Groźni piłkarze
WIDZIANE W MISZKOLCU - Kacper Janoszka
Nawet piłkarze Hapoelu zmuszeni byli do przejścia przez kontrolę, gdzie sprawdzano zawartości ich toreb. Fot. Kacper Janoszka
LIGA KONFERENCJI
Temperatura rywalizacji Hapoelu Tel Awiw z GKS-em Katowice przed meczem była gorąca. Zbliżała się do 39 stopni Celsjusza, czyli do ekstremalnej temperatury odczuwalnej w Miszkolcu w czwartek po południu. Co więcej, kibice obu stron zdążyli nakręcić się wzajemnie, jeszcze zanim weszli na stadion, w internecie, tworząc prowokujące treści. Pod postami związanymi z meczem pojawiały się wyzwiska i wulgaryzmy, których wolelibyśmy nie cytować. Spotkania z izraelskimi zespołami zawsze budzą kontrowersje. Tak też przecież było rok temu, gdy Maccabi Hajfa grało z Rakowem Częstochowa. Izraelscy kibice wywiesili wówczas transparent sugerujący, że naród polski „pozostaje mordercami od 1939 roku”. W przypadku Hapoelu Tel Awiw kontrowersje budzi też powiązanie ideologiczne kibiców klubu, w którego herbie znajduje się sierp i młot, a na trybunach czasem pojawiają się flagi z twarzą Che Guevary.
Nic więc dziwnego, że w na Węgrzech, gdzie jako gospodarz grała izraelska drużyna, zostały użyte niecodzienne środki bezpieczeństwa. Przed standardowymi bramkami, które znajdują się na każdym stadionie, pojawiły się bramki jak na lotnisku. Kibice, żeby móc wejść na stadion, musieli przejść przez taką kontrolę. Jednak nie dotyczyło to tylko fanów. Wszyscy, którzy wchodzili na obiekt przez wejście VIP, musieli przejść przez specjalną bramkę, a ponadto ich bagaże (plecaki, torby, torebki) musiały zostać przeskanowane, znów – podobnie jak na lotnisku. Obie ekipy zostały sprawdzone w podobny sposób, zawodnicy Hapoelu także zostali szczegółowo sprawdzeni pod kątem posiadania nielegalnych przedmiotów. Nie ma zmiłuj – zagrożenie dla izraelskiego klubu najwidoczniej czyhać może wszędzie.
Węgierska policja także przygotowywała się do spotkania. Na wiele godzin przed pierwszym gwizdkiem pod stadionem stały już pierwsze radiowozy. Stróże prawa nie tylko pilnowali porządku z perspektywy chodnika, ale także z powietrza, używając dronów. Ostatecznie nie doszło do żadnych skandalicznych zachowań. Poza standardowymi „pozdrowieniami”, pojawił się jedynie baner w języku hebrajskim, który niecenzuralnie określił Hapoel, lecz nie był on wyeksponowany na sektorze kibiców GieKSy, a na neutralnej części stadionu.
Pub przy stadionie w Miszkolcu na co dzień jest miejscem zdominowanym przez kibiców miejscowego DVTK. W czwartek zgromadzili się tu fani Hapoelu (w czerwonych barwach). Fot. Kacper Janoszka
