeby zobaczyć jego starcia z obrońcami Lecha. Ciekawi mnie też, jak byliby go w stanie wspierać zwłaszcza Boisgard i Lima. Mam przeczucie, że to trio jeszcze nieraz da o sobie znać.
Powtórzę bowiem: Ntamack to bestia. Zawodnik szybki, zwinny, zdecydowany i przede wszystkim wiele potrafiący. Wychowanek paryskiej szkółki AS Bondy - gdzie pierwsze kroki w juniorskiej piłce stawiały takie gwiazdy, jak Kylian Mbappe czy Willam Saliba - tego rodzaju rekomendacja dotycząca korzeni zawsze będzie robiła wrażenie. Kiedy mu się przyglądałem, jakbym słyszał z oddali przeciągły złowieszczy grzmot. Złowieszczy dla rywali... Po prostu: w polskich warunkach to może być bardzo ciekawy napastnik. Na tyle, że po meczu z Legią zbiegną do niego z trybun co bardziej rozgorączkowani warszawscy żurnaliści z pytaniem: „czy chciałby pan grać w Legii?" Naprawdę jestem w stanie coś takiego sobie wyobrazić, widziałem to niejednokrotnie choćby w latach 90...
Jeszcze jedno - z tym konkretnym meczem związana jest ciekawa sytuacja, która może pośrednio świadczyć o pewności siebie Lecha. Otóż Poznaniacy nie zdecydowali się na przełożenie tego spotkania, choć pojawiły się wcześniej takie sugestie. To zawieszenie na pewno nie ułatwiało zadania Piastowi - przygotowywał się przecież do spotkania, którego... mogłonie być. Myślę jednak, że nikt w Gliwicach nie płakał. Takie są właśnie bezwzględne realia zawodowego futbolu: skoro możesz utrudnić najbliższemu rywalowi w czymkolwiek - nie wahaj się. Lech nie wahał się. Jeśli kogoś to wzburza, to powinien dla uspokojenia zająć się krojeniem arbuza w te gorące dni...
